Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Szpilman w Ameryce

Finałem obchodów urodzin Szpilmana był spektakl muzyczny. W jakiej formie jego życie pozna publicznoœć za oceanem – nie wiadomo
Fotorzepa
Znany producent musicali chce za dwa lata wystawić na Broadwayu spektakl o życiu Władysława Szpilmana. O scenariusz poprosił oœmiu wybitnych dramaturgów.
Szef „Robin de Levita Productions" zrealizował w USA, Niemczech, Hiszpanii i Holandii takie musicale jak „Titanic", „Dracula", „West Side Story", „Cats", „The Phantom Of The Opera" czy „Mamma Mia". Podkreœla więc, że przygotowanie nowego dzieła na Broadway to bardzo długa i kosztowna podróż. Ale jest zdecydowany, żeby w niš wyruszyć. W weekend przyjechał do Warszawy.

Pisać zaczęło oœmiu

– Szukałem tu inspiracji i chciałem zadać mnóstwo pytań – mówi Robin de Levita. Los z pianistš z Warszawy zetknšł go już w pierwszych chwilach pobytu. W ostatnim momencie musiał zmienić hotel i okazało się, że ten, do którego w końcu trafił, stoi tam, gdzie Władysław Szpilman mieszkał z rodzicami, siostrami i bratem. PóŸniej odwiedził inne miejsca zwišzane z jego życiem, dużo rozmawiał z jego synem Andrzejem. I ludŸmi, którzy ocaleli z Holocaustu.
– Uderzyło mnie to, że – podobnie jak w panu Władysławie – nie ma w nich gniewu – przyznaje. – To jest wyjštkowa cecha ludzkiego charakteru: umieć, mimo najgorszych przeżyć, pójœć naprzód. Chciałby, żeby w jego produkcji takie emocje wyrażała muzyka. Jednak ile jej ostatecznie będzie i jaka, jeszcze nie potrafi powiedzieć. – Forma spektaklu wcišż jeszcze dla mnie jest zagadkš, choć bardzo mało prawdopodobne, że będzie to musical – mówi. – Po pierwsze dopiero w Warszawie, podczas koncertów z okazji 100-lecia urodzin Szpilmana, poznałem go jako kompozytora. Po drugie ze względu na charakter jego historii ten projekt wymaga większej niż zwykle starannoœci. Zależy mi także na tym, żeby był opowieœciš uniwersalnš. Żeby spełnić te oczekiwania, o przygotowanie propozycji scenariusza de Levita poprosił oœmiu dramaturgów. – Ich nazwisk oczywiœcie nie możemy wymieniać. Ale przyznam, że jestem zaskoczony wysokoœciš półki, na którš Robin sięgnšł – mówi Andrzej Szpilman. I dodaje, że spektakl – choć oparty głównie na ksišżce „Pianista" – ma mówić nie tylko o wojennych przeżyciach ojca, ale i jego póŸniejszym życiu.

Trudne, ale możliwe

Ryszard Marek Groński, który m.in. dokumentował historię kabaretów warszawskiego getta, nie ma wštpliwoœci, że życie Władysława Szpilmana jest bardzo cennym materiałem. Ma na przykład nadzieję, że dzięki nowej produkcji zostanie przypomniany czas, kiedy grał w kawiarni Sztuka działajšcej w œrodku tego innego, żydowskiego Broadwayu. A przede wszystkim artyœci z niš zwišzani: Marysia Ajzensztadt, Pola Braun, Andrzej Goldfeder, Władysław Szlengel. Szczególnie, że w filmie Romana Polańskiego, opowiadajšcym jednak głównie o samotnoœci, ten wštek został pominięty. I nie obawia się ewentualnego musicalowego ujęcia tematu. – W tej formie opowiada się również o smutnych i dramatycznych rzeczach – mówi. – I z pewnoœciš znajdš się zainteresowani widzowie. Podobnego zdania jest Andrzej Strzelecki, reżyser, rektor Akademii Teatralnej. Ale obawia się Broadwayu jako miejsca komercyjnego z definicji. – Spory procent tamtejszej publicznoœci to przyjezdni z całego œwiata – mówi. – Oni gotowi sš z mnogoœci propozycji wybrać te lżejsze. Obaj sš jednak zgodni, że powodzenie projektu w Nowym Jorku zależy w wielkim stopniu od ludzi, którzy zostanš do niego zaangażowani. Powinni być profesjonalni i znać realia, w których żył Władysław Szpilman. – Będę bardzo ostrożny przy wyborze ekipy – mówi de Levita. – Jestem w to wszystko bardzo emocjonalnie zaangażowany. I choć wiele pracy przed nami, przynajmniej już pienišdze nie sš problemem.

Radoœć dla pianisty warszawy

Od ubiegłego czwartku miasto œwiętowało 100. rocznicę urodzin Władysława Szpilmana. Były wystawy, wieczór wspomnieniowy, pokaz filmu „Pianista", dyskusje. W niedzielę Studiu Polskiego Radia w al. Niepodległoœci nadano jego imię i pierwszym koncertem przypomniano go jako kompozytora muzyki poważnej. Jednak mocniejszym punktem obchodów był spektakl „Tych lat nie odda nikt" pokazany w poniedziałek w Och-Teatrze. Andrzej Strzelecki zaprosił do niego niedawnych absolwentów Akademii Teatralnej. Znakomicie œpiewajšcy młodzi ludzie tchnęli w piosenki Szpilmana nowš energię. Udowodnili – przy pomocy œwietnych aranżacji Marka Stefankiewicza – że sš całkowicie współczesne. Jednoczeœnie konwencja przeplatania utworów radiowymi informacjami sprzed lat pozwoliła na zobaczenie ich kontekstu, głównie społecznego. Rozdzierajšco zabrzmiało znakomicie wykonane przez Monikę Węgiel „Nie wierzę piosence", zestawione z dialogiem dotyczšcym zwolnienia kogoœ z więzienia na Rakowieckiej. A z tytułowego utworu Natalia Sikora wydobyła cały żal i niezgodę na krzywdzšcš rzeczywistoœć. Za to z „Autobusu czerwonego" i tym podobnych utworów wykonawcy wykrzesali wszystkie pokłady radoœci. I?specjalny ukłon dla zespołu: za brawurowe odœpiewanie sygnału Polskiej Kroniki Filmowej.
ródło: Życie Warszawy

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL