REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Raporty » Kryzys finansowy

Notowania

Polscy finansiści śpią spokojnie

Wojciech Iwaniuk 01-10-2008, ostatnia aktualizacja 01-10-2008 01:57
Spadające aktywa zmniejszą przychody funduszy. W tym roku zarządzający TFI mogą zapomnieć o wysokich premiach.
źródło: Rzeczpospolita
Spadające aktywa zmniejszą przychody funduszy. W tym roku zarządzający TFI mogą zapomnieć o wysokich premiach.

Zarządzający i maklerzy nie boją się zwolnień. Jednak światowy kryzys mocno uderzy ich po kieszeniach

Światowy system finansowy trzęsie się w posadach, a banki za wszelką cenę chcą ciąć koszty działalności, m.in. radykalnie zmniejszając zatrudnienie. Jednak nerwowe zachowanie rynków finansowych, w tym warszawskiej giełdy, nie skutkuje paniką wśród pracowników polskich instytucji. Chociaż wiadomo, że również polski sektor bankowy będzie musiał zacisnąć pasa, maklerzy nie boją się o swoje zatrudnienie.

– Trudno mówić o komforcie, gdy setki osób tracą pracę w Londynie czy Nowym Jorku. Jednak nie spodziewam się w najbliższym czasie zwolnień w Polsce – mówi Grzegorz Stępień, makler DI BRE. Tym bardziej że obowiązków maklerom dokłada sama giełda. Od września notowania na polskim parkiecie rozpoczynają się pół godziny wcześniej (rynek kontraktów terminowych startuje o 8.30, a rynek akcji o 9), a w planach jest jeszcze późniejsze zakończenie sesji. Według maklerów te czynniki gwarantują im nie tylko stabilność zatrudnienia, ale wręcz zmuszą biura maklerskie do tworzenia dodatkowych etatów.

Bardziej zagrożeni mogą się czuć pracownicy funduszy inwestycyjnych. Słabe wyniki TFI powodują, że klienci przenoszą swoje oszczędności do banków. Jednak i tu nie widać paniki.

– Na pewno do Polski dotrą odpryski światowego kryzysu, ale stabilność zatrudnienia w firmach inwestycyjnych powinna się utrzymać – uważa Dawid Sukacz, prezes BBI Capital NFI.

– Instytucje finansowe cały czas zwiększają zakres działalności, a w Polsce brakuje specjalistów od rynku kapitałowego. Kryzys może jedynie spowolnić ten rozwój – dodaje Adam Gawlik, doradca inwestycyjny PZU Asset Management. O tym, że masowe zwolnienia nie dosięgną Polski, przekonany jest również Roger Monson z londyńskiego Unicredit CAIB.

Tyle że jeszcze kilka tygodni temu ciężko było przewidzieć, że tak wiele osób w Nowym Jorku czy Londynie pozostanie bez pracy. Tylko HSBC, największy bank europejski, chce zwolnić 1,1 tys. swoich podwładnych. Według szacunków z powodu krachu pracę może stracić ponad 100 tys. ludzi z grup bankowych.

Kryzys natomiast na pewno uderzy w wynagrodzenia polskich bankierów. Maklerzy i zarządzający, którzy w zeszłym roku wraz z premiami zarabiali nawet ponad 1 mln zł, będą musieli zacisnąć pasa. – TFI na pewno będą musiały przeprowadzić rewizję kosztów ze względu na spadek przychodów. Pensje zarządzających są dziś nieadekwatnie wysokie – mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Czwarty filar

Kryzys odziera nas ze złudzeń, że państwo zapewni nam godną starość. Czy najpewniejszą inwestycją we własną przyszłość znów stanie się liczne potomstwo? >>