Edukacja

E-rewolucja wkracza do szkół

W ramach projektu „Szkoła nowych technologii” 100 tys. uczniów ze szkół ponadgimnazjalnych ma poznać m.in. zasady tworzenia stron internetowych
Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Geografia z mapami Google'a, wirtualne eksperymenty chemiczne – tak coraz częściej wyglądają lekcje
Internetowe platformy edukacyjne, tablice interaktywne, tablety, e-booki – techniczny postęp otwiera przed nauczycielami i uczniami ogromne możliwości. A przed firmami informatycznymi i wydawcami podręczników – równie duży rynek.
Samorządy wraz z koncernem Microsoft oraz Wydawnictwami Szkolnymi i Pedagogicznymi rozpoczynają właśnie pionierski w Europie projekt " Szkoła nowych technologii". Przystąpiło do niego 100 tys. uczniów i 7 tys. nauczycieli  z 500 szkół ponadgimnazjalnych. Obejmie 12 miast, a zainaugurowany został w Poznaniu. Pierwsza część projektu to konferencje dla dyrektorów (w piątek odbyła się w Łodzi) o tym, jak zarządzać szkołami z wykorzystaniem nowych technologii.
Nauczyciele na swoich warsztatach usłyszą o internetowych platformach edukacyjnych i przygotowanych z myślą o szkołach pakietach bezpłatnych programów edukacyjnych. – Chodzi o to, by przełamać barierę i zacząć korzystać z narzędzi, które często są na wyciągnięcie ręki – podkreśla Małgorzata Snarska z Microsoftu. Przykład? – Choćby nauczyciel geografii, który sięga po interaktywne mapy dostępne w sieci. Uczniowie mają się uczyć programowania i tworzenia stron internetowych. Snarska: – To inwestycja w przyszłość. Swoje pomysły będą mogli sprzedać na rynku. – Naszą rolą jest pokazanie, w jaki sposób można wykorzystać nowoczesne narzędzia w szkolnych realiach, jak zbudować pomost między szkołą tradycyjną, opartą na papierowych podręcznikach, a szkołą nowoczesną – mówi Małgorzata Simonides z WSiP. Projekt wpisuje się w zmiany promowane przez Ministerstwo Edukacji. Nowa podstawa programowa wprowadzana od 2009 r. mówi, że uczeń powinien umieć korzystać z technologii informacyjno-komunikacyjnych. Choć różnie z tym bywa, w polskich szkołach powoli dokonuje się technologiczna rewolucja. Z rządowego programu "Laptop dla ucznia" niewiele wyszło. Potem narodziła się koncepcja wyposażonej w multimedia e-klasy, nad którą pracował zespół obecnego ministra cyfryzacji Michała Boniego. Ostatecznie koncepcja zmieniła się na e-podręcznik; chodzi o zastępowanie papierowych wersji elektronicznymi. Platforma Obywatelska przed wyborami obiecała, że e-podręcznik wprowadzi do szkół do 2015 r. Jak idą prace? Z ministrem Bonim nie udało nam się w piątek skontaktować. Coraz więcej placówek ma się jednak czym pochwalić. – Zespół Szkół Łączności korzysta z platformy e-learningowej, która umożliwia naukę na odległość, rośnie liczba szkół, które mają do dyspozycji elektroniczne dzienniki czy tablice interaktywne. W Gimnazjum nr 56 uruchomiona została e-klasa – wylicza Piotr Mróz, wiceszef wydziału oświaty w poznańskim magistracie. Dzięki notebookom uczniowie mogą przeprowadzać wirtualne eksperymenty chemiczne, samodzielnie konstruować model atomu, ludzki szkielet czy też oglądać rekonstrukcję historycznych bitew. Nie muszą też zapisywać notatkami kilkunastu zeszytów. Zespół Szkół Technicznych w Radomiu w listopadzie znalazł się w gronie 100 najbardziej innowacyjnych szkół na świecie. Otrzymał przyznawany przez Microsoft certyfikat Pathfinder School. – Współpracujemy z największymi firmami z branży informatycznej. Uczniowie korzystają z tabletów – mówi dyrektorka szkoły Bernadeta Kudas. – Nowe rozwiązania są stosowane nie tylko na lekcjach informatyki, ale też np. na zajęciach dla przyszłych techników mechaników czy mechatroników. Kudas podkreśla, że szkoła musi się zmieniać, bo zmieniają się uczniowie. – Bez problemu poruszają się w wirtualnym świecie nowych technologii. A my musimy się starać sprostać ich oczekiwaniom. – Realizacja projektu to przede wszystkim element naszej strategii, która zakłada społeczną odpowiedzialność biznesu. Ważne jest jednak także to, że prezentujemy nasze technologie i zachęcamy do korzystania z nich – przyznaje Snarska. A Simonides dodaje, że podobne akcje budują pozytywny wizerunek firmy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL