Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Upadek komunizmu w oczach niemieckiego korespondenta

Fotorzepa
Z Joachimem Jauerem, korespondentem niemieckich mediów w Europie Œrodkowej i Wschodniej, autorem ksišżki „Urbi et Gorbi” rozmawia Krzysztof Masłoń
Rz: W swojej ksišżce powiada pan, że jednoczesne pojawienie się na œwiatowej scenie Michaiła Gorbaczowa i Karola Wojtyły „nawet z perspektywy tylu lat wydaje się cudem". Nie przesadza pan? Joachim Jauer: Z teologicznego punktu widzenia można oczywiœcie postawić tu znak zapytania, ale w języku potocznym spotkanie tych dwóch osób na arenie historycznej i politycznej można uznać za cud. Dla mnie, korespondenta niemieckiej telewizji w krajach Europy Wschodniej, od Moskwy, przez Warszawę, do Tirany to, co stało się w roku 1989 za sprawš Jana Pawła II i Gorbaczowa, upadek komunizmu, zmiany polityczne, które dokonały się na tak wielkš skalę bez użycia siły – to wszystko było nie do pomyœlenia. A czy nie sšdzi pan, że Michaił Gorbaczow znalazł się wtedy pod œcianš? Sytuacja gospodarcza ZSRR była tak fatalna, że jedno, co mu pozostało, to było zgaszenie œwiatła i zakończenie fatalnego eksperymentu społecznego i politycznego zwanego komunizmem.
Nie stawiam takiej tezy, że Gorbaczow planował doprowadzenie do upadku komunizmu. On raczej miał taki plan, że komunizm będzie reformował, by w takim zreformowanym stanie trwał nadal. Ale, w przeciwieństwie do swoich poprzedników na stanowisku szefa partii i państwa sowieckiego, uważał, że problemów politycznych nie można rozwišzywać siłš. Czy można sobie wyobrazić, że Breżniew, Chruszczow czy Stalin zdecydowaliby się pozostawić państwom satelickim możliwoœć wyboru tego, co ma się u nich dziać? Takie decyzje podjęliby sami. Zasługi Gorbaczowa to na zewnštrz właœnie rezygnacja z użycia siły, a wewnštrz wprowadzenie głasnosti, czyli dopuszczenie do krytyki i wolnej wymiany poglšdów. Po raz pierwszy w dziejach ZSRR szef tego państwa nie tylko zezwolił na krytykę tego, co było tam złe, ale do tej krytyki zachęcał. Byłem tego œwiadkiem w Moskwie, gdy nagle ludzie dosłownie wszędzie zaczęli mówić o tym, co przeżyli w ZSRR, o tym, co przeżyły ich rodziny, o Gułagu. Rozwišzały się usta. Wiosnš 1988 roku w Berlinie Wschodnim odbyła się demonstracja, na której niesiono transparent ze słynnym powiedzeniem Róży Luksemburg: „Wolnoœć jest zawsze wolnoœciš dla myœlšcych inaczej". W tym czasie w Moskwie manifestowano już pod hasłami: „Precz z komunizmem" i „Wolnoœć dla wszystkich". To, jakš rolę odgrywał Gorbaczow, pokazuje też stanowisko, jakie wobec jego polityki zajęli tacy komunistyczni przywódcy jak: Honecker, Ceausescu czy Husak. Nie chcę z Gorbaczowa czynić œwiętego, ale nie mogę odmówić mu zasług, gdyż dopuœcił do tego, na co jego poprzednicy nigdy by się nie zgodzili. Rozumiem pańskie racje, ale przypomina mi się przypisywana  Zoszczence anegdota o Leninie, który lubił jakoby wzišć dziecko na kolana i głaskać je, głaskać... A przecież mógł zastrzelić! Moja teza jest taka: przemiany w Europie Œrodkowej i Wschodniej wywołał papież Jan Paweł II, zachęcajšc narody do zmian, natomiast Michaił Gorbaczow, chcšc nie chcšc, zgodził się na nie. Zezwolił, żeby się dokonały. W pańskiej ksišżce znalazłem ciekawš sugestię, jakoby Gorbaczow, który nigdy przecież nie powiedział, że jest wierzšcy, nie opierał się przed wpływami chrzeœcijaństwa. Nie ma jednak na to dowodów. Nie zaglšdałem do duszy Gorbaczowa; chciałem tylko zbadać, co powodowało nim, że zachowywał się tak, jak się zachowywał. Kardynał Stanisław Dziwisz opowiadał mi, że w trakcie wielu spotkań Jana Pawła II z Gorbaczowem w wielu sprawach, zwłaszcza tych dotyczšcych problemów ogólnoœwiatowych, zgadzali się ze sobš. Gorbaczow okreœlił Jana Pawła II jako największego humanistę ubiegłego wieku, bez którego nie doszłoby do tych zmian, jakie miały miejsce. W sylwetce sowieckiego przywódcy zauważyłem pewne punkty zbieżne z chrzeœcijaństwem, a na pewno można stwierdzić jego żywe zainteresowanie sprawami wiary. A w żaden sposób nie mogę sobie wyobrazić, że Breżniew mógłby mieć na swoim biurku encykliki papieskie i według nich kształtował swojš politykę. W roku 1989 był pan korespondentem telewizji ZDF na całš Europę Wschodniš. Wydarzenia w którym kraju zrobiły na panu największe wrażenie? W tamtym okresie wiele moich ocen było innych niż sš dzisiaj i to oznacza, że również dziennikarze mogš się mylić. Nie zrozumiałem wtedy do końca, jak wielkš wagę miały słowa Jana Pawła II: „Nie lękajcie się! Otwórzcie na oœcież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych, kierunków cywilizacyjnych". Owszem, doceniałem ich znaczenie, ale uważałem za nieco iluzoryczne. Czarno na białym skutki tych słów wypowiedzianych przez papieża w 1978 roku ujrzałem na granicy węgiersko-austriackiej 2 maja 1989 roku, kiedy węgierscy strażnicy graniczni rozcinali zasieki z drutu kolczastego. Odniosłem wówczas wrażenie, że oto nakłuty został wielki balon, z którego zaczyna uchodzić powietrze. Dla œwiata głównym symbolem upadku komunizmu stało się rozebranie muru berlińskiego. Pretensje o ten prymat majš Węgrzy, bo to oni pierwsi otworzyli swojš granicę na Zachód – i nie wdawali się w żadne rozmowy z komunistami, nie zasiadali z nimi przy żadnych okršgłych stołach – no i Polacy, zawsze przypominajšcy rolę strajków w Gdańsku i „Solidarnoœci". Czy, pańskim zdaniem, nie ma w tym pewnej małostkowoœci? Swojš ksišżkę napisałem właœnie po to, by te roszczenia Polaków i Węgrów, a zwłaszcza Polaków, podkreœlić. Bo to Polacy byli pierwsi – w sierpniu 1980 roku. Rozebranie muru berlińskiego finalizowało to, co zaczęło się walkš polskich robotników, „Solidarnoœciš" i działaniami Jana Pawła II. Ale i w pana ksišżce znalazłem znamiennš anegdotę o tym, że Polacy do wywalczenia wolnoœci potrzebowali dziewięć lat, Węgrzy dziewięć miesięcy, Niemcy dziewięć tygodni, a Czesi dziewięć dni. To jest anegdota, niekoniecznie sprawiedliwa. Niemniej Niemcy byli w istocie beneficjentami tego, co stało się w innych krajach, przede wszystkim w Polsce. Rewolucja w NRD zaczęła się od uciekinierów, którzy przy pomocy Węgrów i Polaków opuœcili swój kraj. W NRD wywieszano na zmianę hasła: „My jesteœmy narodem!" i „My tu zostajemy". Oczywiœcie, we wschodnich Niemczech byli wczeœniej opozycjoniœci... Choćby Wolf Biermann... Ale nie było zorganizowanej opozycji. Masowy ruch opozycyjny powstał dopiero wtedy, gdy 100 – 150 tys. ludzi opuœciło NRD. Docenić jednak należy to, co zrobił Koœciół ewangelicki. Były to działania prowadzone w dużo mniejszym wymiarze niż te, które podjšł w Polsce Koœciół katolicki, ale właœnie w koœciołach stworzone zostały warunki do dyskusji. W NRD ludzie nie przychodzili się tam modlić, ale po to, by rozmawiać. Nie ulega też kwestii, że wielu działaczy ewangelickich w NRD czerpało zachętę z „Solidarnoœci", wzorujšc się na niej. Nawiasem mówišc, niezbadanym jeszcze rozdziałem historii jest to powišzanie działalnoœci opozycjonistów w krajach byłego bloku sowieckiego. To, co wiemy, dotyczy kontaktów między Kartš 77, kierowanš przez Vaclava Malego, katolickiego księdza z zakazem sprawowania funkcji kapłańskich, a KOR z Adamem Michnikiem. Kiedyœ ten ostatni przedostał się przez zielonš granicę do Czech, gdzie z działaczami Karty 77 spotkał się w biurze kardynała Frantiszka Tomaszka. Miałem możliwoœć sfilmowania tego wydarzenia; zabrałem materiał do Wiednia, skšd nadałem go po tym, jak dowiedziałem się, że Michnik bezpiecznie wrócił do Warszawy. Czechosłowacka bezpieka podniosła wtedy wielkš wrzawę. Czy, pańskim zdaniem, można w jednym rzędzie ustawić te wielkie postaci Koœcioła, jakimi byli: Stefan Wyszyński, Frantiszek Tomaszek i József Mindszenty. Z pewnoœciš, z tym że kardynał Mindszenty miał ograniczone możliwoœci działania. Uwolnili go z więzienia powstańcy węgierscy w 1956 roku i zaraz potem, po wejœciu Armii Czerwonej do Budapesztu, musiał szukać azylu w ambasadzie amerykańskiej, gdzie przebywał 15 lat, zanim pozwolono mu wyjechać do Wiednia. W posłowiu do „Urbi et Gorbi" konstatuje pan, że koœcioły ewangelickie w Niemczech pustoszejš, chodzi się do nich jak do muzeów. W Polsce sytuacja jest inna, ale też trudno nie zauważyć postępujšcej ateizacji. Czy uważa pan, że jest to proces nieunikniony? Zacznę od tego, że polityka SED jeœli chodzi o dechrystianizację była niezwykle skuteczna. Koœciół ewangelicki na ziemiach byłej NRD musiał znieœć dwie następujšce po sobie dyktatury: narodowosocjalistycznš i komunistycznš. W okresie NRD-owskim wierni przeżyli trzy wielkie kampanie majšce na celu odstšpienie ludnoœci od Koœcioła. Oczywiœcie, niektórzy zachowali wiarę, ale poddani zostali ogromnej presji: nie mogli awansować zawodowo, ich dzieciom zamknięto dostęp do szkół różnego szczebla. Przy tym w Koœciele też była grupa księży, która usilnie próbowała się ułożyć, dogadać z reżimem. To wszystko musiało pozostawić œlady, dlatego nie zgodziłem się ze słowami prezydenta Niemiec Richarda von Weizsackera, który po zjednoczeniu powiedział, że Niemcy stały się większe i bardziej protestanckie. Nie, stały się większe i bardziej ateistyczne. Doœć powiedzieć, że we wschodnich landach zachował się NRD-owski rytuał wejœcia młodych ludzi w dorosłoœć, tzw. Jugendweihe. Został odpolityczniony, nacisk kładzie się na rozrywkę, ale jest dalej. W Niemczech Zachodnich podobnie jak w innych państwach europejskich postępuje zaœ sekularyzacja, która dotyka w różnym stopniu. Polskę także.

Joachim Jauer

(ur. 1940), długoletni korespondent ZDF w Niemieckiej Republice Demokratycznej, korespondent specjalny w Europie Œrodkowej i Wschodniej w końcu lat 80., prezenter programu „Kennzeichen D". Laureat nagrody Gustawa Heinemanna za zasługi na rzecz wolnoœci i sprawiedliwoœci i medalu Karla von Ossietzky'ego za wkład w urzeczywistnienie praw człowieka. Jego ksišżka „Urbi et Gorbi. Jak chrzeœcijanie wpłynęli na obalenie reżimu komunistycznego w Europie Wschodniej" w przekładzie Beaty Motyl ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Akcent.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL