Tarcza antyrakietowa
Czesi o tarczy
Prezydent i premier Czech zapewniają o dalszej przyjaźni i współpracy z USA. Czeska lewica chwali decyzję Obamy, a prawicowy przywódca wyraża niezadowolenie.
- Jestem na sto procent przekonany, że to posunięcie amerykańskiego rządu nie oznacza ochłodzenia stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Czechami. Zdecydowanie wierzę, że będą tak samo, jak dotąd przyjaźni i gotowi do współpracy - powiedział prezydent Vaclav Klaus.
Dodał, że osobiście wcale nie dziwi go decyzja prezydenta Baracka Obamy. Według niego "ten krok amerykańskiej administracji nie był zaskoczeniem dla nikogo, kto śledził sygnały z ostatnich dni i tygodni".
Premier Jan Fischer ogłosił wcześniej, że Obama poinformował go zeszłej nocy o decyzji wycofania się USA z planów budowy bazy radarowej w Czechach.
Podobnie jak Klaus, Fischer zapewniał, że współpraca strategiczna z USA trwa i Stany Zjednoczone uważają Czechy za jednego ze swych najbliższych sprzymierzeńców.
Lewica zadowolona z decyzji USA, prawica - nie
- Jestem zadowolony, że to, co mówimy już trzy lata, znalazło potwierdzenie: nie ma powodów, by ta antyrakietowa tarcza USA tutaj powstawała - powiedział przewodniczący Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej Jirzi Paroubek.
Według lidera Komunistycznej Partii Czech i Moraw Vojtiecha Filipa, amerykańska decyzja "jest bardzo racjonalna, sygnalizując ograniczenie polityki z pozycji siły, nie przynoszącej nikomu jakichkolwiek korzyści".
Natomiast przywódca prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej i do niedawna premier Mirek Topolanek uznał rezygnację z radaru za naruszenie podpisanej umowy i przejaw osłabienia czeskich powiązań z euroatlantyckimi strukturami bezpieczeństwa.















