Służba zdrowia

Tysiące nie wiedzą o zakażeniu HCV

Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Tylko co szósta osoba, w której organizmie namnaża się wirus żółtaczki typu C, w ogóle wie o chorobie
Państwowy Zakład Higieny informuje o 55 tys. osób, u których zdiagnozowano chorobę wywołaną wirusem HCV. Epidemiolodzy oceniają jednak, że już ponad 700 tys. ludzi miało kontakt z wirusem (w ich organizmie są przeciwciała). Spośród nich około połowy odczuwa skutki zakażenia – w ich organizmie replikuje się wirus, doprowadzając nawet do marskości wątroby i raka.
– 300–400 tys. osób, które nie wiedzą o chorobie, to bardzo dużo. Część z nich wymaga intensywnego, drogiego leczenia – mówi prof. Krzysztof Simon, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów. U progu wakacji Fundacja Urszuli Jaworskiej rozpoczęła wczoraj kampanię społeczną „Obudź się, póki wirus HCV drzemie". Lekarze będą prowadzić akcje edukacyjne informujące o możliwych drogach zakażenia wirusem HCV.
– Problem w tym, że ta choroba w połączeniu np. z rozpowszechnionym w naszej kulturze piciem nawet niewielkiej ilości alkoholu ma katastrofalne skutki. Kto jest zakażony, w ogóle nie powinien po alkohol sięgać – mówi prof. Simon. Zauważa, że z choroby nie zdaje sobie sprawy także wiele osób zakażonych wirusem żółtaczki typu B, który jest jeszcze bardziej agresywny. Drogi zakażenia żółtaczką zakaźną są takie same jak np. wirusem HIV: głównie prze kontakty seksualne i przez krew. A to znaczy, że zakazić się można w gabinecie kosmetyczki, salonie tatuażu czy po prostu w szpitalu. – Szczególnie czujne powinny być osoby, którym przed 1989 r. przetaczano krew albo robiono zabiegi w szpitalach. Wtedy nie przestrzegano żadnych standardów – mówi prof. Simon. – Tylko dzisiaj miałem dwóch pacjentów, u których wirus spowodował marskość wątroby. To normalni, dbający o siebie mężczyźni, którzy w dzieciństwie mieli transfuzję krwi i prawdopodobnie wtedy zostali zakażeni wirusem. Przypadków choroby jest w ostatnich latach coraz więcej, ale naukowcy nie wiedzą, czy to wynik coraz większej liczby nowych zakażeń, czy większej świadomości pacjentów, którzy częściej niż np. dziesięć lat temu robią badanie wykrywające wirusa. Choroba dotyka ludzi młodych, naukowcy już teraz ostrzegają przed gigantycznymi wydatkami, jakie może wymusić w przyszłości. Autorzy rozpoczętej wczoraj kampanii społecznej oceniają, że mogą one sięgnąć nawet 8 mld euro. Dlatego namawiają do badań diagnostycznych i wczesnego rozpoczynania leczenia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL