Kościoły i religie
U prawosławnych Bóg się rodzi dwa razy
- Kapcie specjalnego znaczenia
- Agnieszki Osieckiej zderzenia z bezpieką
- Makłowicz: Nie jestem kulinarnym faszystą
- Dziesięć książek, które miały zmienić Polskę
- Miałem nad sobą niebo
- Wspólny pień
- Święta na śpiewająco
- Nastoletni Józef
- Rzecz na Święta
- Ksiądz do rodziców: zajmijcie się dziećmi
- Kolęda w języku łacińskim
Coraz więcej wyznawców prawosławia decyduje się na podwójne święta, teraz, a potem znowu w styczniu
Na 550 do 600 tys. osób szacuje się liczbę wyznawców prawosławia z Polsce. Wierni tego Kościoła przeżywają właśnie kulminacyjny moment 40-dniowego postu filipowego. Tak jak dla katolików adwent, jest to okres przygotowań do Bożego Narodzenia. Dlatego w tym czasie prawosławni uczestniczą w gowieniach (rekolekcjach), wystrzegają się jedzenia mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego: nabiału, jajek, serów.
Do parafii prawosławnej w Horostycie należy 70 rodzin. – 200 dusz – mówi proboszcz ks. Tomasz Łotysz.
Przygotowania do świąt idą pełną parą, mimo że jest grudzień i do prawosławnej Wigilii jeszcze daleko. Wszystko dlatego, że w Horostycie parafianie szykują się na podwójne święta.
– W tzw. nowym stylu – mówi proboszcz. – W większych parafiach prawosławne Boże Narodzenie obchodzi się w tym samym czasie co katolickie. Wielu wyznawców prawosławia w styczniu już pracuje i nie może tradycyjnie obchodzić świąt. W nowym stylu święta organizowane są już oficjalnie w Warszawie, Białej Podlaskiej czy Białymstoku – tłumaczy.
Tamara Tarasiuk, sołtysowa w niedalekiej Krzywowierzbie, to przykładna parafianka ks. Tomasza. Post, taki solidny, zaczyna tydzień przed Wigilią. U niej święta będą po nowemu. Zaczną się 24 grudnia. – Córki studiują i pracują, więc wygodniej będzie. Ale 6 stycznia też będziemy świętować. Symbolicznie – mówi.
Halina i Bazyli Ulaniuk mieszkają tuż przy cerkwi. Najpierw będą świętować po nowemu w Białej Podlaskiej. Kolację przygotuje synowa. A dwa tygodnie później dzieci z rodzinami zjadą się do Horostyty na tradycyjną prawosławną Wigilię. Pan Bazyli wyszykuje piękny świerk, a pani Halina kisiel, którego nie tknie synowa i zięć. Zgodnie ze zwyczajem po wigilijnej uczcie gospodyni nie sprzątnie ze stołu. – Dla dusz wędrujących zostawiamy jedzenie – wyjaśnia.
Jan Biełas, 79 lat. Mieszka w Zahajkach. Do cerkwi w Horostycie zawsze jeździ traktorem. I czasem się mu jeszcze zdarza, że do mszy służy.
– W środę i piątek post musi być – stwierdza kategorycznie. Na Boże Narodzenie zaprasza wszystkie dzieci. Przyjeżdżają też wnuki i prawnuki. Przyznaje jednak, że z roku na rok tradycja prawosławna zamiera. – Kiedyś jeszcze w kącie snopek żyta stał. Dzisiaj wystarczy siano pod obrusem – mówi. Kolędy prawosławne też już nie cieszą się popularnością. – Śpiewało się kiedyś „Nową radost”, ale teraz dzieci już nie chcą się uczyć naszych starych, wolą polskie. No to polskie śpiewamy – zdradza żona gospodarza Wiera.
Małżeństwo Biełasów też świętuje podwójnie. Sąsiad katolik do siebie w gości zaprasza. – I takie to u nas Boże Narodzenie. Miesiąc cały się ciągnie – chwali się Jan Biełas.
Przed Bożym Narodzeniem wszyscy spotkają się w cerkwi na rekolekcjach, potem na całonocnym czuwaniu w cerkwi. W Wigilię podzielą się prosforą, dwuwarstwową bułeczką, której wypiekiem zajmuje się batiuszka. W czasie pracy czyta psałterz. Aby wystarczyło dla każdego, ks. Tomasz musi upiec ok. 100 prosfor. Pół dnia roboty.
W tym roku w Horostycie Bóg przyjdzie na świat o trzeciej nad ranem – wtedy rozpocznie się tam trzygodzinne nabożeństwo.















