Zdrowie
Doktor Judym woli brać pod stołem
Darmowa służba zdrowia w Polsce to mit, ale wszyscy chcą w niego wierzyć i dlatego trwa na przekór faktom
Eksperci oceniają, że szara strefa w usługach medycznych generuje kilka miliardów złotych obrotów. To ogromna suma, którą co roku godzimy się płacić, aby zyskać dostęp do lekarzy, pielęgniarek, ich usług. Jednocześnie większość Polaków pytana o komercjalizację publicznej służby zdrowia jest przeciw. Schizofrenia?
Niekoniecznie – szara strefa jest po prostu tańsza. Lekarz, który prywatnie przyjmuje pacjentów, aby skierować ich na wykonywane przez siebie darmowe zabiegi w publicznym szpitalu, bierze całą opłatę dla siebie. A tak musiałby się dzielić ze szpitalem, samorządem, fiskusem – z pewnością zażądałby więcej.
Niechęć pacjentów do komercjalizacji publicznej opieki medycznej jest więc racjonalna. Ale rządowi i samorządom powinno zależeć na ograniczeniu szarej strefy. Legalne urynkowienie usług medycznych to dodatkowe wpływy do budżetów, pieniądze dla szpitali na sprzęt i remonty, lepsza – bo kontrolowana – jakość usług.
Powody można mnożyć, tylko czy w roku wyborczym mają one jakiekolwiek znaczenie? Wątpię. Apel Związku Powiatów Polskich postulujący skończenie z fikcją darmowej służby zdrowia zostanie odłożony na półkę. A nowy sprzęt medyczny kupi Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – kolejny finał już w niedzielę.















