Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Warszawska Opera Kameralna: prapremiera Ja, Kain

"Ja, Kain" Edwarda Pałłasza
Jarosław Budzyński/Archiwum WOK
Kiedy dziœ reżyser okazuje pokorę wobec utworu, jesteœmy wręcz rozczarowani. Jak na premierze "Ja, Kain" Edwarda Pałłasza w Warszawskiej Operze Kameralnej - pisze Jacek Marczyński
Choć od dwóch sezonów prapremiery utworów polskich kompozytorów przestały być czymœ niezwykłym, wcišż nie wiadomo, czy mamy do czynienia z przejœciowš modš, czy polski teatr wreszcie otworzył się na współczesnoœć. Na każdš kolejnš inscenizację trzeba chuchać, by umacniała tę tendencję. Operowa publicznoœć chyba przestała bać się nowej muzyki, zresztš kompozytorzy nie straszš jej zbytnim eksperymentowaniem. Poszukiwacze nowych brzmień i przetwarzanych komputerowo instrumentów szukajš miejsca raczej poza tradycyjnym teatrem (Cezary Duchnowski i jego "Ogród Marty"). Zobacz galerię zdjęć Edward Pałłasz raczej sumuje dorobek, niż odkrywa nowe œwiaty. W "Ja, Kain" daje dowód œwietnego operowania tradycyjnš orkiestrš, zaciekawia finezjš instrumentacji. Joanna Kulmowa dostarczyła libretto będšce skrzyżowaniem œredniowiecznego moralitetu z teatrem Becketta czy Ionesco. "Ja, Kain" trawestuje biblijnš przypowieœć. Jest przestrogš: życiowe role nie sš z góry przypisane. Akcja rozgrywa się w nieokreœlonym miejscu i czasie, ale pokazuje, że każdy może stać się albo Kainem, albo Ablem i czasem decyduje o tym przypadek, jakiœ nóż, który w nieodpowiednim momencie akurat znajdzie się pod rękš.
Opera Pałłasza nie jest przy tym mrocznš tragediš. Kulmowa nie stroni od humoru, przez półtora aktu nic nie zapowiada krwawego finału. Gdyby kompozytora nie poniósł ambitny pomysł i postaci Onej nie rozpisał na trzy głosy, można by lepiej docenić walory tekstu. Ta wysłanniczka losu ma bowiem do przekazania widzowi parę ważnych prawd, które nie przebijajš się przez rozbudowanš tkankę muzycznš. Utworowi nie przysłużyła się reżyserka Jitka Stokalska. Od współczesnego teatru bardziej zainteresował jš tradycyjny moralitet. Dodała sporo banalnej symboliki, zamiast rozwinšć tę opowieœć we własny sposób. W Warszawskiej Operze Kameralnej nie ma miejsca na reżyserskie szaleństwa, ale "Ja, Kain" wręcz domaga się tego, by inscenizator rozbudował portrety Pierwszego i Drugiego – głównych bohaterów. Majšc tak wytrawnych wykonawców jak Andrzej Klimczak i Jan Monowid, nie byłoby to trudne. Po serii przedstawień na różnych scenach, w których reżyserzy za wszelkš cenę chcieli zdominować kompozytorów, "Ja, Kain" jest chwilš triumfu muzyki. Ale osobiœcie tęsknię już za porcjš dobrego teatru. Następna okazja ku temu za trzy tygodnie: w Teatrze Wielkim w Poznaniu prapremiera "Dnia œwira" Hadriana Filipa Tabęckiego.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL