Weekend rp.pl
Nadstawianie policzka
Subotnik Ziemkiewicza
Pan premier − ha! − wyprowadził nowy pijarowski sztych. Na nieoczekiwanej konferencji prasowej oznajmił, że zmienił zdanie w sprawie ACTA i teraz jest przeciw.
Czy z tego sprzeciwu zamierza wyciągnąć jakieś konkretne wnioski? Nie, bo jednocześnie oznajmił − ale półgębkiem i to już nie wszyscy dosłyszeli − że nie widzi możliwości wycofania polskiego podpisu spod tego dokumentu, ale na szczęście układ „nie narzuca obowiązku szybkiej ratyfikacji". Czyli bez względu, czy premier deklaruje „za", czy „przeciw", jesteśmy w tym samym punkcie: dokument podpisany i w dużej części obowiązuje, a pan premier będzie „wstrzymywał ratyfikację". Ale lizusy władzy z „opiniotwórczych" mediów ile sił w płucach trąbia już przeciwnikom ACTA że odnieśli sukces i mogą w poczuciu zwycięstwa wreszcie się uspokoić. Kto głupi, może uwrierzy − jak uwierzył Ruch Palikota w happeningowy wiec „poparcia dla Tuska" w sprawie ACTA, zorganizowany przez „Gazetę Polską", w śmiertelnie poważnym oświadczeniu potępiające wiecujących za sugestię, jakoby protesty przeciwko ACTA były spiskiem zagrożonych kastracją pedofilów i kiboli. Usilnie, trzeba przyznać, stara się niegdysiejszy dyżurny happener Tuska wkręcić w protesty przeciwko swojemu byłemu szefowi, a jak marzenia się spełnią, to może i przyszłemu koalicjantowi; ale, jak to mówił Marlowe, ciężka praca nie zastąpi talentu.
W każdym razie, protestujący muszą zrozumieć, że żądają niemożliwego. Premier się z nimi zgadza, ale przedstawić układu do ratyfikacji i kazać swoim posłom zagłosować przeciw − co jest jedynym w tej chwili możliwym załatwieniem sprawy − przecież nie może, bo jeszcze z następnego szczytu wróciłby nie poklepany. A to by była dla niego za duża trauma.
Podobnie jest z tymi „konsultacjami" w sprawie podniesienia wieku emerytalnego. Bynajmniej nie chodzi w „konsultacjach" o to, żeby władza mogła się dowiedzieć, co o tym myśli społeczeństwo. Konsultacje polegać mają na wytłumaczeniu społeczeństwu przez władzę − ze strony której zniżenie się do takiego tłumaczenia samo w sobie stanowi wielką łaskę − dlaczego decyzja de facto już podjęta, bo obiecana naszym zachodnim protektorom, jest jedynie słuszna i wszyscy mają się na nią entuzjastycznie zgodzić. Przypomina to „konsultowanie" reform społecznych, jakie uprawiał Jaruzelski. I klasyczną komunistyczną definicję wolności w najlepszym z ustrojów, mówiącą, iż wolność to uświadomiona konieczność. Oto właśnie chodzi, żebyśmy sobie uświadomili, że podniesienie wieku emerytalnego jest konieczne. Inaczej mogłoby zabraknąć kasy na odprawy dla budowniczych stadionów, na pół miliona utrzymywanych przez państwo urzędników i setki tysięcy pasożytów z „biurowej klasy średniej", których bezproduktywny dobrobyt jest sprawą kluczową dla utrzymania na wysokości sondażowych słupków władzy.
Tak, jak pan premier skłonny jest przyznać, że ACTA jest do bani, tak pan wicepremier Pawlak przyznaje szczerze, że państwowe emerytury to wielka lipa i on nie jest taki głupi, żeby na nie liczyć. Swego czasu zresztą to samo nieco innymi słowy przyznał w TVP Info pan Rostowski. Czy ze swej wiedzy, mówiącej, że prędzej czy później ZUS i tak musi zbankrutować, wyciągną oni jakieś konkretne wnioski? Ludzie uczciwi na ich miejscu powiedzieliby: skoro to się nie może udać, to trzeba ratować co się da dla przyszłych emerytów jak najszybciej. Wiadomo, jak − zlikwidować skazany na bankructwo ZUS, sprzedać te wszystkie marmurowe pałace i rozpuścić legion urzędników, a wypłatę świadczeń przenieść do budżetu państwa, bo i tak to budżet państwa je wypłaca, dopłacając tylko za niepotrzebne pośrednictwo. System kapitałowy zapowiadał się świetnie, ale zdechł, trzeba przejść na system kanadyjski, co obaj urzędujący wicepremierzy publicznie przyznali. (Nawiasem mówiąc − kiedy Kaczyński sadzi babole, jak o skuteczności SB, to jest najbardziej cytowanym politykiem w tej części świata, ale jak mówi mądrze, a w sprawie emerytur tak akurat mówi, to „opiniotwórcze" media nagle go przestają zauważać. Ewentualnie napomkną coś zblazowanym tonem, że PiS nie zajmuje się ważnymi sprawami, tylko w kółko o tym Smoleńsku).















