REKLAMA
Tutaj jesteś: Weekend rp.pl

Weekend rp.pl

Kobieta, która zawstydzała mężczyzn

Marek Magierowski 18-02-2012, ostatnia aktualizacja 18-02-2012 00:00
Majestatyczna Meryl Streep  w roli  pierwszej  w historii  Wielkiej Brytanii kobiety premier  ujęła nawet krytyków  feministycznej dogmatyki,  jaką przepełniony jest film
źródło: BEST FILM
Majestatyczna Meryl Streep w roli pierwszej w historii Wielkiej Brytanii kobiety premier ujęła nawet krytyków feministycznej dogmatyki, jaką przepełniony jest film
4 maja 1979 roku: historyczny dzień  w tabloidowej perspektywie 
źródło: archiwum prywatne
4 maja 1979 roku: historyczny dzień w tabloidowej perspektywie 
 „Usta Marilyn Monroe  i oczy Kaliguli”: Margaret Thatcher podczas konferencji prasowej  w siedzibie ONZ  w Nowym Jorku,  rok 1983
źródło: AP
„Usta Marilyn Monroe i oczy Kaliguli”: Margaret Thatcher podczas konferencji prasowej w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, rok 1983
Redakcja poleca:

Dla laburzystów Thatcher była „suką". Dla prezydenta Francji François Mitterranda „kobietą o ustach Marilyn Monroe i oczach Kaliguli". Dla Rosjan, oczywiście, żelazną damą

Tekst "Królowa narodu sklepikarzy" ukazał się w dodatku Plus Minus

Może to przewrotne stwierdzenie, ale gdyby nie Leopoldo Galtieri, Margaret Thatcher prawdopodobnie nigdy nie trafiłaby do podręczników historii jako jedna z największych postaci XX wieku.

Gdyby nie Leopoldo Galtieri, rządziłaby Wielką Brytanią przez jedną kadencję, nie mogłaby się pochwalić żadnymi godnymi uwagi osiągnięciami, zapamiętano by ją jedynie jako pierwszą w dziejach kobietę stojącą na czele dużej, zachodniej demokracji.

Gdyby nie Leopoldo Galtieri, nazwisko Thatcher znaczyłoby dla nas, Polaków, mniej więcej tyle samo, co nazwiska Edwarda Heatha, Harolda Wilsona i Jamesa Callaghana, jej trzech poprzedników na stanowisku premiera. Czyli nie znaczyłoby nic.

Gdyby nie Leopoldo Galtieri, Ronaldowi Reaganowi zapewne nie udałoby się rozmontować tak szybko i sprawnie sowieckiego komunizmu.

Gdyby nie Leopoldo Galtieri, cała Europa wciąż żywiłaby się mrzonkami o „socjalizmie z ludzką twarzą" jako najlepszym pod słońcem systemie gospodarczym i społecznym.

Gdyby nie Leopoldo Galtieri, Meryl Streep nigdy nie zagrałaby roli żelaznej damy.

To zaiste zdumiewające, jak wiele zawdzięczamy jednemu argentyńskiemu dyktatorowi, który pewnego dnia wpadł na głupi pomysł, żeby podbić kilka wysp na południowym Atlantyku...

* * *

„Nic nie utkwiło mi tak głęboko w pamięci, gdy patrzę na lata spędzone na Downing Street, jak te jedenaście tygodni wiosny 1982 roku, kiedy Wielka Brytania walczyła o Falklandy" – pisze Margaret Thatcher w drugim tomie swoich wspomnień. „Wiele mogliśmy wówczas stracić, bowiem naszym celem były nie tylko położone (...) osiem tysięcy mil stąd wyspy i ich mieszkańcy, choć fakt ten miał także duże znaczenie. Nade wszystko jednak broniliśmy honoru narodu i zasad o znaczeniu fundamentalnym dla całego świata – agresorzy nie powinni nigdy zwyciężyć, a prawo międzynarodowe powinno brać górę nad przemocą".

Gdy Margaret Thatcher obejmowała władzę w 1979 roku, jej ojczyznę toczył rak kryzysu – nie tylko gospodarczego, lecz także egzystencjalnego. Dusza Albionu była poraniona, a Union Jack wyblakły. Stary buldog stracił zęby i dawny wigor. Po II wojnie światowej budzące dotąd strach i podziw mocarstwo nie tylko było bankrutem, ale także zostało zdegradowane do rangi zaledwie jednego z wielu sojuszników nowego hegemona – USA. Zjednoczone Królestwo traciło swoje kolonie (z indyjską „perłą w koronie" na czele) i wydawało się zagubione w nowej, zimnowojennej układance. Po nieszczęsnej awanturze sueskiej w 1956 r. John Foster Dulles, amerykański sekretarz stanu, stwierdził w paternalistycznym tonie: „Wielka Brytania pozbyła się już swojego imperium, ale jeszcze nie znalazła dla siebie nowej roli".

Kiedy wiosną 1982 roku argentyńscy żołnierze wylądowali na Falklandach, nie wszyscy ministrowie Margaret Thatcher odnosili się entuzjastycznie do pomysłu interwencji. Sprzeciwiał się jej Foreign Office, swoje wątpliwości wyrażali wojskowi. W filmie Phyllidy Lloyd te rozterki przybierają postać konfliktu między „jastrzębiami" w mundurach a ostrożnymi, gabinetowymi PR-owcami. W rzeczywistości, wysyłając flotę na wojnę, Margaret Thatcher była osamotniona w swojej determinacji.

W społeczeństwie panowało przekonanie, że to po prostu kolejny epizod w dziejach upadku dawnej potęgi i że nie da się tego procesu zatrzymać. Poza tym Wielkiej Brytanii nie było stać na morską eskapadę w obronie niespełna 2 tysięcy rodaków i kilku stad owiec. Nie była do niej przygotowana ani finansowo, ani militarnie.

Ale Margaret Thatcher postawiła na swoim, bo miała już dość upokorzeń. W jej wspomnieniach czytamy: „Począwszy od fiaska wyprawy sueskiej, brytyjska polityka zagraniczna przypominała jeden wielki odwrót. Powszechnie zakładano, że i tak właściwie jesteśmy skazani na stopniową utratę znaczenia naszego kraju na arenie międzynarodowej. Zarówno sojusznicy, jak i wrogowie zaczęli postrzegać nas jako naród, który cierpiał na brak woli i siły, by bronić swoich interesów w czasach pokoju, a co dopiero wojny. Zwycięstwo na Falklandach pokazało, że zaszła poważna zmiana. Gdziekolwiek bym pojechała po zakończeniu wojny, spotykałam się z zupełnie inną reakcją, gdy padało słowo Wielka Brytania. (...) Kilka lat później pewien rosyjski generał powiedział mi, że Sowieci byli absolutnie przekonani, iż nie będziemy walczyć o Falklandy, a jeśli nawet zdecydujemy się podjąć walkę, to i tak ją przegramy. Dowiedliśmy, że mylili się podwójnie, a oni nigdy o tym nie zapomnieli".

Poprzednia
1 2 3 4 5

Przeczytaj więcej o:  Margaret Thatcher, Żelazna Dama

Plus Minus
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500