Prawo autorskie
Korzystanie z Internetu wymaga umowy wszystkich zainteresowanych
- Po debacie o ACTA rząd zapowiada przegląd polskiego prawa autorskiego
- Gowin: ws. ACTA popełniliśmy dwa błędy
- Prawo utrudnia rozróżnianie legalnych treści
- SFP, ZAiKS i ZKP popierają ACTA
- Każdy korzysta z Internetu jak chce
- Blokowanie wymiany plików łamie prawo
- Jakie są zasady bezpiecznego korzystania z cudzego utworu
- Prawa autorskie w Internecie
- Boni: prawo autorskie i własności intelektualnej musi być zmienione
- MAC: tekst ACTA miejscami niejasny
- Legalne ściąganie plików na portalach
- Unia adoptuje utwory osierocone
- Karta Wolności ureguluje prawa internautom
Burza o ACTA ujawniła braki prawa autorskiego. Trzeba je przystosować do nowej cyfrowej rzeczywistości. To wnioski z debaty w redakcji „Rzeczpospolitej”
Zaprosiliśmy do debaty i zwolenników wolności w Internecie, i reprezentantów wydawców, głównie jednak prawników praktyków. Chodziło o znalezienie odpowiedzi na pytanie: co należy w prawie zmienić, aby je przystosować do rzeczywistości, szczególnie tego, co się dzieje w Internecie? Bo w ustawie – Prawo autorskie nie znalazłem tego słowa.
Marcin Maruta: – Wskutek rozwoju Internetu większość prawa autorskiego wymaga zmiany, i to na kilku poziomach: należy rozluźnić sztywne, anachroniczne regulacje licencyjne na korzystanie z utworów. Z tym w zasadzie zgadzają się wszyscy. Trzeba pomyśleć, czy w ogóle prawo autorskie jest w stanie regulować rzeczywistość społeczeństwa cyfrowego. Wygląda na to, że nie. Poza tym przedyskutowania wymagają relacje własność – wolność.
Marek Domagalski: – Właśnie o to chciałem zapytać. Słyszałem wypowiedź pana Michała Komara, że prawo autorskie to najstarsza licencja autorska, mówi o niej siódme przykazanie: nie kradnij. Ale nawet własność ma ograniczenia. Musimy się chyba zgodzić, że prawo autorskie jest jednak słabsze niż prawo własności.
Granice własności w Internecie
Marcin Maruta: Prawo autorskie to system, który z jednej strony chroni twórców, a z drugiej – szeroko rozumiane społeczeństwo, użytkowników, pozwalając im korzystać z utworów bez zgody twórców. Spór idzie o to, gdzie wytyczyć granicę między dozwolonym a niedozwolonym użytkiem. W ostatnich latach ustawodawca przykręca śrubę, czyli ogranicza sferę wolności, swobodnego obrotu. Ochrona prawnoautorska radykalnie się wydłużyła.
Nikt poważny nie kwestionuje roli autora i prawa autorskiego. Spór dotyczy jego granic
W ciągu ostatnich 20 lat z 20 do 70 lat. Wprowadza się przepisy, które ukrócają dozwolony użytek. Jedyne rozwiązanie, jakie na zmieniający się świat ma ustawodawca, to właśnie przykręcanie śruby. Myśli tylko tak: są piraci, to karzmy piratów. Mamy zatem fatalną sytuację, bo okazuje się, że potężna część społeczeństwa jest na bakier z prawem. Oto 95 proc. nastolatków ściąga pliki z Internetu. Prawo będzie więc musiało zalegalizować sytuacje, w których użytkownicy Internetu biorą utwory i je przerabiają, adaptują, remiksują, wrzucają na YouTube. Ci ludzie w ogóle nie rozumieją, dlaczego to jest nielegalne. Sprawa druga to znalezienie jakiegoś sposobu wynagrodzenia autorów. Moim zdaniem granice ochrony zdecydowanie trzeba przesunąć w stronę dozwolonego użytkowania.
Michał Komar: – Cały spór i szum publicystyczny wokół ACTA został skierowany na prawo autorskie. Dlaczego? Bo twórca jest najsłabszym elementem tego rynku. Przecież nie można ukraść mojej książki, tego, co w niej napisałem. To moje dzieło, to jest moja własność, to ja je sfinansowałem, to jest mój wysiłek, mój talent.
Marek Domagalski: – Czy zasadnie mówimy: właściciel? Prawo autorskie ani razu nie mówi o właścicielu.
Niezbędna jest umowa społeczna nie tylko między odbiorcami i autorami, ale też pośrednikami
Michał Komar: – Dyskusja, czy własność intelektualna jest własnością, do niczego nas nie doprowadzi. Rozumiem obawy internautów i jako autor, i jako użytkownik Internetu, i jako członek władz Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Uważam, że internauci powinni mieć maksymalnie swobodny dostęp do treści. Jak najtańszy, a tam, gdzie to możliwe, nawet bezpłatny. Jest jednak i druga strona tego zagadnienia. Na początku tego łańcucha, który się kończy na internaucie, jest autor, dla którego działalność twórcza jest jedynym źródłem utrzymania. Nie chcę mówić o wielkich globalnych strukturach. Mówię wyłącznie o sytuacji polskiej. Mówię o gronie kilkunastu bądź kilkudziesięciu tysięcy polskich artystów, dla których twórczość jest jedynym źródłem utrzymania.
Potrzebna umowa społeczna
Maciej Ślusarek: – Jestem w stanie się zgodzić, że prawo autorskie to też jest własność. Ale własność to nie jest coś nadane przez Boga, podlega uregulowaniu przyjętemu przez społeczeństwo. To rodzaj umowy społecznej. Owszem, książka jest w 100 proc. własnością autora, ale nawet własność nieruchomości podlega ograniczeniom. Czy ja na własnej działce mogę sobie postawić wszystko, co chcę? Nie. Jest jeszcze społeczeństwo, są pewne zobowiązania wobec niego, wobec kultury. Z drugiej strony nikt poważny nie kwestionuje roli autora i w ogóle kwestii prawa autorskiego.















