Gruzja
Chaos w mieście Gori
- Gruzja: rosyjskie wojska wkroczyły do Poti
- Jerzy Haszczyński: Niepodległa Gruzja woła o pomoc
- Rosja: Polska zapłaci za poparcie dla Gruzji
- Prezydent we wtorek uda się do Gruzji
- Siły rosyjskie opuściły miasto Senaki
- Tygiel narodów, języków i religii
- Kreml już powiedział: zmusi Gruzję do pokoju
- Saakaszwili: Rosjanie zajęli "większą część" Gruzji
- Niezwykle miękka twardość Stanów Zjednoczonych
- Niemiecka schizofrenia wobec konfliktu w Gruzji
- Saakaszwilemu puściły nerwy i zabrakło mu zimnej krwi
- Wojna o ropę i gaz
- Byliśmy zbyt radykalni
- Polska zareagowała dobrze
- Grozi nam nowa zimna wojna
- Rosjanie coraz bliżej Tbilisi
Rosja odrzuciła unijny plan pokojowy. I zrzuciła całą winę na Gruzję, która – jak twierdzi – nadal prowadzi działania wojenne przeciwko Osetii Południowej - pisze Jerzy Haszczyński z Gori i Tbilisi.
Gruziński prezydent Micheil Saakaszwili i szef francuskiego MSZ Bernard Kouchner, którzy wczoraj odwiedzili zbombardowane w piątek miasto Gori, przeżyli chwile grozy. O 14.39 zza zniszczonych bloków dobiegł dźwięk silników samolotów. Wśród ochroniarzy, żołnierzy i policjantów wybuchła panika. Przewyższający prawie wszystkich wzrostem Saakaszwili, w cętkowanej kamizelce kuloodpornej założonej na białą koszulę, zaczął biec. Za nim jego ochrona. Ochroniarze dogonili prezydenta koło czarnego jeepa i przykryli go własnymi ciałami.
Żołnierze, policjanci i liczni dziennikarze szukali schronienia w zaułkach i domach. Pod nogami chrzęściły odłamki szkła, pozostałość po piątkowych bombardowaniach. Znalazłem się wśród przerażonych żołnierzy, którzy jednocześnie szukali schronienia i wznosili w powietrze lufy karabinów.
Czy to był zamach
Zapanował chaos. Już wcześniej ochronie nie udawało się zapanować nad tłumem. Koło gruzińskiego prezydenta i francuskiego ministra tłoczyły się tiry, których ruchu nie zatrzymano, samochody osobowe i autobusy. Od Gori, 80-tysięcznego miasta znanego głównie z tego, że tu urodził się Józef Stalin, do granicy separatystycznej republiki Osetii Południowej jest zaledwie kilkanaście kilometrów.
Nie wiadomo, czy rosyjskie samoloty rzeczywiście szykowały się do ataku na głowę państwa i jego gościa. Żaden nie wyleciał znad pokrytych wyschniętą trawą wzgórz. Francuz, wyraźnie wstrząśnięty, oglądał zniszczenia, wypalone dziury w blokach.
Udało mi się na chwilę przerwać kordon ochrony. Zapytałem Kouchnera, jaka powinna być reakcja kierowanej obecnie przez Francję Unii na rosyjski atak na cywilów. – Powinna być ostra i taka, która doprowadzi do pokoju – odpowiedział. Kilkanaście minut później pojawił się Saakaszwili. Do niego też udało się przedrzeć. Na podobne pytanie odpowiedział: „No właśnie”, i się odwrócił. Kouchner przyleciał do Gruzji ze wstępnym, unijnym planem zawieszenia broni. Prezydent Gruzji go zaakceptował. Moskwa odrzuciła.
Czołgi pod pomnikiem Stalina
– Kto może przewidzieć, co zrobią Rosjanie. Są tak blisko – mówi Wladimir Wardzelaszwili, gubernator prowincji Szida Kartli, której stolicą jest Gori. Rozmawiamy pod wielkim pomnikiem Stalina na głównym placu miasta. Młodziutki gubernator (29 lat, do lutego był wiceministrem kultury i sportu) nerwowo poprawia pistolet, który trzyma za pasem. Od południa czekał pod pomnikiem na Saakaszwilego i Bernarda Kouchnera, którzy ostatecznie nie dojechali do centrum miasta.
Po ewakuacji prezydenta do Gori zaczęły wjeżdżać gruzińskie czołgi. Więcej wojsk i policji widać też było przy głównej drodze omijającej miasto, która łączy Tbilisi z wybrzeżem Morza Czarnego. Za drzewami przy drodze stały trzy ciężarówki z godłem rosyjskich tzw. sił pokojowych (z literkami MS), prawdopodobnie zdobyte przez gruzińskie wojska.
– Samoloty wysoko i szybko latają, zwłaszcza rosyjskie, a wcześniej radzieckie migi. Już Stalin mówił: nasze samoloty są najszybsze na świecie – opowiada „Rz” znany politolog, profesor Aleksander Rondeli. Jego zdaniem Rosjanie za wszelką cenę chcą odsunąć od władzy prezydenta Saakaszwilego. – Władimir Putin wierzy, że Saakaszwili robi to, co mu każą Amerykanie, i że teraz rozkażą mu oddać władzę – mówi profesor Rondeli i podkreśla, że te nadzieje są płonne, bo „naród stoi za swym prezydentem”, nawet nienawidząca go opozycja oficjalnie go w tej chwili nie krytykuje. Rzeczywiście opozycjoniści odmawiają wypowiedzi na temat działań Saakaszwilego. – Nie będzie żadnych komentarzy, dopóki sytuacja się nie uspokoi – usłyszałem w centrali jednej z partii opozycyjnych. – Moskwa chce znowu mieć kontrolę nad Gruzją, a Saakaszwili im w tym przeszkadza, nie daje się kupić – podkreśla Rondeli.
Bomby spadają na lotniska i porty
Celami nalotów rosyjskiego lotnictwa są zazwyczaj obiekty militarne i gospodarcze. Atakują okolice lotnisk, w tym lotniska cywilnego w Tbilisi, gdzie w poniedziałek wczesnym rankiem znowu spadły bomby. Bombardowane były zakłady lotnicze, port, gdzie przeładowywana jest kaspijska ropa, bazy wojskowe. Ale także cele cywilne. Według niektórych źródeł zaatakowany został teren – opustoszałego na szczęście – obozu młodzieżowego pod stolicą















