REKLAMA
Tutaj jesteś: Weekend rp.pl

Weekend rp.pl

Mój kraj zawiódł

Piotr Zychowicz 31-12-2011, ostatnia aktualizacja 31-12-2011 08:00
 Obóz Auschwitz-Birkenau, niedatowane zdjęcie wykonane z samolotu
źródło: Rzeczpospolita
Obóz Auschwitz-Birkenau, niedatowane zdjęcie wykonane z samolotu
B-24 Liberator. Bombowce tego typu, startujące z baz włoskich, miały wystarczający zasięg, by zbombardować Auschwitz-Birkenau
źródło: Rzeczpospolita
B-24 Liberator. Bombowce tego typu, startujące z baz włoskich, miały wystarczający zasięg, by zbombardować Auschwitz-Birkenau
Redakcja poleca:

Z prof. Davidem S. Wymanem rozmawia Piotr Zychowicz

Zaktualizowana wersja wywiadu, jaki ukazał się w dodatku Plus Minus 2 lutego 2008 roku Rz: Były prezydent George W. Bush podczas wizyty w instytucie Yad Vashem powiedział, że lotnictwo Stanów Zjednoczonych powinno było zbombardować Auschwitz. Czy pański kraj jest współodpowiedzialny za Holokaust?

Wyobraźmy sobie, że kogoś zarzynają na naszych oczach na ulicy. Jesteśmy tam, możemy coś zrobić. Ale zamiast tego tylko się przyglądamy i wzruszamy ramionami. Nie czyni to z nas morderców. Ale przez to, że nie zapobiegliśmy tragedii, ponosimy za nią część odpowiedzialności. Właśnie taką rolę, obojętnego gapia, odegrał świat podczas Holokaustu. A w szczególności te kraje, które były najpotężniejsze i miały środki, żeby działać. Czyli Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, dwie największe demokracje ówczesnego świata. Sprzeniewierzyliśmy się wówczas naszym najważniejszym wartościom, temu, o co zawsze walczyliśmy. Zawiedliśmy w godzinie próby.

Może jednak Waszyngton nie do końca wiedział, co się działo w obozach?

Wiedział. I mamy co do tego stuprocentową pewność. Nasz rząd co najmniej od sierpnia 1942 roku doskonale zdawał sobie sprawę, że w obozach realizowany jest program systematycznej eksterminacji setek tysięcy ludzi. Czyli to, co dziś nazywamy ludobójstwem. Zapewne na początku te informacje nie były zbyt precyzyjne. Nie mieli na przykład pewności, gdzie dokładnie są komory gazowe, a gdzie uśmierca się ludzi w inny sposób. Z czasem jednak dostawali coraz dokładniejsze dane.

Od kogo?

Wielką zasługę ma w tej sprawie polski ruch oporu, który przekazywał aliantom informacje o tym, co wyprawiają Niemcy na terenie okupowanej Polski. Warto wymienić choćby Jana Karskiego, kuriera polskiego rządu, który dotarł do Roosevelta. W lipcu 1944 roku, gdy Sowieci zajęli obóz w Majdanku koło Lublina, wszystko już było jasne. Amerykanie dowiedzieli się od swoich sojuszników, że Żydów nie eksterminuje się tylko przez wycieńczającą pracę, ale że są zabijani gazem. W amerykańskiej prasie, między innymi w „New York Timesie”, ukazały się nawet wówczas artykuły na ten temat. Jeżeli więc wiedzieli o tym czytelnicy dzienników, wiedział też – i to dużo wcześniej – Franklin Delano Roosevelt.

O sprawie informowali chyba również żydowscy uciekinierzy z Auschwitz.

Owszem. W kwietniu 1944 roku dwóch więźniów, Rudolf Vrba i Alfred Wetzler, uciekło stamtąd. Jeden z nich pracował w biurze, gdzie miał dostęp do wielu ważnych i tajnych informacji. Dowiedział się, że niedługo mają przybyć do obozu olbrzymie transporty węgierskich Żydów. Setki tysięcy ludzi prosto do gazu. Właśnie wtedy razem z innym więźniem zdecydował się na ucieczkę. Chcieli zaalarmować świat. Ujawnić, gdzie jadą ci wszyscy ludzie. Wierzyli, że świat coś zrobi. Uciekając, wiedzieli, że szanse na to, że nie zostaną złapani i zabici, są niezwykle małe. Szanse na to, że przetrwają w obozie, były zaś niezwykle wysokie, bo mieli dobrą pracę. Niewątpliwie był to heroiczny czyn.

Co się z nimi stało?

Udało im się przedostać na Słowację, gdzie nawiązali kontakt ze słowackim podziemiem. Tam przygotowali raport nazwany od ich nazwisk raportem Vrba-Wetzlera. Bardzo szczegółowo opisali, co się działo w Auschwitz-Birkenau i jakie straszliwe zamiary mieli Niemcy wobec węgierskich Żydów. Raport przez Szwajcarię dotarł szybko do Stanów Zjednoczonych. Jego wiarygodność była niepodważalna, a zawarty w nim apel dramatyczny: jesteśmy zarzynani, pomóżcie!

Tymczasem pod koniec kwietnia rozpoczęła się deportacja węgierskich Żydów. Silną presję na węgierski rząd, żeby wstrzymał transporty, wywierał wówczas papież Pius XII, a także król Szwecji. Robiły to więc państwa neutralne, a nie alianci. I pociągi rzeczywiście zatrzymano. Mimo to połowa Żydów, 400 – 500 tysięcy, została już wywieziona. Dziewięciu na dziesięciu z nich było uśmiercanych od razu po przybyciu do Auschwitz.

Poprzednia
1 2 3 4

Przeczytaj więcej o:  David S. Wyman, Piotr Zychowicz, holokaust

Plus Minus
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów: