Prawo autorskie

Wyższe wynagrodzenie to broń na autorskich piratów

Krzysztof Czyżewski
archiwum prywatne
W ogromniej większości przypadków, przy naruszeniu praw autorskich, to naruszyciel, jako jedyny, ma wiedzę, gdzie, kiedy, ile razy i jak naruszył prawa - przyznaje w rozmowie z Markiem Domagalskim, Krzysztof Czyżewski, adwokat zajmujący się prawem autorskim
Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, wystąpiła do Ministra Kultury by rozważył przygotowanie zmiany prawa autorskiego, które pozwala twórcy (właścicielowi  majątkowych praw autorskich) żądać wielokrotności wynagrodzenia w wypadku naruszenia jego praw. Odszkodowanie nie powinni przekraczać szkody wskazuje RPO powołując się na Konstytucję RP, oraz unijną dyrektywę (2004/48/WE), która mówi, że odszkodowanie powinno odpowiadać rzeczywistemu uszczerbkowi. Co pan sądzi o tej interwencji ?
Wyczuwam pewną nadinterpretację ze strony RPO. Po pierwsze, wiadomo że dyrektywy określają pewnego rodzaju minimum ochronne. I określenie zakresu odszkodowania, oceniam jako formułę „co najmniej", by wystarczyło na naprawienie rzeczywistego uszczerbku, a nie że „więcej nie można". Po drugie, nie wzięto pod uwagę dalszego brzmienia art. 13 ust. 1 cytowanej dyrektywy: że ustanawiając wysokość odszkodowania, sądy biorą pod uwagę wszystkie aspekty, także negatywne skutki gospodarcze z utraconymi zyskami włącznie, nieuczciwe zyski uzyskane przez naruszającego oraz elementy inne niż ekonomiczne np. uszczerbek moralny, jaki naruszenie spowodowało dla właściciela. Po trzecie, nie wzięto pod uwagę kluczowej okoliczności, że mamy do czynienia z dobrami niematerialnymi. Na czy polega owa specyfika praw autorskich, która uzasadnia inne traktowanie?
Przy tego rodzaju dobrach cena licencji (nabycia praw) rzadko kiedy jest kluczowa. Ważne jest natomiast  kto, kiedy, i jak wykorzystuje dany utwór. Twórca może po prostu nie chcieć, by ktoś z jego twórczości korzystał, nawet jeśli ten ktoś chce robić to kulturalnie, rzetelnie i zgodnie zasadami sztuki. Mogą być przecież zawarte umowy licencji wyłącznej: daję zdjęcie do wyłącznego korzystania np. dla Coca Coli, to już Pepsi nie może z niego korzystać. Gdyby zaś przyjąć koncepcję przyjętą w stanowisku RPO okazałoby się, że pytanie o zgodę i czekanie na zgodę nie ma sensu. Że nie ma sensu cały monopol autorski. Bo można wziąć dowolny utwór i go wykorzystać wbrew woli autora. W tej sytuacji nie miałyby sensu umowy wyłączne i cały obrót dobrami niematerialnymi. Można jednak zapytać, po co jednak 3-krotność odszkodowania? W mojej ocenie w 80 proc. procesów nie dochodzi się odszkodowania. Niestety nie przypadkowo, bo piekielnie trudno jest udowodnić szkodę, albo ustalić bezprawnie uzyskane korzyści. Pamiętajmy że w ogromniej większości przypadków, przy naruszeniu praw autorskich, to naruszyciel, jako jedyny, ma wiedzę, gdzie, kiedy, ile razy i jak naruszył prawa. Po drugie jak ustalić ile zarobił reklamodawca na sprzedaży reklamowanego produktu przez to tylko, że użył w reklamie danego zdjęcia lub danej muzyki ? Stąd prawo do żądania wielokrotności stosownego wynagrodzenia jest właściwie jedyną bronią właściciela praw przed samowolnym wykorzystywaniem ich utworów. To ona przekonuje potencjalnego naruszyciela, że warto rozmawiać i pytać o zgodę, a gdy brak zgody, to może lepiej nie wykorzystywać cudzych praw. A jak to jest w innych krajach uregulowane? Oderwanie odszkodowania od „rzeczywistej straty", jest dość powszechne w prawie autorskim w innych krajach. Często wprowadza się np. konstrukcję odszkodowania ryczałtowego czy „karze się" za zawinione naruszenie czyichś praw. Tak jest np. w USA gdzie za każde naruszenie sąd może przyznać odszkodowanie (statutory damages) od 750 USD do 30 tys. USD za każdy utwór naruszony, a w sytuacji naruszenia zawinionego — do 150 tys. dolarów. Czasem między „kosnumentem" utworu a twórcą (ich właścicielem) jest szereg pośredników (widać to zwłaszcza przy zdjęciach), czy tam nie powinno być jednak pewnej taryfy ulgowej dla finalnego użytkownika? Na pewno warto rozważać, czy nie należałoby zwolnić z tak rygorystycznej odpowiedzialności tego, kto wypełnił wszystkie formalności, zapłacił, zawarł umowę z profesjonalistą, ale okazało się, że na jakimś ogniwie łańcucha tworzenia utworu, ktoś czegoś nie nabył, a przez to korzystający finalnie (to ostatnie ogniwo) nieświadomie i bez winy narusza czyjeś prawa. Brak winy, dopełnienie profesjonalnej staranności przy nabywaniu praw lub uzyskiwaniu zgody, rzeczywiście, powinno bronić przez tą rygorystyczną  odpowiedzialnością odszkodowawczą. Rozmawiał Marek Domagalski
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL