Sędziowie
Medialny szum nie służy sędziom
Postulat wyboru poszczególnych sędziów przez społeczeństwo, jak proponuje Bronisław Wildstein, wydaje się błędny. Sądownictwa nie można reformować zbyt pochopnie
O ile z artykułu Bronisława Wildsteina „Kartel szkodzący państwu” wyraźnie przebija sympatia do polityków, to równie widoczny jest brak znajomości wymiaru sprawiedliwości, choć tekst dotyczył tego tematu właśnie.
Władza sądownicza nie ma inicjatywy ustawodawczej, czyli wpływu na stanowienie prawa, nie ma ona nawet wpływu na organizację sądów i wynagrodzenie ich personelu – całą władzę w tym zakresie dzierżą właśnie politycy. Ciężko zatem przyrównywać sędziów do kartelu czy złej korporacji szkodzącej państwu.
Autor wśród grzechów polskiego sądownictwa wylicza m.in. brak weryfikacji środowiska sędziowskiego z sędziów poprzedniej epoki, brak reakcji sądów dyscyplinarnych na „ogromną liczbę sędziów nieomal przyłapanych na gorącym uczynku” czy protesty sędziów wobec jedynie słusznej koncepcji poprzedniego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
Nie sposób polemizować z tym tekstem, bo jego autora nie przekona nawet najbardziej wiarygodna argumentacja. Nie można jednak być obojętnym wobec propozycji reformowania wymiaru sprawiedliwości, w oparciu o projekt niedoszłego premiera z Krakowa Jana Rokity z 2005 r., w zakresie m.in. doboru kadry sędziowskiej, której to reformy, jak widać, gorącym zwolennikiem jest Bronisław Wildstein.
Głos rozsądku
Propozycji, w myśl której to obywatele mieliby wpływ na wybór sędziów, a także by w Krajowej Radzie Sądownictwa zasiadali „szanowani obywatele” (kto miałby ich wybierać, pozostaje niewiadomą), a nie sędziowie i politycy. To właśnie „szanowani obywatele” mieliby dbać o dobór kadry sędziowskiej i jej szkolenie, a Krajowa Rada Sądownictwa miałaby nie wykonywać swojego konstytucyjnego obowiązku wyrażonego w art. 186 ust. 1 ustawy zasadniczej w postaci stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Nie sposób się zgodzić z tymi poglądami.
Nasz system sądowniczy, choć boryka się z problemami, nie jest systemem opartym na niejasnych, tajnych czy nieuczciwych zasadach
Polska konstytucja z 1997 r. w art. 45 ust. 1 stanowi prawo każdego obywatela do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia jego sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Nie ulega wątpliwości, że bez odpowiednich regulacji prawnych owa zasada konstytucyjna mogłaby pozostać jedynie na papierze.
O ile przesłanka jawnego procesu nie zostawia dużego marginesu ustawodawcy, to zbudowanie systemu sądownictwa opartego na sprawiedliwości, niezależności, bezstronności i niezawisłości jest większym wyzwaniem. Podstawowym problemem jest sposób weryfikacji i wyboru kandydatów na stanowiska sędziowskie. To od właściwie dobranego kandydata zależy bezstronność i obiektywność polskiego sądownictwa.
Obecnie kandydatury sędziowskie przedstawiane są z wnioskiem o powołanie prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej przez Krajową Radę Sądownictwa. Ciało to jest organem kolegialnym. Skupia z jednej strony przedstawicieli samorządu sędziowskiego, z drugiej – przedstawicieli parlamentu, ministra sprawiedliwości i prezydenta. O ile na wyselekcjonowanie konkretnych kandydatur wpływ ma środowisko sędziowskie poprzez głosowanie w Krajowej Radzie Sądownictwa, to na „zatwierdzenie” danej kandydatury – już tylko prezydent.
Trudno więc mówić o braku wpływu obywateli na obsadzanie stanowisk sędziowskich, skoro wszystkie osoby biorące udział w tej procedurze (oprócz przedstawicieli środowiska sędziowskiego) pochodzą z wolnych, bezpośrednich wyborów. Obecność środowiska sędziowskiego przy wyborze konkretnych kandydatur gwarantuje z kolei odpolitycznienie tej procedury i stanowi głos rozsądku w obliczu ścierania się wpływów grup i partii politycznych. Mieszany skład powoduje, że Krajowa Rada Sądownictwa znajduje się na styku trzech władz: wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej.
Postulat wyboru sędziów przez społeczeństwo – jak proponuje Wildstein – wydaje się postulatem błędnym. Historia zna wypadki rewolucyjnego podejścia do sądownictwa, wystarczy wspomnieć o rewolucji francuskiej i Maksymilianie Robespierze, który został potem obalony przez spisek thermidorian i ścięty. Na szczęście wydarzenia tego typu należą do historii, nie można jednak reformować sądownictwa zbyt pochopnie.















