Euro bez tajemnic
Euro najwcześniej w 2015 roku
Niezależnie od tempa wzrostu PKB w 2010 r. problemami będą narastający dług i deficyt finansów publicznych
Przekonani o tym byli ekonomiści uczestniczący w debacie „PKB 2010” zorganizowanej przez Business Centre Club pod patronatem „Rz” i Radia PiN.
Problemy gospodarki mogą się zmniejszyć, gdy wzrost PKB przekroczy 4 proc. To najwcześniej może nastąpić w 2012 r. Co do 2010 r., ekonomiści są zgodni: w I półroczu wzrost nie będzie zachwycający, ale pod koniec roku powinien przyspieszyć – nawet do 3,5 proc. Średniorocznie PKB ma urosnąć o ok. 2,5 proc.
Jak zaznaczyła Maja Goettig, główny ekonomista BPH, będzie to bardzo dobry wynik na tle innych krajów. – Prognozy KE mówią, że przez kolejne dwa lata będziemy obok Słowacji i Estonii w czołówce, jeśli chodzi o poziom wzrostu gospodarczego – wyjaśniła Goettig. Na ziemię dyskusję sprowadził doradca ekonomiczny prezydenta Adam Glapiński. Jego zdaniem trudno się zachwycać stanem gospodarki, skoro wynik za III kw. po odjęciu wpływu eksportu netto był ujemny (-1,3 proc.). – Nie mówmy o wzroście gospodarczym, ale o deficycie finansów publicznych i zadłużeniu państwa, bo to nasze najpoważniejsze problemy – stwierdził.
Prof. Witold Orłowski z PricewaterhouseCoopers przyznał, że w kolejnych latach to może być ciężar dla gospodarki. – Nie przekroczymy progu 60 proc., jeśli chodzi o poziom długu w relacji do PKB, bo jeśli tylko się zbliżymy do tej granicy, można zmienić sposób liczenia zadłużenia, co w naszych realiach łatwo wykonać. Wystarczy wyłączyć z zadłużenia OFE – wyjaśnił.
Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC, zmiana liczenia długu nie wystarczy. Rynki finansowe na rosnące zadłużenie mogą bowiem zareagować żądaniem wyższych zarobków za inwestowanie w nasze papiery skarbowe.















