Edukacja

E-szkoła zabije książkę?

Na opracowanie e-podręczników MEN chce przeznaczyć 45 mln zł. Uczniowie będą z nich korzystać na tabletach
Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
MEN chce dać uczniom darmowe e-podręczniki. Wydawcy protestują, walczą o rynek wart miliard zł
Wydawcy krytykują rządowy program "Cyfrowa szkoła", który zakłada opracowanie darmowych e-podręczników. Zgodnie z zapowiedziami MEN miałyby się ukazać już 1 września 2014. To ich zdaniem uderzy w rynek księgarski. Poza tym wydawcy obawiają się, że e-podręcznik może obniżyć efektywność nauczania.
We wtorek rząd przyjął projekt rozporządzenia w sprawie pilotażu programu "Cyfrowa szkoła". Dzięki temu jeszcze w  tym roku do wybranych ok. 380 szkół trafi nowoczesny sprzęt informatyczny. Rozporządzenie jest pierwszym krokiem w procesie cyfryzacji szkoły, która rozpocznie się najprawdopodobniej w 2014 r. – Od 1 września 2014 r. w ramach programu "Cyfrowa szkoła" uczniowie będą mieć dostęp do darmowych e-podręczników z 18 przedmiotów – oznajmiła w marcu wiceminister edukacji Joanna Berdzik. Reakcja wydawców była natychmiastowa. Wczoraj Polska Izba Książki wystosowała oświadczenie, w którym przekonuje, że program może doprowadzić do obniżenia efektywności nauczania. Dlaczego? Prowadzony przez MEN pilotaż nie zakłada badania wpływu e-podręczników na wyniki nauczania – czytamy w nim. Wydawcy podnoszą, że ministerstwo powinno np. zbadać, czy wzrost kompetencji wyszukiwania informacji za pomocą sprzętu informatycznego nie wpłynie negatywnie na kompetencje zdobywania wiedzy niezbędnej do zdania egzaminów. Ich zdaniem resort określił zbyt krótki okres na przygotowanie tego typu podręczników, a taki proces w ich ocenie musi trwać co najmniej trzy lata.
Wydawcy wytykają też MEN, że w procesie tworzenia podręczników multimedialnych chce być zarówno ich twórcą, jak i recenzentem, bo to resort wybierze autora e-podręczników. Wskazują, że wysoki poziom klasycznych podręczników jest wynikiem konkurencji. Joanna Niemiec z Multi Communications, firmy PR reprezentującej wydawców: – "Cyfrowa szkoła" to bardzo fajny pomysł, który może się zakończyć spektakularną klapą. Mamy wrażenie, że rząd liczy na łatwy sukces i chce ten projekt zrealizować zbyt szybko, nie wsłuchując się w merytoryczną krytykę. Stanowisko resortu edukacji w sprawie e-podręczników jest jasne. Jak tłumaczyła w Sejmie trzy tygodnie temu wiceminister Berdzik, mają być przygotowane dla uczniów na wszystkich szczeblach edukacji: w szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych. Uczniowie znajdą w nich także ćwiczenia. Podręczniki mają być udostępniane na wolnych licencjach. – Będą one mogły w pełni zastąpić obecne, papierowe – oświadczyła. Na ich opracowanie resort edukacji zamierza przeznaczyć 45 mln zł – zaledwie kilka proc. kwoty, jaką co roku rodzice wydają na podręczniki papierowe. Rynek szkolnych książek szacowany jest na 1 mld zł. I stanowi aż jedną trzecią wartości całego rynku książki. E-podręcznik ten rynek mocno nadszarpnie. Na ceny podręczników rodzice narzekają od lat. A kolejne reformy programowe powodują, że bardzo często niemożliwe jest odkupienie książek od starszych roczników. Tymczasem wiele krajów zdjęło z rodziców obowiązek kupowania podręczników. We Francji, Niemczech, USA czy Kanadzie kupuje je państwo. Eksperci podkreślają jednak, że przed MEN stoi niezwykle trudne zadanie. – Po pierwsze wciąż nie wiadomo, w jakiej formie e-podręczniki miałyby trafić do uczniów, tak by wszyscy z nich mogli skorzystać. Po drugie powinny być niezwykle atrakcyjne i cechować się bardzo wysoką jakością – mówi Roman Lorens, trener  e-learningu i były ekspert MEN ds. cyfryzacji. Dodaje, że pojawienie się darmowych e-podręczników nie spowoduje, że z rynku znikną papierowe. – Grozi nam więc sytuacja, w której rodzice będą wywierali na nauczycielu presję, by uczył ich dzieci z darmowych podręczników, a te będą słabsze od sprzedawanych w klasycznej formie – zauważa Lorens. Jak pokazują doświadczenia innych państw, wprowadzenie do obiegu multimedialnego podręcznika to niezwykle trudne zadanie. W Hiszpanii projekt nie wypalił, władze Katalonii bowiem skupiły się jedynie na samej technologii opracowania podręczników,  nie przygotowując nauczycieli do pracy z taką książką. Z kolei w Norwegii państwo stworzyło monopol na wydawanie e-podręczników. To zakończyło się protestami nauczycieli i rodziców, dlatego władze tego kraju odchodzą od tej koncepcji. Norwegowie chcą teraz dać zupełną swobodę nauczycielom w doborze e-podręczników wykorzystywanych do nauczania. masz pytanie, wyślij e-mail do autora a.grabek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL