Najnowsza historia Polaków
Rówieśnicy
- Spojrzenie filozofa z blizną
- Starszy syn szewca D.
- „Sekcja dekoracyjna SB”
- Milenium czy tysiąclecie?
- Marzec 1968
- Ballada o Łupaszce (fragment)
- Protest mego pokolenia
- Żydzi na Madagaskar!
- Kalendarium 1964 - 1968
- Mała stabilizacja
- Wojna pieczarek z ruskimi
- Ciocia Dobra Rada: mieszkanie jednopokojowe z zespołem sypialnym
Oto dwie postaci, które łączy jedynie fakt, że urodziły się przed wojną, a podczas niej i po jej zakończeniu zapisały się w historii Polski. Poza tym wszystko dzieli. Jest to niemal manichejskie zestawienie zła z dobrem. Bo porównujemy działacza komunistycznego z krwią rodaków na rękach – z patriotą, intelektualistą, wzorem cnót obywatelskich. Wiele to mówi o losach Polski i Polaków...
Mieczysław Moczar
Do historii przeszło jego wystąpienie na plenum KC PPR w 1948 r. Powiedział wtedy: „Nasze granice dziś przebiegają za Berlinem, ale jutro będą na Gibraltarze”
Mikołaj Demko, bo tak brzmi jego właściwe imię i nazwisko, urodził się w Łodzi (1913), w rodzinie robotnika wyznania prawosławnego, Ukraińca lub Białorusina, oraz Polki. Wykształcenie zdobył niepełne średnie. Od 1937 r. należał do KPP, od 1942 r. do PPR. W czasie wojny na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie dowodził Armią Ludową.
W latach 40. kierował Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi i ponosił odpowiedzialność za zbrodnie dokonywane wówczas na żołnierzach podziemia. Postrzegano go jako współpracownika Władysława Gomułki. Kiedy I sekretarz PPR stracił zaufanie Stalina i został odsunięty, Moczar złożył samokrytykę. Na plenum KC PPR powiedział: „Dla nas, partyjniaków, Związek Radziecki jest ojczyzną. Nasze granice dziś przebiegają za Berlinem, ale jutro będą na Gibraltarze”. Historyk Paweł Machcewicz uważa, że takie rozumowanie było charakterystyczne dla wielu komunistów z pierwszego pokolenia budowniczych Polski Ludowej.Moczar na kilka lat poszedł w odstawkę – pełnił m.in. funkcję prezydenta Olsztyna. Jego wielki powrót nastąpił po październiku 1956 r. Mianowany został wiceministrem spraw wewnętrznych. W 1964 r. otrzymał tekę ministra. Aparatczycy młodszego i średniego pokolenia zaczęli postrzegać go jako alternatywę dla starzejącego się I sekretarza.
By stworzyć polityczne zaplecze, z cynizmem odwoływał się do tradycji narodowych. Jako szef ZBOWiD przyjmował do organizacji akowców. Zabiegał o poparcie intelektualistów. Inspirował pisarzy, by występowali w obronie tradycji powstańczych.
Zdaniem Pawła Machcewicza hasła, po które sięgał Moczar, były analogiczne do wykorzystywanych przez Nicolae Ceausescu. Przywódca rumuńskich komunistów otwarcie odwoływał się do wątków nacjonalistycznych i nastrojów antysowieckich. Moczar, korzystający z tych wzorców, zamierzał objąć władzę w PRL. Dostrzegł to Jan Nowak-Jeziorański, który uważał Moczara za największe zagrożenie dla Polski. Utrzymywał, że jego rządy byłyby bardziej represyjne niż Gomułki.
8 marca 1968 r. Moczar wydał polecenie brutalnej pacyfikacji wiecu studenckiego na Uniwersytecie Warszawskim. W prasie rozpętano antysemicką nagonkę. Stanowiska w partii, ministerstwach i wydawnictwach tracili ludzie pochodzenia żydowskiego. Miało to prowadzić do poszerzenia wpływów podległej Moczarowi frakcji „partyzantów”. Wprawdzie wielu z nich objęło ważne posady, ale Gomułka zorientował się co do intencji ministra. W lipcu 1968 r. otrzymał on tzw. kopa w górę – awansował w hierarchii partyjnej, zostając sekretarzem KC PZPR, ale utracił stanowisko w resorcie, źródło swej siły.
W grudniu 1970, po rewolcie robotniczej na Wybrzeżu, rozegrała się walka o schedę po Gomułce. Moczar był jednym z oczywistych pretendentów, ale Rosjanie opowiedzieli się za Edwardem Gierkiem. Machcewicz uważa, że nie chcieli, by Polska poszła drogą Rumunii.
Ostateczny upadek Moczara nastąpił w roku 1971. Historycy spekulują, że w maju chciał dokonać puczu przeciw Gierkowi, kiedy ten przebywał na zjeździe Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Gierek wrócił do Polski szybciej, niż się spodziewano, i odwołał Moczara z funkcji sekretarza KC. Potem został on odsunięty na boczny tor, m.in. zarządzał Najwyższą Izbą Kontroli. Zmarł w 1986 roku.
Władysław Bartoszewski
„Całe życie nie miałam z policją do czynienia, a ten Władeczek mój ciągle w więzieniach siedzi” – powiedziała o nim matka.
Nie lubię o nic prosić. Nigdy nie prosiłem – wyznał w znakomitym wywiadzie udzielonym Michałowi Komarowi. – Uważam się za dziecko przeznaczenia. Szczególne warunki, w których przyszło mi spędzić całą młodość, pozbawiły mnie możliwości wahań. Jedyny wybór, przed którym stałem, był taki: albo zaakceptuję coś, co uważam za zło, albo odmówię akceptacji. Nic więcej”.
Rodowity warszawiak (ur. 1922). Ojciec pracował w banku, matka była urzędniczką miejską. Dla chłopca bohaterem stał się wuj, kapitan Jan Dariusz Cygankiewicz, były żołnierz I Brygady. Oficer żył kultem Marszałka. Mały Władysław bawił się jego orderami: Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. „Pamiętam, że pewnego wieczoru pochylił się nade mną, żeby mnie pogłaskać, a mama wtedy powiedziała, że jestem hałaśliwy, na co on: – Dobrze! Niech sobie płuca wyrabia!”.















