Kościół

O ślub będzie trochę trudniej

Według nowych instrukcji papieża narzeczeni będą dłużej czekać, by powiedzieć sobie „tak”
Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Okres przygotowania narzeczonych do małżeństwa w Kościele wydłuży się z trzech do sześciu miesięcy
W maju na Kongresie Rodzin w Mediolanie Benedykt XVI ogłosi dokument, w którym znajdą się nowe zalecenia dotyczące przygotowania narzeczonych do sakramentu małżeństwa. Projekt dokumentu jest jeszcze w fazie konsultacji. Papież rozesłał go do wszystkich biskupów na świecie.
Najważniejsza zmiana dotyczy czasu, w jakim narzeczeni muszą zgłosić w parafii chęć zawarcia związku małżeńskiego. Teraz jest to najczęściej – tak jak w Polsce – trzy miesiące. Będzie, jak w USA – pół roku. – Chodzi o pogłębienie rozumienia sakramentu małżeństwa, pogłębienie wiary narzeczonych. Zrozumienie, że ślub to nie kwestia ładnego zdjęcia, ale zobowiązanie wobec Boga, drugiego człowieka i wspólnoty kościelnej – mówi ks. Przemysław Drąg, krajowy duszpasterz rodzin.
Zdarza się, że młodzi, którzy rzadko bywają w kościele, chcą – z powodu tradycji lub pod presją rodziny – aby ich małżeństwo pobłogosławił ksiądz. Te dodatkowe trzy miesiące przygotowań mają ożywić w młodych wiarę, może niektórych na nowo związać z Kościołem. – Narzeczeni chcą wszystko załatwić szybko, bo pracują w innych miejscowościach, bo nie odpowiada im dzień albo godziny spotkań przedmałżeńskich – opowiada Małgorzata Górka, diecezjalna doradczyni życia rodzinnego w Radomiu. – Trzy miesiące przed ślubem absorbują ich zwykle sprawy organizacyjne związane z weselem. Dodatkowe trzy miesiące to dłuższy czas na przemyślenie, czym jest sakrament małżeństwa – dodaje. Ks. Aleksander Sobczak z Sądu Metropolitalnego w Gnieźnie uważa, że dłuższy okres przygotowań nie spowoduje spadku liczby ślubów kościelnych. – Jeżeli będzie ich mniej, to z powodu coraz mniejszej wiary ludzi – mówi. W watykańskim dokumencie prawdopodobnie znajdzie się przypomnienie, że jeżeli ksiądz prowadzący badanie kanoniczne (sprawdzający, czy nic nie stoi na przeszkodzie, by narzeczeni zawarli ważne małżeństwo – czyli iż mają wolę i zdolności do zawarcia związku) stwierdzi, że nie spełniają takich warunków, może odmówić pobłogosławienia małżeństwa. Benedykt XVI podkreślał to w styczniu ub.r. w przemówieniu do Roty Rzymskiej. Miałoby to zapobiec błędnemu kołu: zbyt łatwemu dopuszczaniu do małżeństw osób niespełniających kanonicznych warunków zawarcia małżeństwa, a potem łatwemu stwierdzeniu jego nieważności. Ks. Aleksander Sobczak nie przewiduje, aby realizacja nowych wytycznych wpłynęła od razu na spadek wniosków o unieważnienie małżeństwa. – Nie spodziewam się drastycznych zmian. Efekty mogą być widoczne po latach – mówi. W tej chwili rocznie do sądów cywilnych wpływa 70 tys. wniosków rozwodowych, czyli rozpada się 30 proc. zawieranych małżeństw. Do sądów kościelnych wpływa ok. 5000 spraw. Projektowany dokument przypomni też o trzystopniowym przygotowaniu do małżeństw. – Pierwszy, tzw. dalszy, odbywa się w rodzinie, na katechezie, drugi, czyli bliższy zawarciu małżeństwa, na kursach przedmałżeńskich organizowanych w starszych klasach szkół i trzeci, bezpośredni – kilka miesięcy przed zawarciem związku, gdy narzeczeni mają m.in. wykłady z etyki seksualnej, naturalnego planowania, pogłębienia komunikacji – mówi ks. Przemysław Drąg. Nie we wszystkich polskich diecezjach istnieje ów drugi etap przygotowań i teraz będzie musiało się to zmienić. Ks. Drąg jednak uspokaja: – Rewolucji nie będzie. Kościół nie może stanąć na drodze do zawarcia małżeństwa. Jeżeli młodzi mówią, że akceptują warunki, jakie stawia Kościół, nie możemy domniemywać, że ktoś kłamie. A ks. Sobczak dodaje: – Właścicielem sakramentu małżeństwa nie jest Kościół, ale Jezus Chrystus.

Negocjacje

Księża będą się ubezpieczać sami – Rząd nie jest za likwidacją Funduszu Kościelnego, ale za przeniesieniem jego części ubezpieczeniowej na Kościoły – stwierdził wczoraj w Radiu Zet minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Wyjaśnił, że użył określenia „usamodzielnienie płacenia składek", czyli zdjęcie jednej z możliwych funkcji z Funduszu Kościelnego. – Czy przy okazji zastanowimy się nad innymi funkcjami Funduszu Kościelnego, to już jest rzecz do dyskusji – powiedział Boni o planowanych na 15 marca rozmowach z Kościołem katolickim, a dzień później z innymi Kościołami i związkami wyznaniowymi. – Chcemy ten projekt przedstawić i będziemy dyskutowali, czy to ma być [przeprowadzone] jednym krokiem, czy będzie czas na dostosowanie – powiedział. Fundusz pierwotnie miał być przeznaczany na cele edukacyjne, charytatywno- -opiekuńcze i ochrony zabytków. Od kilku lat jego budżet w 100 proc. jest przeznaczany na finansowanie składek ubezpieczeniowych części duchownych. Zdaniem sekretarza generalnego episkopatu bp. Wojciecha Polaka, który kilka dni temu spotkał się z Bonim, propozycja rządu przejęcia przez Kościół płacenia składek „uderzy w najsłabsze grupy, których składki są w 100 proc. finansowane z Funduszu". Chodzi o misjonarzy i siostry klauzurowe, które „nie mają dochodów, z których te składki mogłyby opłacać". – Ewentualna nowelizacja ustaw związanych z Funduszem Kościelnym powinna, zgodnie z konkordatem i konstytucją, być poprzedzona umową zawartą przez rząd zarówno z Kościołem katolickim, jak i innymi Kościołami i związkami wyznaniowymi – powiedział bp Polak. Zapowiedział też, że Kościół tego będzie się domagać. Będzie dążył także do włączenia do rozmów na temat funduszu Kościelnej Komisji Konkordatowej. Minister Boni ma nadzieję, że nie dojdzie do wojny o fundusz. Z informacji „Rz" wynika, że rząd nie przedstawi Kościołowi ani dodatkowego jednego procenta czy jego części odpisu od podatku na rzecz Kościołów, ani w ramach jednego procenta na instytucje pożytku publicznego. —e.cz., kai
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL