Spółki
Mniejszy splendor, więcej uprawnień
Dyrektor naczelny spółki, który nie ma podwładnych, nie jest pracownikiem zarządzającym w imieniu pracodawcy zakładem. Choć może tytularną pozycję ma słabszą, zyskuje na przywilejach w zatrudnieniu
Z posiadaniem statusu pracownika zarządzającego w imieniu pracodawcy zakładem pracy przepisy wiążą daleko idące skutki. Najważniejsze z nich wskazujemy w ramce.
Kogo to dotyczy
Daleko idąca liberalizacja przepisów o czasie pracy i możliwość nieskrępowanego np. konsultacją ze związkami zawodowymi kształtowania wynagrodzeń tzw. pracowników zarządzających to najbardziej charakterystyczne cechy prawnego statusu tej grupy zatrudnionych. Grupy, którą prawo pracy dość precyzyjnie definiuje w art. 128 § 2 pkt 2 kodeksu pracy.
Orzecznictwo Sądu Najwyższego jednoznacznie wskazuje, że jakakolwiek wykładnia rozszerzająca pojęcia „pracownik zarządzający” jest nie do zaakceptowania.
Menedżer do kierowania
W spółkach kapitałowych, a to jest podstawowa forma organizacyjnoprawna krajowych przedsiębiorstw, pracownikami zarządzającymi zakładem są wyłącznie członkowie zarządu (jeśli są zatrudnieni na umowę o pracę) oraz główny księgowy (i to nawet gdy nie jest członkiem zarządu).
Stąd listy zarządzających w imieniu pracodawcy spółka nie może ze skutkiem prawnym rozszerzyć na innych pracowników.
To o tyle istotne, że w wielu spółkach, szczególnie większych, faktyczne operacyjne zarządzanie przedsiębiorstwem powierza się osobom spoza tego organu, np. dyrektorom zarządzającym. Na takich menedżerów zarządy cedują wykonywanie wielu czynności kierowniczych, w tym kierowanie personelem spółki, przyjmowanie i zwalnianie pracowników, podejmowanie bieżących decyzji gospodarczych.
Wyposażają ich przy tym w szerokie uprawnienia do reprezentacji spółki, udzielając pełnomocnictwa a czasami nawet prokury. Szerokie uprawnienia zarządcze i reprezentacyjne dla pozostałych pracowników wykonujących polecenia takich osób postrzegane są jak równe kompetencjom zarządu.
Nie mają jednak żadnego wpływu na status pracowniczy menedżerów niebędących członkami zarządu. Nie są i nie mogą stać się „pracownikami zarządzającymi w imieniu pracodawcy zakładem pracy” i to nawet gdy zakres przyznanych im uprawnień przez zarząd jest bardzo szeroki.
W konsekwencji nie stosuje się do nich przepisów o takich pracownikach. W praktyce menedżerowie ci:
- zachowują prawo do rekompensat za pracę w godzinach nadliczbowych w niedziele i święta (art. 1514 § 2 k.p.),
- są objęci 48-godzinnym limitem przeciętnego tygodniowego czasu pracy (łącznie z godzinami nadliczbowymi) w okresie rozliczeniowym (art. 131 § 1 k.p.),
- mają prawo do 11-godzinnego nieprzerwanego odpoczynku dobowego (art. 132 § 1 k.p.),
- mają mieć prowadzoną ewidencję godzin pracy (art.149 § 1 k.p.).
Ponadto zasady ich wynagradzania powinny być określane na warunkach obowiązujących wszystkich pracowników, czyli w zakładowych uzp lub regulaminach wynagradzania (chyba że spółka zatrudnia mniej niż 20 pracowników).
Rzadkie wyjątki
Nie można jednak wykluczyć sytuacji, gdy w spółce oprócz głównego księgowego inni niebędący członkami zarządu menedżerowie są zaliczeni do zarządzających w imieniu pracodawcy zakładem. Będzie tak u tych menedżerów, którzy kierują jednostkami wewnętrznymi spółki (np. oddziałami). A te mają status pracodawcy w rozumieniu art. 3 k.p. W praktyce zdarza się to jednak rzadko. Tym bardziej że przyznanie statusu pracodawcy wewnętrznym jednostkom organizacyjnym spółki może się wiązać z wieloma utrudnieniami w sprawnym zarządzaniu.
Szef bez podwładnych
I na koniec pewien paradoks występujący w spółkach o znikomym personelu.
Nie są wyjątkowe sytuacje, gdy spółka zatrudnia tylko jednego pracownika. Aby nadać mu odpowiednią rangę w stosunkach zewnętrznych, zarząd zatrudnia go np. na prestiżowo brzmiącym stanowisku dyrektora, a jeszcze lepiej dyrektora generalnego, zarządzającego czy naczelnego. Spółka ma prawo używać takiego nazewnictwa posad, jakie uzna za stosowne, bo powszechne przepisy nie narzucają tu ograniczeń.















