Dzieło Jana Matejki igłą wymalowane

aktualizacja: 14.03.2011, 00:36
Haftowaną „Bitwę pod Grunwaldem” można teraz oglądać  w szkole w Marku...
Haftowaną „Bitwę pod Grunwaldem” można teraz oglądać w szkole w Markuszowie na Lubelszczyźnie
Foto: Fotorzepa, Bartłomiej Żurawski Bartłomiej Żurawski

Największa na świecie haftowana „Bitwa pod Grunwaldem” jeździ po kraju

 
Prawie 8 mln wyhaftowanych krzyżyków na 40 mkw., ponad 150 km nici i ciężka praca 35 hafciarzy przez dwa lata. To wszystko dało niespotykany efekt – największą na świecie wyhaftowaną replikę słynnego obrazu Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem", którą od wczoraj można obejrzeć w podlubelskim Markuszowie.
– Obraz jest niesamowity – nie ukrywa zachwytu Jolanta Grygiel, dyrektor Szkoły Podstawowej w Markuszowie, w której do piątku będzie wystawione dzieło.
Pod wrażeniem jest też wójt Andrzej Rozwałka: – Że też z tej igiełki i nitki można stworzyć wielkie dzieło.
– Ileż to pracy i wytrwałości trzeba było! To chyba trudniejsze od oryginału, bo Matejko malował, a tu trzeba było dziubać i dziubać przez tyle czasu – podziwia Krystyna Nakonieczna z niedalekiego Borysowa.

Znaleźli się zapaleńcy

Pomysł wyszycia „Bitwy pod Grunwaldem" zrodził się w 2008 r. w domu Janiny Panek z Działoszyna (woj. łódzkie). – Zbliżało się 600-lecie bitwy pod Grunwaldem, a obraz Matejki czekała renowacja. Pomyśleliśmy, że stworzenie takiego haftu pozwoliłoby pokazywać „Bitwę" w całej Polsce, nawet w najmniejszych miejscowościach, takich jak teraz Markuszów– wspomina Janina Panek.
Jej syn poprosił Grzegorza Żochowskiego, informatyka z Białegostoku, o wykonanie wzoru. – To było wielkie wyzwanie, bo nikt na świecie nie podjął się czegoś takiego – wspomina Żochowski, który jeszcze kilka lat temu nie miał zielonego pojęcia o hafcie krzyżykowym. Zaczął się nim interesować przez przypadek. – Znajoma poprosiła mnie o stworzenie programu komputerowego – opowiada. – Wkrótce po wykonaniu tej prośby znalazłem się na bezrobociu. Na szczęście okazało się, że zainteresowanie moim programem wśród hafciarzy hobbystów jest ogromne. Dziś dzięki temu utrzymuje się moja firma.
Do stworzenia wzoru Żochowski potrzebował doskonałej jakości cyfrowej reprodukcji „Bitwy". Kiedy udało się ją kupić, pojawiło się kolejne wyzwanie: skompletować zespół do haftowania. – Sami niczego byśmy nie zrobili. Potrzebowaliśmy zapaleńców, którzy podejmą się stworzenia dzieła niezapomnianego – przyznaje Janina Panek.

Wszystko dla „Bitwy"

W ten sposób do grupy dołączyła pochodząca z gminy Markuszów Monika Derecka. – Znalazłam ogłoszenie na forum dla fanów hafciarstwa i wysłałam zgłoszenie, ale ktoś mnie ubiegł – opowiada Derecka. Po tygodniu na forum znów pojawił się anons. – Tym razem się udało. Ale choć byłam w zespole, nie docierało do mnie, jak monumentalne dzieło tworzymy – przyznaje hafciarka, która przy pomocy męża wykonała dwie z 40 części obrazu. – Musiałam na to poświęcić od dziesięciu do 12 godzin dziennie przez pół roku. Zrezygnowałam ze wszelkich rozrywek. Skończyły się dłuższe spacery, spotkania ze znajomymi. Wszystko zostało podporządkowane „Bitwie" – wspomina Derecka. O pielęgnowanej od kilkunastu lat pasji mówi skromnie: – Haftuję, bo lubię. Każdy ma jakiegoś bzika.
Ostatni krzyżyk wykonał Adam Panek w sierpniu ubiegłego roku. Miesiąc później w Dobryszycach (województwo łódzkie) odbyła się pierwsza publiczna prezentacja obrazu. – Ludzie się autentycznie wzruszali – mówi Żochowski.
Od tamtej pory obraz podróżuje po kraju. W piątek po południu przyjechał do Markuszowa. Samo rozłożenie ważącego ponad 200 kg dzieła okazało się kilkugodzinną skomplikowaną procedurą z udziałem kilkunastu osób.
– Skonsolidowaliśmy siły wszystkich instytucji samorządowych i organizacji pozarządowych, zaangażowane były też koła gospodyń wiejskich – mówi Andrzej Rozwałka. – Niemal bez przerwy dzwonią kolejne grupy zainteresowane obejrzeniem wyhaftowanej bitwy – nie ukrywa satysfakcji wójt Markuszowa. I dodaje z dumą: – Ten obraz rozbudził patriotyzm w regionie.
Wyhaftowana „Bitwa pod Grunwaldem" będzie prezentowana m.in. w Muzeum Narodowym w Krakowie, a także w Brukseli i Berlinie.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.niespial@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE