Weekend rp.pl
Strach być chińskim kawalerem
Czterdzieści lat temu – zegarek, rower i maszyna do szycia. Dzisiaj – samochód, mieszkanie i akcje. Wymagania chińskich panien na wydaniu rosną równie dynamicznie jak tamtejsza gospodarka
Na początku grudnia na Youku (chiński odpowiednik portalu YouTube) pojawił się filmik zatytułowany „Ju'e jiaoyi".To gra słów, którą można przetłumaczyć jako „dobieranie się w pary za góry pieniędzy". Nagranie składa się z wyświetlanych na ekranie pytań i odpowiedzi udzielanych przez młodych Chińczyków obojga płci. Po obejrzeniu można się jedynie zastanawiać, jakim cudem przeciętnemu chińskiemu chłopakowi udaje się zdobyć żonę. Odpowiedzi pań są bowiem bezlitosne – mężczyzna bez pieniędzy to niegodne poświęcenia mu czasu i uwagi zero.
Szczere kobiety
Pytanie nr 1: Ile musi zarabiać mężczyzna, abyś zdecydowała się za niego wyjść? Padają niemałe liczby: od 5 tys. do ponad 10 tys. juanów miesięcznie (jeden juan to ok. 50 gr), „czyli minimum, aby przeżyć w dużym mieście", czy stwierdzenia w rodzaju „musi mieć mieszkanie, bo bez tego nie ma poczucia bezpieczeństwa". Jeden z panów ze smutkiem konstatuje: „Jeśli nie masz samochodu i mieszkania, to żadna nawet na ciebie nie spojrzy". Drugi rzuca przykładowymi cenami nieruchomości w Pekinie, gdzie bez 2 mln juanów nie masz co marzyć o jako takim mieszkaniu nawet na obrzeżach miasta.
Pytanie nr 2: Jaką kwotą musi dysponować mężczyzna, żebyś zdecydowała się na urodzenie dziecka? Tu liczby oscylują w granicach 100 tys.–5 mln juanów, co zgodnie z wyliczeniami jednej z dziewczyn ledwo wystarczy na prowadzenie ciąży, poród, opiekę nad dzieckiem, koszt jego edukacji w Chinach do matury i studia za granicą. Mężczyźni bronią się, twierdząc, że po pierwsze wychowanie dziecka wcale tyle nie kosztuje, po drugie przecież ona też będzie zarabiać, no i do diabła skąd to parcie, żeby mieć całą kwotę, zanim pozwolą się zapłodnić.
Pytanie nr 3: Jeśli mężczyzna nie posiada takich pieniędzy, to czy można go nazwać śmieciem? Cóż, cyfry mówią same za siebie i „Jeśli mój mąż nie zarabiałby więcej ode mnie, to na pewno miałabym pretensje"; „A co można myśleć o facecie, który nie ma przyszłości, nie ma zaplecza i kiepsko wygląda? Jak dla mnie w niewielkim stopniu różni się od śmiecia". Ta wypowiedź sprowokowała jednego z uczestników filmu do udzielenia rady: „Powinnaś pracować w burdelu albo zostać konkubiną, wtedy zmniejszysz ryzyko spotkania śmiecia". Inni na głos się dziwili, jak to jest, że niby mamy już równouprawnienie, a kobiety dalej uważają, że ktoś musi je utrzymywać.
Pytanie nr 4: Jeśli uważasz, że mężczyzna bez pieniędzy jest śmieciem, to czym w takim razie jest dla ciebie wybieranie sobie partnera ze względu na jego zamożność? „Małżeństwo to przede wszystkim negocjacje handlowe, należy zachować rozwagę i chronić własne interesy". „Jeśli ktoś zarabia dwa tysiące na miesiąc, to nie powinien się spodziewać, że będzie miał wysoką żonę z dużym biustem, trzeba być realistą".
W końcówce filmu panowie zgodnym chórem stwierdzili, że takich wyrachowanych żon nie chcą.
Rozsądne kobiety
To kolejna odsłona wojny płci w chińskim Internecie, przykład starcia przyziemnych materialistek i biednych romantyków. Kilka miesięcy wcześniej na Youku pojawiła się piosenka pod tytułem „Mei fang, mei che", co znaczy „Bez mieszkania, bez samochodu". Młody chłopak wyśpiewał w niej swoje frustracje spowodowane niemożnością znalezienia dziewczyny tylko dlatego, że jest za biedny. W odpowiedzi kilka Chinek nagrało swój klip, w którym bez fałszywego wstydu śpiewają: „Nie masz auta i mieszkania, to odsuń się i nie zagradzaj mi drogi (...). Mówisz: Jesteś materialistką! Wcale mnie to nie rani. Mężczyzna powinien być męski, jeśli nie masz samochodu i mieszkania – zapomnij o narzeczonej!".
Piosenka okazała się hitem, doczekała się już ponad 8 mln odsłon i 250 stron komentarzy, częściej potępiających niż pochwalnych, ale śpiewające shengnü raczej się tym nie przejmują. „Shengnü" oznacza dosłownie „resztkowa, nadliczbowa kobieta" i odnosi się do wykształconych, dobrze zarabiających, okołotrzydziestoletnich mieszkanek miast, które ze względu na zbyt wysokie wymagania nie są w stanie wyjść za mąż.















