REKLAMA
Tutaj jesteś: Weekend rp.pl

Weekend rp.pl

Po co komu biały człowiek

Dariusz Rosiak 04-02-2012, ostatnia aktualizacja 04-02-2012 00:00
Dariusz Rosiak i Wojciech Cejrowski
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
Dariusz Rosiak i Wojciech Cejrowski

O podróżowaniu i ucieczkach, wyższości Ameryki nad Afryką i brzemieniu białego człowieka rozmawiają Wojciech Cejrowski i Dariusz Rosiak

Dariusz Rosiak: Po co pan podróżuje?

Wywiad pochodzi z dodatku "Plus Minus" 12.09.2008

Wojciech Cejrowski: Kiedyś pokazałem moją książkę Indianom w Amazonii i zapadła kompletna cisza. To są na ogół ludzie bardzo hałaśliwi, szczebiotliwi i wciąż robią sobie różne żarty i psikusy, ale tę książkę przeglądali w całkowitym milczeniu – oczywiście rozumieli jedynie zdjęcia, bo tekst był po polsku. I na koniec jeden z nich mówi tak: „Jesteśmy Indianami z krwi, ale ubieramy się tak samo jak ty. A na tych zdjęciach widzimy naszych dziadków tak, jak oni żyli i wyglądali kiedyś. Tu w okolicy nie ma muzeów, gdzie moglibyśmy zobaczyć ubrania naszych przodków czy przedmioty z czasów, gdy żyli w lesie. Nic nie pozostało”. Potem Indianin zaprowadził mnie do niewielkiej osady drwali liczącej jakieś 500 dusz. Weszliśmy do chałupy i zobaczyłem takich samych dziadków jak ci z moich zdjęć, niestety też już w koszulach. I oni na widok obrazków z książki mówią: „To my, to my!”.

Jeżdżę po świecie po to, by ocalać resztki unikalnych kultur. Mnogość kultur buduje, a unifikacja rujnuje. Uważam, że im bardziej upodobniamy się do siebie kulturowo, tym stajemy się ubożsi. Globalizacja psuje ludzkość.

Bardzo to altruistyczne i szlachetne. Pan się czuje altruistą wobec Indian?

Motywacje mam czyste. Gdy spotykam tych ludzi, to się autentycznie wzruszam. W osobistej relacji z człowiekiem, o którym wiem, że jest skazany na zagładę, dostaję gęsiej skórki. No, a przy okazji takie spotkanie jest przygodą z chłopięcych marzeń, z powieści podróżniczej, trochę bajkowe. Gdy robię zdjęcie, nie myślę, czy sprzedam je za milion dolarów, tylko się cieszę. Zdjęcie jest dla mnie osobistą pamiątką bardzo osobistego przeżycia – odpowiednikiem zapisków w pamiętniku. Ale gdy wracam, to oczywiście wchodzę w nasz kontekst kulturowy i te moje zapiski i zdjęcia stają się towarem. Przełączam się wtedy na reguły naszej kultury i staram się spieniężyć dzieło, zarobić na chleb, na kolejną wyprawę. To jest tak jak w przypadku Polaka, który – gdy pojedzie do Anglii – to tam zachowuje się trochę inaczej niż u siebie w domu w Gdańsku czy Szczecinie. W Anglii będzie trochę bardziej elegancki, a gdy wraca do Polski trochę bardziej chamski. To najzwyklejszy mechanizm adaptacji do środowiska. I ja też tak potrafię się przełączać. Gdy jadę do Ameryki, to jestem w 100 procentach Latynosem, gdy wracam do Polski, trochę trudniej przełączyć mi się na 100-procentowego Polaka. Zostaje we mnie latynoska radość życia – dlatego tyle macham rękami, dlatego mówię głośniej niż przeciętnie się w Polsce mówi, stąd te kolorowe kiczowate koszule, chodzenie boso itd.

Fajny ma pan sposób na życie. Zna pan taki wiersz Kawafisa „Miasto”?

Z poezji zatrzymałem się na komediach Szekspira.

To nie będę pana katował cytatami, generalnie przesłanie tego wiersza mówi, że podróżowanie po to, by sobie załatwić życie, jest jałowe i próżne, a jeśli ktoś zmarnował swój czas w najgorszej dziurze, to żeby nie wiem gdzie uciekał, jego miasto za nim pójdzie, żeby nie wiem jak się starał, to i tak życie zmarnował. Pan nie ucieka przed czymś, panie Cejrowski?

Nie, ja jestem spełniony. Syty. Mam pieniądze, osiągnąłem sukces, nie przeżywam frustracji, że czegoś nie zrobiłem i nadrobię to gdzie indziej. Ja mam raczej problem z nadmiarem. Tu mam rodziców, rodzinę i chciałbym tutaj spędzać czas. Ale równocześnie mam silną potrzebę bycia tam. Kiedyś mnie spytano za czym tęsknię, gdy wigilia zastanie mnie w Ameryce? A ja na to: za niczym. Właśnie na tym ta sztuczka polega. Gdy jestem tam, to jem tamtejsze potrawy wigilijne. Nie mam potrzeby chodzić do żydowskiego sklepu i kupować ryby w galarecie. Miejscowa wigilia jest tak samo moja jak ich. Ja już nie wracam do Polski i nie wyjeżdzam do Ameryki – w obu przypadkach jadę do siebie, do swojego domu. Rodziny szlacheckie w dawnej Polsce żyły podobnie: na dwa domy – rezydencja letnia, rezydencja zimowa. I przecież nie uciekały na wieś latem – przenosiły się po prostu. Ja też się przenoszę na zimę – do ciepłych krajów.

Poprzednia
1 2 3 4 5 6
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500