Weekend rp.pl
W Afryce nie ma wojen
Zapytałem niedawno grupę studentów dziennikarstwa, ile wojen toczy się obecnie w Afryce. Odpowiedzi padały różne: od dziesięciu do trzydziestu
O to, ile ludzi w Afryce głoduje już nie pytałem, bo nie chciałem się dobijać. W rzeczywistości w Afryce nie toczy się żadna otwarta wojna między państwami (są sporadyczne starcia na granicy obu Sudanów oraz Kenii i Somalii). W Nigerii od jakiegoś czasu trwają starcia na tle religijnym i gospodarczym, które być może przerodzą się w wojnę domową. Ale raczej się nie przerodzą. Podobnie napięta choć stabilna sytuacja panuje na wschodzie Demokratycznej Republiki Kongo.
I tyle. Krótko mówiąc w Afryce prawie nie ma wojen. Następna niespodzianka: zdecydowana większość z 900 milionów Afrykanów nie głoduje. W Afryce Północnej w ogóle nie ma głodu, w Afryce subsaharyjskiej głodu z reguły nie ma jeśli nie toczy się wojna. Dodam jeszcze, że podczas wielu podróży po Afryce nie spotkałem nigdy człowieka, którego głównym zmartwieniem byłaby walka z AIDS, albo starania o redukcję długu. To może być dla niektórych czytelników szok, ale mieszkańcy Afryki mają mniej więcej takie same problemy jak my: jak zdobyć i utrzymać pracę, jak zapłacić czynsz i czesne za szkołę dziecka, młodzi afrykańscy chłopcy marzą o założeniu rodziny, a dziewczyny o spotkaniu tego jednego właściwego mężczyzny.
Nie ma wojen, nie ma głodu, ludzie tacy sami, to może chociaż więcej despotów niż u nas? Tu sytuacja nie jest już tak klarowna. To prawda, że od końca lat 90. w Afryce jest coraz mniej dyktatur i coraz więcej demokracji, nie tylko nominalnych, ale też państw, w których głos ludzi rzeczywiście się liczy. RPA to kraj pełen problemów, ale równocześnie prężna demokracja z otwartym systemem politycznym, wolnymi mediami i sprawnym wymiarem sprawiedliwości. Ghana coraz bardziej krzepnie jako czołowa demokracja afrykańska. Nigeria - cokolwiek, by o niej nie mówić - jest krajem, w którym prezydent pod naporem opinii publicznej zmienił niedawno kluczową decyzję o podwyżce cen paliw. Wbrew pozorom w Afryce subsaharyjskiej jest więcej wolności niż na północy kontynentu do niedawna rządzonego przez mniej lub bardziej brutalnych dyktatorów. Co nie znaczy, że wszędzie w Afryce władzę da się rozliczyć. Ciągle najbogatsze kraje kontynentu, takie jak Angola czy Demokratyczna Republika Kongo rządzone są przez kliki skorumpowanych, cynicznych manipulatorów politycznych. Ciągle mniej lub bardziej oświeceni dyktatorzy rządzą Rwandą, Etiopią, Gwineą Równikową. Ciągle plemienność i korupcja pozostają ogromnym zagrożeniem i przeszkodą w rozwoju Kenii, kraju, który ze swoim bogactwem i potencjałem gospodarczym powinien być liderem kontynentu.
Jednak Afryka się zmienia. Ostatnie kilka lat to pasmo niezwykłego sukcesu rozwojowego tego kontynentu.
Zachodnia pomoc nie ma z tym nic wspólnego - Afryka rozwija się dzięki lepszym rządom, wzrostowi cen surowców, poprawie edukacji młodzieży, chińskim inwestycjom. Kilkanaście krajów afrykańskich notowało przez ostatnią dekadę 6-procentowy lub wyższy wzrost gospodarczy. Pojawia się nowa klasa średnia - obecnie w Afryce subsaharyjskiej około 60 mln ludzi notuje dochód w wysokości 3 tysięcy dolarów rocznie, w 2015 ta grupa będzie liczyła 100 mln ludzi - mniej więcej tyle samo co dziś klasa średnia w Indiach. 300 mln Afrykanów zarabia co najmniej 700 dolarów rocznie.
Z europejskiego punktu widzenia to nie są liczby powalające na kolana. 600 milionów Afrykanów żyje ciągle za 2 dolary dziennie lub mniej. Śmiertelność niemowląt, choroby, ubóstwo - to ciągle codzienność dla wielu mieszkańców kontynentu. Jednak ostatnie lata pokazują, że Afryka jest w stanie się rozwijać, nie jest skazana w nieskończoność na nędzę i brak perspektyw.
Oczywiście nam w świecie dostatku bardzo trudno zmienić myślenie o Afryce. Wygodnie nam traktować ten kontynent jak jedno upadłe państwo, ofiarę kolonialnej historii. Wygodnie myśleć o Afryce wyłącznie jako o odbiorcy naszej pomocy i bezmyślnie w nią pompować miliony dolarów zachodnich podatników, albo nadwyżki żywnościowe.
Ostatnie lata pokazują jednak, że to się zmieni. Zmieni się, bo sami Afrykanie nie chcą żyć z łaski bogatych, wolą być traktowani jako partnerzy i jeśli Zachód tak ich nie potraktuje to będą handlować z Chinami i Indiami. One widzą w różnorodnych krajach afrykańskich szansę, dostrzegają ich potencjał i uśpioną jeszcze siłę. Dla nas pozostaną drogie safari i życie w kręgu stereotypów na temat Afryki, którymi samie siebie karmimy. Chyba że zamiast mitów wybierzemy poznanie zwykłych ludzi, a błędne wyobrażenia zastąpimy konfrontacją z rzeczywistością.















