20 proc. środków NFZ się marnuje

aktualizacja: 18.04.2012, 22:00
Jacek Paszkiewicz
Jacek Paszkiewicz
Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys

Większość lekarzy nie jest zainteresowana tworzeniem narzędzi służących ocenie ich pracy – uważa prezes NFZ

Atmosfera między resortem zdrowia a NFZ jest napięta. Czy zdążycie przeprowadzić konkurs na leczenie drogimi lekami, nim w lipcu stare zasady ich finansowania przestaną obowiązywać?
Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ: Otrzymaliśmy z Ministerstwa Zdrowia dużą liczbę decyzji refundacyjnych zawierających ceny leków wynegocjowane z firmami. Pozwoliło nam to przygotować projekt zarządzenia, w którym wymieniamy preparaty, jakie będą finansowane.
Nie podajecie jednak ich cen ani szczegółowego opisu programów leczenia.
Czekamy na zapowiedziane około 1 maja obwieszczenie ministra zdrowia, wtedy też ogłosimy konkurs na leczenie dla szpitali. Będziemy mieli dwa miesiące. To niedużo, ale niektóre rodzaje najbardziej skomplikowanego i najdroższego leczenia prowadzi tylko kilka placówek w Polsce. Z nimi można prowadzić rokowania, a nie ogłaszać konkurs, co bardzo skraca całą procedurę. Jeśli nie zajdzie nic niespodziewanego w obwieszczeniu, powinniśmy zdążyć.
Wiadomo, że na pierwszej liście regulującej finansowanie drogich terapii nie ma leków dotąd niefinansowanych. Dlaczego? Podobno w trakcie negocjacji udało się namówić firmy do obniżenia cen?
Rzeczywiście, cena części leków spadła. Czasem firmy obniżyły cenę, czasem zrezygnowały z bezpłatnych dawek leku dawanych szpitalom, więc obniżyły stawki za leki, które szpitale kupują. Jednak skala potencjalnych oszczędności nie jest jeszcze znana, więcej będziemy mogli powiedzieć po publikacji obwieszczenia resortu zdrowia.
Co na tych oszczędnościach zyskują pacjenci?
Zakładamy, że dostępność do leczenia będzie lepsza niż dotąd, po to zmieniano zasady finansowania leków. Równocześnie ostatnie problemy firm z utrzymaniem ciągłości dostaw leków pokazują, że finansowanie z NFZ to nie wszystko. Firma musi te leki dostarczyć, szpital je kupić...
Ustawa refundacyjna przyniosła jeszcze jeden konflikt: z lekarzami o recepty. Po pół roku negocjacji z samorządem medycznym okazało się, że w opracowanych przez NFZ umowach na wypisywanie refundowanych leków znalazły się zapisy o odpowiedzialności lekarza za nieprawidłowości. Takie, jak po proteście pieczątkowym usunięto z ustawy refundacyjnej.
Nigdy nie mówiliśmy, że lekarze będą zwolnieni z odpowiedzialności.Prowadziliśmy rozmowy, by znaleźć alternatywę wobec prostego zwrotu nienależnej refundacji jako karę za nieprawidłowości. Nic nie osiągnęliśmy, bo z drugiej strony było tylko oczekiwanie bezkarności. Nie możemy zwolnić lekarza z odpowiedzialności za to, co wypisuje na recepcie, bo narazilibyśmy się na zarzut, że ogromne pieniądze publiczne zostawiamy bez żadnej kontroli.
Efekt będzie taki, że w lipcu lekarze w ogóle przestaną wypisywać recepty na leki dofinansowane przez NFZ. To będzie katastrofa!
Przede wszystkim chcę podkreślić, że kary za wypisywanie recept osobom nieuprawnionym to mit. Dotyczy to ułamka wszystkich kar. Zdecydowana większość kar dotyczy recept wypisanych osobom, którym przysługuje refundacja. Nakładane są za działania o charakterze ewidentnie przestępczym: medyk wypisuje recepty, a potem sprzedaje je w aptece lub prywatnym gabinecie. Ale taki człowiek nie powie: „ukradłem i NFZ kazał mi zwrócić". Powie: „wypisywałem uczciwie recepty i teraz NFZ mnie za to ukarał". Gdyby środowisko medyczne było w stanie te problemy rozwiązać, kary nie byłyby potrzebne.
NFZ nakładał jednak kary nie tylko na ewidentnych przestępców, ale też na osoby, które wypisywały leki członkom swojej rodziny. Fakt, bez prowadzenia dokumentacji, więc nieprawidłowo. Ale to jednak nie byli przestępcy.
Przepis rozporządzenia ministra zdrowia nie czyni żadnych wyjątków w sprawie obowiązku prowadzenia dokumentacji medycznej pacjenta, kimkolwiek by on nie był. Tym niemniej przygotowywane było rozporządzenie ministra o trybie prowadzenia dokumentacji w przypadku wystawiania leków przez lekarza dla siebie i swojej rodziny, ale na razie prace nad nim zamarły.
W środowisku lekarskim jest pan symbolem wszystkiego co złe. Zamierza Pan coś z tym zrobić?
To co dotychczas. Nie jestem celebrytą i nie jest celem prezesa NFZ podobać się środowisku lekarskiemu. Lekarzom trudno czasem zrozumieć, że wpływ prezesa NFZ na funkcjonowanie placówki służby zdrowia jest zdecydowanie mniejszy niż dyrektora tejże placówki. Powszechnie natomiast wiadomo, że część środowiska medycznego sabotuje system NFZ, a wcześniej kas chorych.
Co oni sabotują?
Wystarczy popatrzeć, jak są prowadzone kolejki oczekujących. Teoretycznie to było sensowne rozwiązanie, ale idea zarządzania kolejkami została zupełnie wypaczona. Dziś kolejki funkcjonują w sferze całkowicie wirtualnej. Albo niedawny przykład akcji Porozumienia Zielonogórskiego, by przed wystawieniem praktycznie każdej recepty wysłać pacjenta do specjalisty po zaświadczenie. To przecież ewidentny sabotaż!
To prawda, że nikt nie czeka tyle na zabieg, jak by to wynikało z kolejki, tylko zawsze albo krócej, albo dłużej. Może wie Pan, dlaczego?
Kolejka do świadczeń tworzy cały szereg uzasadnień dla zarządzających placówkami. Duża kolejka oczekujących jest dobrym uzasadnieniem, że trzeba zwiększyć kontrakt. Może też być sygnałem dla pacjenta, że musi się zmobilizować i coś zrobić, żeby tę kolejkę obejść.Na przykład odwiedzić gabinet prywatny. Wina jest zrzucana na NFZ, a pacjent wobec często nieprawdziwych tłumaczeń jest po prostu bezbronny.
Na przykład?
Choćby zwykłe USG, na przykład jamy brzusznej. Pacjenci pytają nas, dlaczego przez nasze limity muszą czekać na to badanie trzy miesiące. Problem w tym, że NFZ w ogóle nie zawiera umów na USG. Ono jest częścią porady specjalistycznej i lekarz zleca je, gdy jest mu ono potrzebne w ramach tej porady. O żadnych kolejkach do tego badania nie może być więc mowy.
A może pieniędzy jest zbyt mało?
Ostrożnie szacuję, że 20 proc. środków NFZ jest w ramach nieprawidłowych zdarzeń marnowana.
Pytanie, co znaczy w służbie zdrowia „marnuje się". Pacjenci są leczeni bo są chorzy. To nie jest niepotrzebne, nawet jeśli lekarz potem nie jest w stanie tego poprawnie rozliczyć z NFZ.
Marnotrawstwo jest ewidentne i dotyka pacjenta na różnych poziomach. Jeśli w jednym województwie leczenie pacjentki chorej na raka jest dwa razy droższe niż w innym, to o czym to świadczy? Że szpitale wielokrotnie przyjmują do szpitala tę samą chorą po to, by poprawić swoją kondycję finansową. Pacjentce to nie służy: nie ma korelacji między liczbą hospitalizacji a stanem zdrowia.
Dlaczego w jednych województwach podaje się znacznie więcej chemioterapii w tym samym rozpoznaniu niż w innych, mimo że światowe tendencje są takie, by w raku piersi raczej odchodzić od chemii na rzecz hormonoterapii? Podaje się chemię, która jest obciążająca i nie zawsze potrzebna. Wydatek na nią traktuje jako zmarnowane pieniądze, chociaż w tym kontekście możemy rozmawiać nie o finansach, ale o nowoczesnym leczeniu, zgodnym ze światowymi standardami.
Macie dane na podstawie których jesteście w stanie ocenić jakość leczenia w danym szpitalu? Na przykład ustalić, która placówka tylko przyjmuje chorych po to, by za kilka dni lub tygodni odesłać ich dalej?
Mamy takie informacje. Znamy na przykład oddziały chirurgii, na których tylko u 15 proc. pacjentów wykonuje się jakikolwiek zabieg. Powinno się je zlikwidować, ale jak do tego przekonać ich właściciela? Przecież likwidacja szpitala skończyłaby się wielką awanturą.
No dobrze, ale jeślibyście mieli dowody na to, że szpital leczy źle albo nie leczy wcale...
Mamy takie dowody!
... to jako odpowiedzialny płatnik w ogóle nie powinniście z nim zawierać kontraktu. Lepiej, żeby pacjent trafił do innej placówki, nawet poczekał na miejsce, niż był źle leczony!
Problem w tym, że nasza wiedza na temat tego, jaka jest jakość w danym szpitalu nie da się przełożyć na język konkursu ofert. Musielibyśmy mieć ustawione centralnie w Polsce kryteria jakości i efektywności leczenia. Na razie ich nie ma albo obowiązują tylko w kilku dziedzinach.
Minister zdrowia obiecywał, że wprowadzi płacenie za efekt leczenia. Planował też „checklistę" dla sali operacyjnej, która ograniczyłaby pomyłki w czasie zabiegu. Na razie nic nie ma.
Większość lekarzy nie jest zainteresowana tworzeniem narzędzi, które będą służyły ocenie ich pracy. Każdy leczy jak umie i osiąga takie efekty, jakie mu się udaje. Efektem tego jest bardzo zróżnicowana jakość leczenia. Od bardzo dobrych, na światowym poziomie placówek do takich, w których pacjenta w ogóle nie powinno się leczyć.
To jeszcze na koniec: jak wygląda sytuacja finansowa NFZ?
Styczeń był względnie dobrym miesiącem, składka zdrowotna wpływała tak, jak to zakładaliśmy w planie finansowym. W lutym wpłynęła do nas składka znacznie poniżej oczekiwań. Pierwszy raz zdarzyło się w historii NFZ, by w lutym wpłynęło mniej pieniędzy niż w styczniu.
To fatalnie: wysokość składki pokazuje stan gospodarki. Zależy przecież od liczby zatrudnionych, wysokości ich zarobków, tego, czy ludzie sami płacą ubezpieczenie zdrowotne... To dość obiektywny sygnał, że dzieje się coś złego...
Poczekałbym z podnoszeniem alarmu. Gorszy spływ składki można interpretować na kilka sposobów. Słyszałem nawet wytłumaczenie, że w lutym, ze względu na duże mrozy, budownictwo stanęło, a to wpływa na sytuację gospodarczą. Wyniki marca pokażą, czy jest to początek jakiegoś trendu czy jednorazowa sytuacja.
-rozmawiała Sylwia Szparkowska
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE