Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Kolekcje

Polski rynek bibliofilski. Aukcje i oferta antykwariatów

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
W polskich serialach w prywatnych wnętrzach raczej nie widać ksišżek. Zachęcanie do kolekcjonowania ksišżek wymaga wieloletniej pracy - mówi Paweł Podniesiński, bibliofil
Rz: W rankingu ubiegłorocznych œwiatowych rekordów cenowych na rynku bibliofilskim na drugim miejscu jest dwukartkowy maszynopis instrukcji z 1891 r., jak grać w koszykówkę. Sprzedany został w Sotheby's za 4,3 mln dolarów. W tym samym roku rekord na polskim rynku wyniósł 280 tys. zł. Antykwariat Wu-eL sprzedał zbiór rękopisów romantycznych wieszczów. Co nam daje porównywanie się ze œwiatem? Paweł Podniesiński: Ubiegłoroczne obroty na polskich aukcjach bibliofilskich wyniosły ok. 9,3 mln. zł. Warto pokazywać cenowe rekordy w œwiecie. Dowodzš one, że sš kolekcjonerzy lub inwestorzy gotowi dużo płacić za unikaty. Nie wiemy, kto kupił dokument o grze w koszykówkę, może fundusz inwestycyjny lub bank? Jeœli zakupu dokonał prywatny kolekcjoner, to jest to przykład stylu życia ludzi naprawdę bogatych. W zamożnych krajach kolekcja białych kruków potwierdza sukces życiowy i zawodowy kolekcjonera. Najdroższa pozycja w ubiegłorocznym międzynarodowym rankingu cen to ilustrowana ksišżka z XIX w. „Ptaki Ameryki" Johna J. Audoubona. Kupiono jš za ponad 11 mln dolarów. W 2000 roku tytuł ten sprzedano za ok. 8 mln dolarów – to pokazuje inwestycyjnš wartoœć rzadkich druków. Czy jest w Polsce prywatny kapitał pozwalajšcy na kupowanie białych kruków w takich cenach?
W 2009 r. obroty na krajowych aukcjach bibliofilskich były o 14 proc. wyższe niż w 2008 r. Natomiast w 2010 r. były o ok. 0,5 proc. niższe niż rok wczeœniej. Jaka jest kondycja naszego rynku? Nie ma kryzysu na rynku bibliofilskim. Nadal jest duża korzystna różnica w wysokoœci obrotów w latach 2010 i 2008. Niższe obroty w minionym roku to prawdopodobnie skutek mniejszej podaży. W 2010 roku zorganizowano o jednš aukcję mniej. Antykwariat Wu-eL zwykle organizował dwie aukcje, w zeszłym roku zrezygnował z jednej. Gdyby nie to, rynek bibliofilski byłby na lekkim plusie, ponieważ antykwariat ten odnotowywał ok. 300 – 400 tys. zł obrotów. Przykład ten pokazuje, jak niewielki jest rynek. Wystarczy sprzedaż kilku pozycji w cenie powyżej 100 tys. zł, aby roczny wynik wszystkich firm był inny. W ubiegłym roku sprzedano szeœć takich pozycji. W sumie na aukcjach sprzedaje się ok. 9 – 10 tys. obiektów rocznie, gdy wystawionych jest ok. 15 – 16 tys. Od lat obserwuje pan przebieg krajowych aukcji bibliofilskich jako kolekcjoner i jako badacz rynku. Sš jakieœ pozytywne zmiany? Od mniej więcej pięciu – szeœciu lat na aukcjach bibliofilskich wyraŸnie widać nowš grupę młodych kolekcjonerów. Majš zdecydowanie większe możliwoœci finansowe niż bibliofile starszego pokolenia w latach 90. Dokonujš zakupów raczej z powodów inwestycyjnych. Ubiegłoroczny raport KPMG stwierdza, że mamy w kraju ok. 600 tys. osób z dochodami powyżej 7 tys. zł miesięcznie. Tę grupę stać na swobodne kupowanie przedmiotów luksusowych, w tym dzieł sztuki lub białych kruków. Kupowanie białych kruków zależy nie tylko od wysokoœci konta w banku, ale także od stylu życia, od wzorów rodzinnych. Tydzień temu Biblioteka Narodowa ogłosiła wyniki badań czytelnictwa. Okazuje się, że zdecydowanie mniej czytamy niż w krajach Europy, z którymi chętnie się porównujemy. Niski poziom czytelnictwa cechuje osoby wykształcone, a więc potencjalnych klientów antykwariatów. To zjawisko niespotykane na œwiecie. Może brak u nas pozytywnych wzorów w życiu publicznym? W USA prezydenci fundujš biblioteki lub choćby fotografujš się na tle księgozbiorów. W zachodnich filmach widzimy zamożne prywatne wnętrza z wielkimi księgozbiorami. W polskich serialach w prywatnych wnętrzach raczej nie widać ksišżek. Zachęcanie do kolekcjonowania ksišżek wymaga wieloletniej pracy. Na czym polega fenomen warszawskiego antykwariatu Lamus, który od lat jest liderem rynku? W 2010 r. odnotował wzrost obrotów. Udział tej firmy w obrotach na rynku wzrósł do ponad 50 proc. Lamus oferuje najrzadsze i najdroższe pozycje w najwyższych cenach. Firma jako pierwsza zaczęła zamieszczać w katalogach aukcyjnych wyczerpujšce opisy oferowanych ksišżek. One zachęcały do zbierania. Lamus aktywnie szukał nowych klientów. Przed laty z rynku dochodziły informacje, że katalogi dla zachęty wysyłano także do zamożnych osób spoza œrodowiska kolekcjonerów ksišżek. To była inwestycja, która teraz procentuje. Na ostatniej aukcji Lamusa np. zbiór widoków Zarzecza Magdaleny Morskiej osišgnšł cenę 150 tys. zł przy cenie wywoławczej 30 tys. zł. Tak ostre licytowanie wymaga swobody finansowej. Egzemplarz był w doskonałym stanie. To pokazuje, że na naszym rynku o wysokoœci ceny decydujš te same kryteria co na dojrzałych zachodnich rynkach. Nasz rynek rozwija się na wzór zachodniego. 450 euro kosztował list napisany przez syna Napoleona i Marii Walewskiej Wystarczy, żeby Polacy się bogacili. W 2003 roku Lamus sprzedał ten tytuł za 13 tys. zł (wyw. 8 tys. zł). Z rozmów z antykwariuszami wynika, że przed kryzysem, przed 2008 r., biblioteki kupowały mniej więcej jednš trzeciš oferty. Ksišżki te nigdy nie wrócš na rynek. Dla prywatnych kolekcjonerów to katastrofa. Tym większa, że u nas kupowane sš głównie lub wyłšcznie polonika, których może zabraknšć. Prywatnych kolekcjonerów ucieszył fakt, że biblioteki publiczne lub muzea wycofały się z krajowego rynku. Na międzynarodowym rynku nadal pojawia się dużo poloników, ponieważ doœć często drukowane były na œwiecie. W XVI – XVII wiele poloników wydrukowano w języku łacińskim, który wówczas był językiem międzynarodowym. Rękopis „Kroniki" Marcina z Opawy w ubiegłym roku został sprzedany w Londynie za ponad 34 tys. funtów. Za 450 euro można było kupić list syna Napoleona i Marii Walewskiej. „Gniazdo cnoty" Bartosza Paprockiego z 1578 sprzedano za 18 tys. dolarów. Można mnożyć podobne przykłady Co poczštkujšcy bibliofil może kupić względnie tanio? Powojenne wydania ilustrowane przez wielkich artystów nadal sš w cenie 100 – 200 zł. Nawet jeœli miały nakład 10 tys. egzemplarzy, to w idealnym stanie zachowało się ich niewiele. Powojenne wydania z odręcznymi wpisami autorów nadal sš niedoszacowane. W Polsce na sprzedajšcych i kupujšcych białe kruki czyhajš niespodzianki. Po drugiej wojnie w wyniku zmiany ustroju oraz zmiany granic zostały rozproszone liczne zbiory prywatne oraz księgozbiory publiczne. Do handlu trafiajš ksišżki, do których zgłaszajš roszczenia byli właœciciele. W zeszłym roku za 120 tys. zł w stołecznym antykwariacie Lamus sprzedano dzieło astronomiczne Jana Heveliusza „Machinae coelestis". Dwa lata wczeœniej egzemplarz ten wycofano z aukcji. Zgłosiła do niego roszczenia biblioteka w Elblšgu, która jest spadkobierczyniš przedwojennej biblioteki w tym mieœcie. Problem prawny wyjaœniono i ksišżka wróciła na rynek. Ile pozycji liczy pana biblioteka kolekcjonera i badacza rynku? Zgromadziłem przede wszystkim bibliografie i dzieła z historii ksišżki. Ten podstawowy zbiór liczy ok. 600 pozycji. Mam też ok. 800 katalogów aukcyjnych polskich i zagranicznych, najstarsze z nich pochodzš z XIX stulecia. Mam katalogi ofertowe. To jest warsztat pracy kolekcjonera i historyka rynku ksišżki. CV Paweł Podniesiński jest doktorantem na UW, prowadzi badania na temat księgarstwa antykwarycznego w Polsce. Obronił pracę magisterskš o cennikach i metodach wyceny starych ksišżek na œwiecie. Rzeczoznawca rynku antykwarycznego Stowarzyszenia Księgarzy Polskich. Prowadzi firmę zajmujšcš się poszukiwaniem białych kruków na œwiecie na zamówienie bibliotek lub kolekcjonerów (www.portolan.pl).
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL