Rzecz na Święta 2007
Miałem nad sobą niebo
- Kapcie specjalnego znaczenia
- Agnieszki Osieckiej zderzenia z bezpieką
- Makłowicz: Nie jestem kulinarnym faszystą
- Dziesięć książek, które miały zmienić Polskę
- Wspólny pień
- Święta na śpiewająco
- Nastoletni Józef
- Rzecz na Święta
- Ksiądz do rodziców: zajmijcie się dziećmi
- U prawosławnych Bóg się rodzi dwa razy
- Kolęda w języku łacińskim
Z Wiesławem Myśliwskim rozmawia Krzysztof Masłoń
Rz: Pańskie książki to proza utraty. Tak jak kiedyś literatura żegnała Polskę szlachecką, tak pan odprawił swoje requiem nad Polską chłopską czy szerzej – nad światem, którego już nie ma.
Nie sądzi pan, że literatura zawsze jest rozstaniem z przeszłością? Obojętnie, jaka ta przeszłość była, zła czy dobra. Zawsze literatura jest próbą nie tyle reanimacji, ile ocalenia tego, z czym się rozstajemy. Proszę się zastanowić nad czasem. Ujęty gramatycznie składa się z czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego, a w rzeczywistości bez przerwy mamy do czynienia jedynie z czasem przeszłym. Czas przyszły jest mistyfikacją, najwyżej wyobrażeniem, a teraźniejszy to mgnienie, które od razu staje się przeszłością.
Nostalgię za tym, co było, trudno sobie czasami wytłumaczyć. Jest w „Widnokręgu” rozdział „Towarzysz z powiatu”, którego bohater – choć swą postawą powinien budzić jeśli nie sprzeciw, to niechęć – wywołuje wzruszenie. Chyba tylko wojna to w pańskich powieściach czas jednoznacznie okrutny. Całą resztę mistyfikujemy.
Myślę, że jakby ktoś chciał się doczytać, to i na moich stronach poświęconych wojnie dotknie tego zjawiska. To wynika z naszej dyspozycji psychicznej. Rozstawanie się ze światem jest uczuciem towarzyszącym każdemu z nas przez całe życie. Bo to nieprawda, że rozstajemy się z nim w chwili śmierci, rozstajemy się co dnia. Z tego dojmującego poczucia wynika i nasz stosunek do rzeczywistości: bliższej, dalszej. Już w samej chęci utrwalania pamięci tkwi nostalgia. I nie jest powiedziane, że wydobywa ona z pamięci tylko rzeczy miłe. Człowiek odczuwa również nostalgię za swoimi tragediami. Kiedy ludzie opowiadają o swoich nieszczęściach, ile w tych opowieściach jest dumy, że się właśnie tego czy tamtego doświadczyło!
Powracając do poprzedniej myśli, czekam dziś z utęsknieniem na książkę, podobną pańskim, której autor – tak jak pan żegnał kulturę chłopską – pożegnałby kulturę robotniczą.
Można napisać dzieło o upadku klasy robotniczej w Polsce od jej zwycięstwa w 1980 r. Bo od tego największego zwycięstwa zaczął się jej upadek.
Na razie jednak ślizgamy się po powierzchni zjawiska, nie sięgając do trzewi.
W Polsce wciąż dokonywane są różne próby mitologizacji czy mistyfikacji, co dotyczy nie tylko czasów nam współczesnych, bo na przykład wciąż nie mamy również epickiej opowieści o upadku ziemiaństwa.
Mamy za to do czynienia z nieco groteskową reanimacją klasy ziemiańskiej, co o tyle przynosi dobre skutki, że przy okazji odnowiono część dworów.
I chat chłopskich, które oglądamy w skansenach.
W halach fabrycznych powstają modne kluby, bo młodzież chce widzieć w nich wnętrza postindustrialne, doszukując się uroków tego, co ich dziadom i ojcom kojarzyło się jedynie z wyczerpującą, źle płatną harówką.
Ratujemy tylko rekwizyty, co jest objawem naszego emocjonalnego stosunku do przeszłości, tego jedynego realnego czasu. Dotyczy to nie tylko naszego własnego życia, ale w ogóle życia. Nieustannie w swoich tęsknotach, w swojej wyobraźni uprawiamy coś w rodzaju duchowej archeologii.
Koniec dyktuje mi intuicja
Czy ostatnia pańska powieść, „Traktat o łuskaniu fasoli” jest jednocześnie ulubioną pana książką?
Nie mam swojej ulubionej książki, nie wracam zresztą do swoich książek. To niebezpiecznie czytać własne książki.
Dlaczego?
Bo kiedy czyta się własną książkę, chciałoby się ją pisać dalej, pisać od nowa, poprawiać. I tak bez końca. Kończę książkę nie dlatego, że nie jestem w stanie czegoś jeszcze do niej dopisać, uzupełnić jej, pewnych wątków rozbudować, zrezygnować z innych. Po prostu kończę, żeby siebie samego zatrzymać. Ten moment, w którym mówię sobie koniec, dyktuje mi już tylko intuicja. Po przepisaniu książki nie czytam już jej potem, bo bym zaczął znowu pisać.
Nieustannie w swoich tęsknotach, w swojej wyobraźni uprawiamy coś w rodzaju duchowej archeologii
Ale korektę autorską pan robi?















