Zespół Antoniego Macierewicza
PiS: Rosjanie fałszowali dowody
- PO: "Biała Księga" to zawracanie głowy ludziom na wakacjach
- PiS: w środę o Rosji, w czwartek o Tusku
- Biała księga to nie koniec naszych prac
- Kaczyński i dziwna decyzja sędziego
- Edmund Klich: Prawda, ale zmanipulowana
- PSL o "Białej Księdze" PiS: chocholi taniec na trupach
- MAK nie komentuje "Białej Księgi"
- Komentatorzy o wystąpieniu Macierewicza
- Dymisje po raporcie Millera?
Nie zgadzamy się z raportem MAK, uważamy że szkaluje Polskę, dlatego przygotowaliśmy "Białą Księgę" - argumentował Jarosław Kaczyński, przedstawiając dokument
Kaczyński powiedział, że dziś funkcjonuje w obiegu międzynarodowym tylko raport MAK. Jak mówił, jest on nieprawdziwy, szkaluje Polaków i Polskę, a także wprowadza w błąd międzynarodową opinię publiczną. Zdaniem prezesa PiS, zespół parlamentarny pod kierownictwem Antoniego Macierewicza ma obowiązek bronienia obywateli, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Jego zdaniem, rząd tego obowiązku nie dopełnił.
Obecny na prezentacji Macierewicz mówił, że dokument zawiera wyłącznie fakty, a "komentarz odgrywa minimalną rolę".
Dziś przedstawiono część dotyczącą odpowiedzialności Federacji Rosyjskiej za katastrofę smoleńską. Macierewicz tłumaczył, że nie dzieje się to przypadkowo. Jego zespół doszedł do wniosku, że to po stronie Rosjan leży główna część odpowiedzialności za tragedię. Zarzucił Rosjanom fałszowanie i niszczenie dowodów dotyczących katastrofy oraz przekazywanie nieprawdziwych informacji o jej przyczynach.
"Bezprecedensowy" remont
Prezentacja rozpoczęła się od przypomnienia genezy wizyty w Katyniu. Macierewicz podkreślał, że rosyjski ambasador w Polsce Władymir Grynin próbował dezawuować prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przypomniano jak doszło do rozdzielenia wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu. - Dla prezydenta przed którym ten fakt ukrywano było to zaskoczeniem - przekonywał Macierewicz.
Polityk podkreślał, że remont Tu-154M, który miał miejsce kilka miesięcy przed katastrofą, był "wydarzeniem bezprecedensowym". Według niego nigdy wcześniej samolot należący do 36. specjalnego pułku transportowego nie był remontowany w zakładach w Samarze. Autorzy "Białej Księgi" podkreślili, że po remoncie doszło do wielu awarii, m.in. agregatów autopilota. Według Macierewicza, te przyrządy, które przed 10 kwietnia 2010 r. ulegały awarii były "zapewne jedną z przyczyn dramatu, który rozegrał się nad Smoleńskiem".
W "Białej Księdze" stwierdzono, że "Rosjanie przekazali stronie polskiej błędne karty podejścia lotniska Smoleńsk Północny". Macierewicz podkreślał, że przekazywanie właściwych i w pełni wiarygodnych kart podejścia to "klucz bezpieczeństwa w sytuacji lądowania". Zarzucono Rosjanom fałszowanie kopii zapisów czarnych skrzynek. Według Macierewicza, duża część materiału z czarnych skrzynek została "zaszumiona" tak, że nadal nie można odczytać całej ich zawartości. Jego zdaniem, miało to na celu przekonanie opinii publicznej, że przyczyną katastrofy była próba lądowania Tu-154M.
W dokumencie napisano też, że rejon lotniska Siewiernyj był niewłaściwe oświetlony. W ocenie Macierewicza, system oświetleniowy był "w fatalnym, dramatycznym stanie". Jak podkreślono, niewłaściwie działała bliższa radiolatarnia.
Macierewicz, podpierając się przygotowaną wcześniej prezentacją, przekonywał że kontrolerzy lotu "przekazywali fałszywe informacje co do ścieżki i kursu samolotu". Jego zdaniem, "bezpośrednią, ostateczną przyczyną katastrofy" był brak decyzji kontrolerów lotu o zamknięciu lotniska w Smoleńsku.
Błagania kontrolerów
To centrala moskiewska podjęła decyzję nakazującą przyjęcie polskiego samolotu, mimo złej pogody i niechęci kontrolerów ze Smoleńska - konkludują autorzy. - Gdy czyta się te rozmowy między kontrolerami lotu a centralą moskiewską, ten element jest chyba najbardziej tragiczny i dramatyczny - kontrolerzy lotu do ostatnich sekund błagają, by wyznaczono zapasowe lotnisko. Proszą centralę, by wskazała im, gdzie można odesłać samolot z prezydentem i całą polską elitą na pokładzie. A centrala odmawia, a centrala mówi: macie sprowadzać, nie dyskutować - mówił Macierewicz.
Pojawiły się również zarzuty dotyczące akcji ratunkowej. - Nie został ogłoszony alarm, który by skutkował natychmiastowym przybyciem ekipy ratunkowej. Od miejsca tragedii do lotniska jest 300 metrów. Pierwsza karetka przybyła po 17 minutach - przypomniał Macierewicz. W "Białej Księdze" napisano także, że jeszcze przed stwierdzeniem, że wszystkie ofiary nie żyją, faktycznie wstrzymano akcję ich ratowania.














