Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Szczyt bez przełomu?

Angela Merkel nie ustaje w ostrej krytyce pomysłu euroobligacji czyli wspólnej emisji długu
AP
Unijny szczyt zajmie się przyszłoœciš strefy euro. Ale rewolucja na razie pozostanie na papierze
– Największe wyzwanie teraz to zarzšdzanie oczekiwaniami rynków – mówi wysoki rangš dyplomata jednego z państw UE. Przed zaczynajšcym się dziœ szczytem UE, jak przed zawodami sportowymi, graczom opłaca się podbijać stawki, żeby zwiększyć potencjalnš wygranš. Dyplomaci w Brukseli studzš jednak oczekiwania. Projekt reformy UE, przygotowany przez przewodniczšcego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, to ogólna deklaracja, nad którš trzeba dalej popracować. Unijny szczyt nie przyjmie tego dokumentu ani go nie odrzuci. Powinien natomiast wskazać, nad którymi punktami warto dalej popracować. Wtedy do grudnia Van Rompuy przygotuje więcej konkretów. W przeddzień rozpoczęcia szczytu nie było jednak widać pola do porozumienia. Gdy we Francji rzšdził Nicolas Sarkozy, zwykle kilka dni wczeœniej znane było niemiecko-francuskie stanowisko, które wskazywało kierunek działań dla strefy euro. Tym razem przywódcy Francji i Niemiec publicznie wygłaszajš całkiem przeciwstawne opinie. Ostatnia próba poprawy wizerunku tego duetu miała nastšpić wczoraj wieczorem w Pałacu Elizejskim, gdzie Francois Hollande i Angela Merkel zaplanowali wspólnš kolację.

Sporne euroobligacje

Lista rozbieżnoœci między Berlinem a Paryżem jest poważna. Francuski prezydent popierany przez premierów Hiszpanii i Włoch proponuje euroobligacje, czyli wspólne emisje długu. Angela Merkel nie ustaje w ostrej krytyce tego pomysłu. Na spotkaniu z pozostajšcymi z niš w koalicji liberałami kanclerz miała powiedzieć o uwspólnotowieniu długu strefy euro, że nie nastšpi to za jej życia.
– Niemcy nie sš izolowane – zauważa unijny dyplomata. Tradycyjnie w strefie euro kibicujš im państwa Północy, jak Holandia, Finlandia czy Austria. Podobna linia podziału między Północš a Południem przebiega w dyskusji o bieżšcych problemach strefy euro, czyli jak uspokoić rynki i powstrzymać rosnšcš rentownoœć obligacji hiszpańskich i włoskich. Mariano Rajoy powiedział, że z rentownoœciš papierów hiszpańskich na poziomie blisko 7 proc. długo już nie da rady i chce pomocy Europejskiego Banku Centralnego. A Mario Monti apeluje o interwencję ze strony funduszu ratunkowego strefy euro EFSF i zapowiada, że będzie siedział w Brukseli do niedzieli, dopóki jego propozycja nie zostanie przyjęta. Na razie oba pomysły odrzucajš Niemcy.

Niepewna unia bankowa

Wštpliwoœci budzi też proponowana unia bankowa. Niemcy chciałyby europejskiego nadzoru nad kluczowymi, ponadnarodowymi bankami, ale bez wspólnego systemu gwarantowania depozytów. Przynajmniej dopóty, dopóki kraje nie oddadzš częœci swojej suwerennoœci. Tak aby niemiecki podatnik, gwarantujšc depozyty w Hiszpanii, miał wpływ na politykę rzšdu w Madrycie. Tymczasem projekt Van Rompuya mówi o europejskim nadzorze nad wszystkimi bankami i o gwarantowaniu depozytów. Teoretycznie ze składek banków, ale w ostatecznoœci z Europejskiego Mechanizmu Stabilnoœci, który jest finansowany przez podatników strefy euro. To jest nie do przyjęcia dla Niemców. Jak wylicza londyński think tank Open Europe, takie rozwišzanie wymagałoby znaczšcego zwiększenia kapitałów ESM. Na razie ma on dysponować 500 mld euro.

Teoretyczny nadzór

Według Van Rompuya reforma funkcjonowania strefy euro ma obejmować oddanie częœci suwerennoœci instytucjom unijnym w zamian za gwarancje finansowe. Dopuszcza nawet blokowanie budżetów narodowych przez ministrów finansów strefy euro. Tak daleko posunięta integracja rodzi jednak wštpliwoœci o mandat demokratyczny. Zdajš sobie z tego sprawę autorzy projektu. Jak mówi nieoficjalnie osoba bioršca udział w pracach nad projektem reformy, właœnie pytanie o stosunek wyborców do takiej reformy jest dziœ najpoważniejsze. – Parlamenty narodowe majš prawo do kontroli nad tym, co będzie decydowane w Brukseli. Nie wystarczy głos krajowego ministra finansów. Bo on reprezentuje władzę wykonawczš, a nie ustawodawczš – zauważa nasz rozmówca. Wštpliwoœci ma wielu polityków z bogatszych państw, które bojš się niekontrolowanych transferów pieniędzy. – Musimy zadać pytanie, czy to jest sposób na dobranie się do naszych pieniędzy czy też wartoœć dodana dla Szwecji. Na razie pozostaję bardzo krytyczny, dokument jest niejasny – powiedział szwedzki premier Fredrik Reinfeldt.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL