Kto porwał córkę Sikorskiego

aktualizacja: 09.06.2012, 17:12
Foto: ROL

Z Tadeuszem A. Kisielewskim Rozmawia Adam Tycner

Wywiad z miesięcznika "Uważam Rze Historia"
Ekshumacja zwłok Sikorskiego wykazała, że 4 lipca 1943 r. nie został on ani otruty, ani zastrzelony, zanim rozbił się samolot, którym leciał. Pańska hipoteza, że generał zginął od kuli, została obalona.
W początkowej fazie badań postawiłem kilka hipotez, które zostały zweryfikowane. Ale to, że w czaszce generała nie znaleziono śladu po kuli, a w jego ciele trucizny, nie znaczy jeszcze, że zamach został wykluczony. Patolodzy określili przyczynę zgonu, a nie katastrofy.
Stwierdzili jednak, że Sikorski zmarł w wyniku obrażeń typowych dla ofiary katastrofy komunikacyjnej.
Czeski pilot samolotu Eduard Prchal, który przeżył wypadek, twierdził, że maszyna spadła, bo przestały reagować stery wysokości.
Wiemy z całą pewnością, że samolot był w pełni sprawny i sterowny. Potwierdza to raport brytyjskich biegłych, sporządzony zaraz po katastrofie i wykonana w 1992 r. ekspertyza profesora Jerzego Maryniaka z Politechniki Warszawskiej. Sterów wysokości w tym modelu liberatora nie da się zablokować. Świadczy o tym mnóstwo niezależnych opinii pilotów i eksperyment przeprowadzony przez brytyjskiego pilota Arthura Stevensa, który wykonywał urzędową ekspertyzę wraku. Prchalowi natomiast w ogóle nie należy wierzyć, bo jego relacja jest w wielu miejscach w oczywisty sposób nieprawdziwa.
Być może przyczyną wypadku było co innego. Samolot był prawdopodobnie przeciążony.
Nie był. Dokładnie wyliczyłem, ile mógł ważyć ładunek samolotu, załoga i wszyscy pasażerowie. Nurkowie badający wrak nie znaleźli niczego, co mogłoby w znaczący sposób zwiększyć masę samolotu. Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego doszło do katastrofy. Układ zasilania w paliwo był sprawny, podobnie jak wszystkie urządzenia pokładowe.
Skoro wszystko działało, dlaczego samolot się rozbił? Jaka jest pańska hipoteza?
Z ekspertyzy profesora Maryniaka wynika, że samolot wcale się nie rozbił.
To było kontrolowane wodowanie. Potwierdzają to zeznania świadków, którzy wspominali, że silniki zostały wyłączone sekundę przed zetknięciem się kadłuba z wodą, czyli zgodnie z procedurą stosowaną przy tym manewrze.  Był to wyrafinowany zamach. Zamachowcem był pilot, a narzędziem zamachu – samolot.
Jak to dokładnie pana zdaniem wyglądało?
Pilot zamachowiec wykonał wodowanie przy prędkości  240 km/godz. Powszechnie wiadomo było, że ani Sikorski, ani jego towarzysze nigdy nie zapinają pasów. Właśnie dlatego wszyscy zginęli.
Dla pilota taka misja byłaby niemal samobójcza. Ryzyko, że sam zginie, byłoby ogromne.
Wcale nie. Kabina liberatora jest umieszczona bardzo wysoko. Pilot był przypięty podwójnymi pasami, które go uchroniły. Tym pilotem natomiast wcale nie był, jak się powszechnie uważa, Eduard Prchal. Czech siedział w kabinie, ale za sterami był ktoś inny. Świadczą o tym oficjalne brytyjskie dane i niespójne zeznania Prchala.  Z moich badań wynika, że drugi pilot został podmieniony na pilota zamachowca, który przejął stery, wykonał wodowanie i wypłynął na plażę, na co też są świadkowie.
Jeśli był to zamach, to kto mógłby za nim stać?
Podejrzewano Polaków, wśród których Sikorski miał wielu wrogów. Nie mieli oni jednak możliwości przeprowadzenia takiej operacji na Gibraltarze. Mieli je Brytyjczycy, którzy jednak nie mieli motywu. Niektórzy uważają, że mogli się obawiać, iż po odkryciu zbrodni katyńskiej Sikorski doprowadzi do rozłamu w koalicji antyniemieckiej.
Jednak od kiedy Katyń wyszedł na jaw, wygłosił on szereg deklaracji pojednawczych pod adresem Sowietów. Brytyjczycy nie mieli więc interesu w zabijaniu go. Ten zamach zorganizowali Sowieci.
Dlaczego mieliby to zrobić, skoro Sikorski był do nich coraz bardziej pojednawczo nastawiony?
Stalin wyczekiwał zerwania stosunków z polskim rządem. Sowieci chcieli sobie Polskę podporządkować. Stalina, który miał już armię Berlinga i prawie gotowy polski komunistyczny rząd, pojednawcze deklaracje Sikorskiego tylko denerwowały. Zamach na polecenie Sowietów mógł zorganizować Kim Philby, który nadzorował kontrwywiad brytyjski na obszarze Morza Śródziemnego i, jak się później okazało, był sowieckim agentem.
Twierdzi pan w swojej najnowszej książce, że na pokład samolotu nie weszła Zofia Leśniowska, córka generała Sikorskiego, która zgodnie z oficjalną wersją zdarzeń zginęła w katastrofie.
Tak. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.
Często tłumaczy się to tym, że wśród nurków przeszukujących wrak rozpowszechniony był pewien przesąd. Dotknięcie włosów topielicy miało skutkować śmiercią.
Dowódca tych nurków wytłumaczył, że umyślnie powiedział podwładnym, iż ciało Leśniowskiej zostało już wyłowione, żeby nie bali się schodzić pod wodę. Nie ma ani jednej relacji o tym, że Leśniowska weszła do samolotu. Dotarłem za to do sprawozdania świadka, który był członkiem ekipy Sikorskiego i na Gibraltarze został na lotnisku. Twierdził on, że Leśniowska nie wsiadła do maszyny.
Dlaczego miałaby zostać?
Miała taki rozkaz. W dniu, w którym doszło do katastrofy, na Gibraltarze przebywał Iwan Majski, ambasador ZSRS w Londynie. W dniu katastrofy doszło do rozmowy między nim a Sikorskim. Sądzę, że Majski zaproponował dalsze rozmowy, ale Sikorski musiał już wracać do Londynu, więc oddelegował do nich swojego sekretarza Adama Kułakowskiego i właśnie swoją córkę, która była najbliższą współpracownicą generała.
Skoro nie wsiadła do samolotu, a słuch po niej zaginął, to co się z nią stało?
Pasażerowie maszyny już wcześniej mieli sygnały o podmianie drugiego pilota. Zlekceważyli je jednak. Leśniowska musiała więc zrozumieć, że była świadkiem zamachu. Brytyjczycy nie chcieli, żeby zaczęła to rozgłaszać, więc pozwolili ją uprowadzić Sowietom. Wiemy, że kiedy Majski wracał z Gibraltaru, jego samolot wykonał międzylądowanie w bardzo nietypowym miejscu, na małym saharyjskim lotnisku. Brytyjczycy wywieźli Leśniowską z Gibraltaru drugą maszyną i przekazali ją do samolotu Majskiego podczas tego międzylądowania.
Jeśli Leśniowska zostałaby na Gibraltarze, a niedługo potem zniknęła, to Polacy, którzy byli z nią na miejscu, wszczęliby alarm.
W zamęcie, jaki powstał na lotnisku tuż po katastrofie, nikt się nią nie interesował. Nawet jeśli ktoś zapamiętał, że została na miejscu, to wolał milczeć. W sprawie katastrofy gibraltarskiej jest bardzo wiele takich sytuacji. Świadkowie boją się o tym mówić nawet po latach. Są też inne dowody na porwanie Leśniowskiej. Jej bardzo charakterystyczną bransoletkę z monogramem niedługo później znaleziono w jednym z hoteli w Kairze, przez który Majski wracał do Moskwy.
Co mogło się stać z córką generała? Trafiła do łagru?
Nie, bo wtedy informacja o niej mogłaby wyjść na zewnątrz. Sowieci trzymali ją w willi NKWD pod Moskwą. Dotarłem do relacji cichociemnego, który we wrześniu 1945 r. dostał od zwierzchników informację, że Leśniowska jest tam przetrzymywana. Z Polski wyruszyła ekipa ratunkowa z zadaniem uwolnienia jej. Misja się nie powiodła, ale ci ludzie widzieli córkę Sikorskiego w jakiejś willi pod Moskwą.
Jakie plany związane z Leśniowską mogli mieć Sowieci?
Myślę, że przekonywali ją, że zamachu dokonali Brytyjczycy. Musieli mieć wobec niej plany polityczne. Polscy komuniści, którzy mieli rządzić krajem po wojnie, mieli wśród Polaków nikłe poparcie. W sowieckich planach
daleka od komunizmu córka premiera miałaby do odegrania historyczną rolę. Przekonywanie Leśniowskiej musiało się nie udać. Nie chciała się zgodzić na kolaborację i musiała zginąć.
Tadeusz A. Kisielewski jest autorem książek
poświęconych katastrofie gibraltarskiej
m.in. „Zamach" i „Zabójcy".
Właśnie ukazała się jego najnowsza
praca „Po zamachu" (Rebis).
Komentarz dnia
Żródło: Uważam Rze Historia

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE