Prawo drogowe
Za znakiem noga z gazu
Inspekcja Transportu Drogowego przejmie od 1 lipca wystawianie mandatów kierowcom złapanym przez fotoradar. Gdzie trzeba się mieć na baczności?
Policja zakończyła właśnie analizę bezpieczeństwa na polskich drogach. Wnioski trafiły do Inspekcji Transportu Drogowego. Dzięki analizie na drogach całego kraju wytypowano 300 punktów, w których pojawią się fotoradary.
Nie wszystkie jednak od razu 1 lipca. Możliwe, że na początku będzie ich dużo mniej. Cały czas trwa sprawdzanie stanu urządzeń przejętych przez Generalny Inspektorat Transportu Drogowego od policji. Na nowe, finansowane z unijnych pieniędzy, trzeba będzie poczekać.
Zdecydowały wypadki
Co zdecydowało, że właśnie w tych miejscach staną urządzenia? Kilka względów.
– Maszty staną w miejscach, które miały najtragiczniejszy bilans wypadków – dowiedziała się „Rz" w Generalnym Inspektoracie.
Analizą objęto rok przed postawieniem masztu i trzy lata po tym terminie. Pilnie przyglądano się wydarzeniom na odcinku 500 metrów przed masztem i tyle samo za nim.
Najważniejsza była statystyka wypadków drogowych. Pod uwagę brano liczbę zabitych, rannych oraz kolizji, do których doszło.
Nie bez znaczenia były też przyczyny tych wydarzeń. Najważniejsza była prędkość, z jaką poruszał się kierowca.
Dziś prędkości na drogach pilnuje około 200 urządzeń. Od lipca, jak dowiedziała się „Rz", ITD będzie wykorzystywała urządzenia przejęte od policji oraz rozbudowywała system o dodatkowe rejestratory.
Granica błędu
Kierowcy, którzy nieznacznie przekroczą prędkość, nie dostaną mandatu. Za darmo będzie się można pomylić maksymalnie o 10 km/godzinę. Dobrodziejstwo takie przewidziano jednak tylko dla kierowców złapanych przez urządzenie stacjonarne (nie dotyczy więc np. wideorejestratorów zamontowanych w policyjnych radiowozach).
Powód wprowadzenia granicy błędu jest bardzo życiowy. Nasze drogi są potężnie zatłoczone i wyposażone w nadmiar znaków. Niebezpiecznie byłoby więc oczekiwać, że kierowca, koncentrując się na jeździe, co chwilę będzie zerkał na licznik prędkości. Każde większe przekroczenie skończy się jednak mandatem.
Zmieniają się też zasady działania strażników miejskich na drogach. Straż może wystawiać fotoradary jedynie w terenie zabudowanym i w dodatku musi ostrzec kierowców o ich ustawieniu. Chodzi o to, by przede wszystkim spełniały funkcję prewencyjną i by naprawdę skutecznie przyczyniły się do poprawy bezpieczeństwa na drogach.
Odblaskowy fotoradar
Po zmianach fotoradary mają być nie tylko oznakowane, ale i z daleka widoczne. W tym celu na drogach pojawi się nowy znak – D-51. Ma on informować kierowców o lokalizacji urządzeń samoczynnie kontrolujących i rejestrujących prędkość – popularnych fotoradarów. To, o ile wcześniej się pojawi, zależy od drogi i prędkości, jaką można na niej rozwijać.
Mianowicie tam, gdzie można jechać do 60 km/godz., stanie od 100 do 200 m przed fotoradarem. W miejscach, w których można jechać szybciej niż 60 km/godz. – od 200 do 500 m. Wyjątkiem są autostrady i drogi ekspresowe – tu przewidziano odległość od 500 do 700 m przed fotoradarem.
Znak będzie stosowany dla każdego kierunku ruchu. Znakowane nie będą miejsca ani odcinki dróg objęte automatyczną kontrolą prędkości wykonywaną przez policję i za pomocą wideorejestratorów, przenośnych radarów albo kontroli z helikoptera.
300 najbardziej niebezpiecznych miejsc w Polsce będą pilnować fotoradary
Znak informujący o fotoradarze nie będzie jedynym widocznym sygnałem kontroli. Odblaskową folią w kolorze żółtym pokryte będą także obudowy fotoradarów. Kiedy urządzenie zniknie, bo np. wymagać będzie konserwacji albo naprawy, obudowa zostanie zasłonięta.
Mandat od ręki
Wystawiać je będzie nie pracownik centrum, lecz sam system. Informacja o złamaniu przepisów ruchu drogowego szybko (za sprawą specjalnego systemu) trafi do biura, a ono sprawdzi w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, do kogo auto należy, i szybko wystawi wezwanie.















