Sierocińce jak więzienia

aktualizacja: 18.05.2012, 20:30
Foto: ROL

Obok oficjalnego rozkładu dnia w domu dziecka toczy się drugie życie. Podziemne

W sierocińcach rządzą strach i pięść. - Przemoc jest sposobem na przetrwanie: silniejsi wygrywają, słabsi przegrywają. To spotyka dzieci codziennie i staje się normą - mówi psycholog z domu dziecka Katarzyna Kiwer.

Fala i inne patologie

Na demoralizację wpływają młodociani kryminaliści. Z braku miejsc w poprawczakach  wielu z nich przebywa w domach dziecka. Nierzadko pełniąc w grupie funkcję capo di tutti capi.

Do tego dochodzą barbarzyńskie praktyki wysyłania dzieci sprawiających kłopoty „na kolonie" - do szpitali psychiatrycznych. - Często trafiają tam dzieci nie chore psychicznie, ale mające zaburzenia po traumatycznych przeżyciach, które są oznaką rozpaczy i wołaniem o pomoc - uważa Kiwer.

Najnowszy raport NIK, który stwierdza, że w domach dziecka rządzi przemoc, jest potwierdzeniem alarmujących wyników badań socjolog dr Moniki Sajkowskiej, dyrektorki fundacji „Dzieci niczyje".

Wynika z nich, że większość dzieci doświadcza przemocy. Są to zarówno kradzieże, jak i rozboje. Co trzecie dziecko zostało pobite przez wychowawcę, co dziesiąte odbywało stosunki seksualne z rówieśnikami wbrew własnej woli.

- Tradycyjny dom dziecka to instytucja o znamionach totalitarnych - ocenia Monika Sajkowska.
W sierocińcach rządzą strach i pięść. - Przemoc jest sposobem na przetrwanie: silniejsi wygrywają, słabsi przegrywają. To spotyka dzieci codziennie i staje się normą - mówi psycholog z domu dziecka Katarzyna Kiwer.

Fala i inne patologie

Na demoralizację wpływają młodociani kryminaliści. Z braku miejsc w poprawczakach  wielu z nich przebywa w domach dziecka. Nierzadko pełniąc w grupie funkcję capo di tutti capi.

Do tego dochodzą barbarzyńskie praktyki wysyłania dzieci sprawiających kłopoty „na kolonie" - do szpitali psychiatrycznych. - Często trafiają tam dzieci nie chore psychicznie, ale mające zaburzenia po traumatycznych przeżyciach, które są oznaką rozpaczy i wołaniem o pomoc - uważa Kiwer.

Najnowszy raport NIK, który stwierdza, że w domach dziecka rządzi przemoc, jest potwierdzeniem alarmujących wyników badań socjolog dr Moniki Sajkowskiej, dyrektorki fundacji „Dzieci niczyje".

Wynika z nich, że większość dzieci doświadcza przemocy. Są to zarówno kradzieże, jak i rozboje. Co trzecie dziecko zostało pobite przez wychowawcę, co dziesiąte odbywało stosunki seksualne z rówieśnikami wbrew własnej woli.

- Tradycyjny dom dziecka to instytucja o znamionach totalitarnych - ocenia Monika Sajkowska.
W sierocińcach rządzą strach i pięść. - Przemoc jest sposobem na przetrwanie: silniejsi wygrywają, słabsi przegrywają. To spotyka dzieci codziennie i staje się normą - mówi psycholog z domu dziecka Katarzyna Kiwer.

Fala i inne patologie

Na demoralizację wpływają młodociani kryminaliści. Z braku miejsc w poprawczakach  wielu z nich przebywa w domach dziecka. Nierzadko pełniąc w grupie funkcję capo di tutti capi.

Do tego dochodzą barbarzyńskie praktyki wysyłania dzieci sprawiających kłopoty „na kolonie" - do szpitali psychiatrycznych. - Często trafiają tam dzieci nie chore psychicznie, ale mające zaburzenia po traumatycznych przeżyciach, które są oznaką rozpaczy i wołaniem o pomoc - uważa Kiwer.

Najnowszy raport NIK, który stwierdza, że w domach dziecka rządzi przemoc, jest potwierdzeniem alarmujących wyników badań socjolog dr Moniki Sajkowskiej, dyrektorki fundacji „Dzieci niczyje".

Wynika z nich, że większość dzieci doświadcza przemocy. Są to zarówno kradzieże, jak i rozboje. Co trzecie dziecko zostało pobite przez wychowawcę, co dziesiąte odbywało stosunki seksualne z rówieśnikami wbrew własnej woli.

- Tradycyjny dom dziecka to instytucja o znamionach totalitarnych - ocenia Monika Sajkowska.
Tłumaczy, że jest on odizolowany od świata, a nawet tworzy swój sztuczny świat. Wychowankowie podlegają surowym rygorom i kontroli dokonywanej przez wciąż zmieniających się wychowawców. - Jest tam naprawdę analogia do życia w koszarach lub zakładzie karnym. To sprzyja tworzeniu fali i innym patologiom - twierdzi Sajkowska.
Tłumaczy, że jest on odizolowany od świata, a nawet tworzy swój sztuczny świat. Wychowankowie podlegają surowym rygorom i kontroli dokonywanej przez wciąż zmieniających się wychowawców. - Jest tam naprawdę analogia do życia w koszarach lub zakładzie karnym. To sprzyja tworzeniu fali i innym patologiom - twierdzi Sajkowska.
Tłumaczy, że jest on odizolowany od świata, a nawet tworzy swój sztuczny świat. Wychowankowie podlegają surowym rygorom i kontroli dokonywanej przez wciąż zmieniających się wychowawców. - Jest tam naprawdę analogia do życia w koszarach lub zakładzie karnym. To sprzyja tworzeniu fali i innym patologiom - twierdzi Sajkowska.

Zły sposób na traumę

Katarzyna Kiwer zwraca uwagę, że sytuację pogarsza niekompetentna kadra. Studia pedagogiczne nie przygotowują, jej zdaniem, do pracy z dzieckiem np. w stresie pourazowym. Dlatego w kontakcie z wychowankiem nauczyciele są bezradni. Z tej niemocy może rodzić się agresja fizyczna lub słowna w stosunku do dziecka.

Zły sposób na traumę

Katarzyna Kiwer zwraca uwagę, że sytuację pogarsza niekompetentna kadra. Studia pedagogiczne nie przygotowują, jej zdaniem, do pracy z dzieckiem np. w stresie pourazowym. Dlatego w kontakcie z wychowankiem nauczyciele są bezradni. Z tej niemocy może rodzić się agresja fizyczna lub słowna w stosunku do dziecka.

Zły sposób na traumę

Katarzyna Kiwer zwraca uwagę, że sytuację pogarsza niekompetentna kadra. Studia pedagogiczne nie przygotowują, jej zdaniem, do pracy z dzieckiem np. w stresie pourazowym. Dlatego w kontakcie z wychowankiem nauczyciele są bezradni. Z tej niemocy może rodzić się agresja fizyczna lub słowna w stosunku do dziecka.
- Do placówek trafiają dzieci z wieloma zaburzeniami. Często jest to alkoholowy zespół płodowy. Inne są po wielu traumatycznych przeżyciach, jak agresja w rodzinnym domu, wykorzystywanie seksualne i skrajne zaniedbanie - wskazuje Kiwer. A takie dzieci miewają napady agresji fizycznej i słownej lub autoagresji.
- Do placówek trafiają dzieci z wieloma zaburzeniami. Często jest to alkoholowy zespół płodowy. Inne są po wielu traumatycznych przeżyciach, jak agresja w rodzinnym domu, wykorzystywanie seksualne i skrajne zaniedbanie - wskazuje Kiwer. A takie dzieci miewają napady agresji fizycznej i słownej lub autoagresji.
- Do placówek trafiają dzieci z wieloma zaburzeniami. Często jest to alkoholowy zespół płodowy. Inne są po wielu traumatycznych przeżyciach, jak agresja w rodzinnym domu, wykorzystywanie seksualne i skrajne zaniedbanie - wskazuje Kiwer. A takie dzieci miewają napady agresji fizycznej i słownej lub autoagresji.
W domach dziecka funkcjonują systemy kar i nagród mające pomóc w utrzymaniu tzw. dyscypliny. W przypadku dzieci po traumatycznych przeżyciach taki system bardziej szkodzi, niż pomaga.
W domach dziecka funkcjonują systemy kar i nagród mające pomóc w utrzymaniu tzw. dyscypliny. W przypadku dzieci po traumatycznych przeżyciach taki system bardziej szkodzi, niż pomaga.
W domach dziecka funkcjonują systemy kar i nagród mające pomóc w utrzymaniu tzw. dyscypliny. W przypadku dzieci po traumatycznych przeżyciach taki system bardziej szkodzi, niż pomaga.

Bliżej rodzin? Na Zachodzie już tak jest

Zdaniem Sylwestra Soćki, dyrektora Ośrodka Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT, najlepszy sposób ukrócenia przemocy w polskich sierocińcach to zmiana formuły tradycyjnego domu dziecka na bardziej rodzinną.

Bliżej rodzin? Na Zachodzie już tak jest

Zdaniem Sylwestra Soćki, dyrektora Ośrodka Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT, najlepszy sposób ukrócenia przemocy w polskich sierocińcach to zmiana formuły tradycyjnego domu dziecka na bardziej rodzinną.

Bliżej rodzin? Na Zachodzie już tak jest

Zdaniem Sylwestra Soćki, dyrektora Ośrodka Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT, najlepszy sposób ukrócenia przemocy w polskich sierocińcach to zmiana formuły tradycyjnego domu dziecka na bardziej rodzinną.
Na Zachodzie ogromne sierocińce praktycznie już nie istnieją. A wyprzedzają nas pod tym względem także Rumunia, Bułgaria i Gruzja.
Na Zachodzie ogromne sierocińce praktycznie już nie istnieją. A wyprzedzają nas pod tym względem także Rumunia, Bułgaria i Gruzja.
Na Zachodzie ogromne sierocińce praktycznie już nie istnieją. A wyprzedzają nas pod tym względem także Rumunia, Bułgaria i Gruzja.
- Funkcjonują tam małe, rodzinne domy dziecka i rozbudowany system rodzin zastępczych, gdzie łatwiej jest pracować nawet z trudnymi dziećmi - mówi Soćko.
- Funkcjonują tam małe, rodzinne domy dziecka i rozbudowany system rodzin zastępczych, gdzie łatwiej jest pracować nawet z trudnymi dziećmi - mówi Soćko.
- Funkcjonują tam małe, rodzinne domy dziecka i rozbudowany system rodzin zastępczych, gdzie łatwiej jest pracować nawet z trudnymi dziećmi - mówi Soćko.
W Polsce radykalną reformę miała przynieść ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Weszła w życie w styczniu tego roku.
W Polsce radykalną reformę miała przynieść ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Weszła w życie w styczniu tego roku.
W Polsce radykalną reformę miała przynieść ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Weszła w życie w styczniu tego roku.
Zgodnie z nią molochy mają stopniowo przekształcać się w małe placówki, liczące nie więcej niż 14 wychowanków. A dzieci mają przechodzić do rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka.
Zgodnie z nią molochy mają stopniowo przekształcać się w małe placówki, liczące nie więcej niż 14 wychowanków. A dzieci mają przechodzić do rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka.
Zgodnie z nią molochy mają stopniowo przekształcać się w małe placówki, liczące nie więcej niż 14 wychowanków. A dzieci mają przechodzić do rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka.
Niewielu wierzy jednak w realizację tych planów. Brakuje na to pieniędzy. W raporcie Najwyższej Izby Kontroli czytamy, że koszty realizacji ustawy samorządy oceniły na 3 miliardy złotych, resort pracy na 711 milionów, a w budżecie zarezerwowano na ten cel jedynie 62,5 miliona.
Niewielu wierzy jednak w realizację tych planów. Brakuje na to pieniędzy. W raporcie Najwyższej Izby Kontroli czytamy, że koszty realizacji ustawy samorządy oceniły na 3 miliardy złotych, resort pracy na 711 milionów, a w budżecie zarezerwowano na ten cel jedynie 62,5 miliona.
Niewielu wierzy jednak w realizację tych planów. Brakuje na to pieniędzy. W raporcie Najwyższej Izby Kontroli czytamy, że koszty realizacji ustawy samorządy oceniły na 3 miliardy złotych, resort pracy na 711 milionów, a w budżecie zarezerwowano na ten cel jedynie 62,5 miliona.
- To pusta ustawa. Nie może być wdrażana, bo nie idą za nią wystarczające środki finansowe - mówi Soćko.
- To pusta ustawa. Nie może być wdrażana, bo nie idą za nią wystarczające środki finansowe - mówi Soćko.
- To pusta ustawa. Nie może być wdrażana, bo nie idą za nią wystarczające środki finansowe - mówi Soćko.
Jego zdaniem najważniejszym elementem ustawy miało być stworzenie systemu wsparcia dla rodzin biologicznych, by „wyjmować" z nich jak najmniej dzieci. Także kampania promująca rodzicielstwo zastępcze i rekrutowanie kandydatów, bo chętnych do bycia rodziną zastępczą w Polsce brakuje.
Jego zdaniem najważniejszym elementem ustawy miało być stworzenie systemu wsparcia dla rodzin biologicznych, by „wyjmować" z nich jak najmniej dzieci. Także kampania promująca rodzicielstwo zastępcze i rekrutowanie kandydatów, bo chętnych do bycia rodziną zastępczą w Polsce brakuje.
Jego zdaniem najważniejszym elementem ustawy miało być stworzenie systemu wsparcia dla rodzin biologicznych, by „wyjmować" z nich jak najmniej dzieci. Także kampania promująca rodzicielstwo zastępcze i rekrutowanie kandydatów, bo chętnych do bycia rodziną zastępczą w Polsce brakuje.
- Mam wrażenie, że ustawa utknęła, bo o ile w większych miastach coś się może zmienić, o tyle obszary biedy, szczególnie te popegeerowskie, zostawione są same sobie - mówi Sylwester Soćko.
- Mam wrażenie, że ustawa utknęła, bo o ile w większych miastach coś się może zmienić, o tyle obszary biedy, szczególnie te popegeerowskie, zostawione są same sobie - mówi Sylwester Soćko.
- Mam wrażenie, że ustawa utknęła, bo o ile w większych miastach coś się może zmienić, o tyle obszary biedy, szczególnie te popegeerowskie, zostawione są same sobie - mówi Sylwester Soćko.
Instytucjonalnych domów dziecka broni Michał Wójcik, sekretarz Związku Powiatów Polskich.
Instytucjonalnych domów dziecka broni Michał Wójcik, sekretarz Związku Powiatów Polskich.
Instytucjonalnych domów dziecka broni Michał Wójcik, sekretarz Związku Powiatów Polskich.
- Nie zgadzam się z twierdzeniem, że tradycyjne domy dziecka są siedliskiem zła. Pamiętajmy, że zawsze będzie grupa dzieci np. upośledzonych umysłowo, dla których państwowa placówka będzie jedynym wyjściem - mówi.
- Nie zgadzam się z twierdzeniem, że tradycyjne domy dziecka są siedliskiem zła. Pamiętajmy, że zawsze będzie grupa dzieci np. upośledzonych umysłowo, dla których państwowa placówka będzie jedynym wyjściem - mówi.
- Nie zgadzam się z twierdzeniem, że tradycyjne domy dziecka są siedliskiem zła. Pamiętajmy, że zawsze będzie grupa dzieci np. upośledzonych umysłowo, dla których państwowa placówka będzie jedynym wyjściem - mówi.
Rzecznik praw dziecka Marek Michalak uważa, że rozwiązaniem sytuacji byłoby umieszczenie dzieci w specjalistycznych rodzinach zastępczych, jak zakłada ustawa. Jego zdaniem obecnie samorządy kładą nacisk na rozwijanie systemu rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych.
Rzecznik praw dziecka Marek Michalak uważa, że rozwiązaniem sytuacji byłoby umieszczenie dzieci w specjalistycznych rodzinach zastępczych, jak zakłada ustawa. Jego zdaniem obecnie samorządy kładą nacisk na rozwijanie systemu rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych.
Rzecznik praw dziecka Marek Michalak uważa, że rozwiązaniem sytuacji byłoby umieszczenie dzieci w specjalistycznych rodzinach zastępczych, jak zakłada ustawa. Jego zdaniem obecnie samorządy kładą nacisk na rozwijanie systemu rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych.
- Trwa etap przejściowy wprowadzania ustawy. Z dnia na dzień nie powstanie tyle rodzin zastępczych, aby zaspokoić potrzeby wszystkich - mówi Marek Michalak.
- Trwa etap przejściowy wprowadzania ustawy. Z dnia na dzień nie powstanie tyle rodzin zastępczych, aby zaspokoić potrzeby wszystkich - mówi Marek Michalak.
- Trwa etap przejściowy wprowadzania ustawy. Z dnia na dzień nie powstanie tyle rodzin zastępczych, aby zaspokoić potrzeby wszystkich - mówi Marek Michalak.

POLECAMY

KOMENTARZE