Opinie
Prawnik w sieci musi pamiętać o etyce
Myślę, że używanie mediów elektronicznych upowszechni się wśród prawników szybciej, niż się spodziewamy - mówi Mirko Roš, szwajcarski adwokat, były prezes Federacji Adwokatur Europejskich, współorganizator kongresu „Prawnicy a media społecznościowe” we Wrocławiu
Niedawno prowadził pan międzynarodową konferencję na temat mediów społecznościowych w pracy prawnika. Choć dużo mówiono tam o używaniu Facebooka czy podobnych narzędzi, uczestnicy z wielką rezerwą wypowiadali się na ich temat.
Mirko Roš: To dlatego, że my, prawnicy, jesteśmy raczej konserwatywni. Interesują mnie jednak nowe technologie i to, jaki mają wpływ na zmiany w naszym zawodzie. Świat pędzi naprzód i nie można nie zauważać, że życie toczy się także w sferze wirtualnej.
To jak by pan przekonał polskich prawników do Facebooka albo Twittera? Dziś bardzo niewielu działa tam pod swoim zawodowym szyldem.
Myślę, że używanie tych mediów upowszechni się szybciej, niż się spodziewamy. Spójrzmy na sytuację w Stanach Zjednoczonych. Tam w ostatnich trzech latach liczba prawników używających Facebooka do celów zawodowych wzrosła z 15 do 75 proc. Jestem pewien, że podobnie stanie się w Europie, a więc i w Polsce. Prawników, zwłaszcza tych z młodszego pokolenia, skłoni do tego rynek. Ten proces powinien przekonać także wielu ze starszej generacji, że dzieje się coś, czego nie powinni przegapić. Ale oczywiście trzeba się nauczyć, jak wykorzystywać to narzędzie zgodnie ze standardami wykonywania zawodu. Pamiętam, że w czasach, kiedy upowszechniał się Internet, prowadziliśmy wiele dyskusji o tym, czy prawnicy powinni zakładać strony swoich kancelarii. Nie byliśmy przekonani, czy w ogóle mogą to robić.
Niektórzy do dziś nie są do tego przekonani.
Fakty są takie, że klienci coraz częściej szukają prawników przez Internet. Nawet gdy odbywa się to w tradycyjny sposób, czyli gdy prawnik jest polecany przez swoich klientów albo innych prawników. Oni mówią: mecenas X jest dobrym fachowcem, spójrz na jego stronę internetową. Niedawno zjawiła się u mnie duża firma, przynosząc wydruk strony internetowej mojej kancelarii. Chciała zostać klientem nie ze względu na tę witrynę, ale użyła tego narzędzia jako źródła informacji o mojej kancelarii. Zdałem sobie wtedy sprawę, że jeśli się jest specjalistą w jakiejś dziedzinie, to warto prowadzić swój kancelaryjny blog. Dlaczego? Bo potencjalni klienci zawczasu go sprawdzą, by się przekonać, czy rzeczywiście jestem specjalistą.
Wystarczy więc mieć swoją stronę WWW czy prowadzić blog, żeby zdobyć klientów?
Oczywiście, że nie. To jedynie pośrednie narzędzia marketingowe. Klienci nie przyjdą tylko dlatego, że prawnik jest obecny w sieci. Ale coraz częściej tego po prostu oczekują.
A może zamiast prowadzić blog, lepiej pisać artykuły do tradycyjnej papierowej prasy? Po gazety sięga się dlatego, że jest tam wiele ciekawych informacji z różnych dziedzin. Czy duża wciąż nośność takich mediów nie jest skuteczniejszym narzędziem?
Oczywiście, wiele blogów nie przynosi wartościowych informacji. Jednakże to, że pojawiają się nowe kanały przekazu, nie oznacza, iż stare znikają. Publikacja w poważnej gazecie zawsze jest dla prawnika nobilitacją. Ale nie znaczy to, że powinniśmy się zadowalać tradycyjnymi mediami.
Pojawiają się jednak zagrożenia. Wielu ludzi, także prawników, staje się w sieci kimś zupełnie innym niż w świecie realnym. Nieśmiali stają się gadułami. Mogą napisać zbyt dużo i naruszyć tajemnicę zawodową.
Racja, jest ryzyko zbyt pochopnego umieszczania treści w blogach czy na Facebooku. Zwróćmy uwagę, że nawet e-maile piszemy mniej starannie, niż kiedyś pisaliśmy listy. To samo dotyczy mediów społecznościowych. Tymczasem od prawnika można wymagać, by był ogólnie poprawny, także gramatycznie. Korespondencja elektroniczna jest łatwa i szybka w obsłudze, a to stwarza pokusę szybkiego odpowiadania. Niestety, nie zawsze przemyślanego. Gdy odpisywaliśmy ręcznie czy na maszynie na tradycyjne listy, było więcej czasu na zastanowienie. Oczywiście szybka odpowiedź na pytanie klienta też jest wartością. Ale pojawia się niebezpieczeństwo, że z szybkością odpowiedzi nie pójdzie w parze jej jakość. Prawnik staje przed dylematem: czy już dziś udzielić odpowiedzi rozwiązującej 80 proc. problemów klienta, czy może poczekać do jutra, gdy będzie można ten wynik podnieść do 95 proc.















