Weekend rp.pl
Leniwa randka z Mięćmierzem
Mięćmierz to raptem kilka chałup, studnia i wiatrak. I niezmącony spokój. Nie bez powodu artyści uciekają tu w poszukiwaniu weny
W Kazimierzu Dolnym, jak co weekend w sezonie od kwietnia do września, tłok. Samochody – głównie na rejestracjach warszawskich i lubelskich – suną jeden za drugim w stronę kolejnych parkingów. Szybki spacer po rynku i nadwiślańskim bulwarze daje nam do zrozumienia, że szczęścia w tej metropolii nie znajdziemy. Trzeba uciekać – najlepiej do Mięćmierza.
Mięćmierz nie jest ani wsią, ani miasteczkiem. To właściwie integralna część Kazimierza. Jednak ani przez moment nie czuć tu miejskiego zgiełku, gwaru, zamieszania. Zresztą nie jest tu nawet łatwo trafić. Można na piechotę, idąc na południe kilka kilometrów wzdłuż Wisły. Można też samochodem, mijając centrum Kazimierza skręcając w prawo tuż przy hotelu w ulicę Słoneczną. Najważniejsze, by kierować się na górę Albrechtówkę – Mięćmierz, dawna osada flisacka znajduje się zaraz za nią.
Polna droga wiedzie przez łąki i lasek. Jest nierówna – auto wolno sunie po wertepach. Trudno uwierzyć, że rzut beretem stąd parkingowi pobierają opłaty za postój! Tu pojazd można by śmiało zostawić na środku drogi i raczej nikomu by nie przeszkadzał.
Jest niedzielne popołudnie, słońce w doskonałej formie wynagradza mokre miesiące lata. Nic, tylko uciekać za miasto. Tymczasem w Mięćmierzu raz, dwa, trzy, cztery... nie więcej niż siedem samochodów, włączając w to nasz. Grzecznie stoją jeden obok drugiego na zaimprowizowanym parkingu przy gospodzie. My zaparkujemy przy studni, a właściwie przy wiejskiej Galerii Na Płocie regularnie prezentującej prace głównie warszawskich artystów. Lokal łączy funkcje kulturalne z usługowymi – kto chętny, by Mięćmierz poznać z perspektywy mieszkańca, może zostać tu kilka dni. Nocleg tani nie jest, ale w końcu w dzisiejszym świecie cisza jest w cenie. A jest jej tu co niemiara, z czego chętnie korzystają artyści, szukając azylu i weny.
Nikt nie wie, czy Męcimir naprawdę miłował mącić, dręczyć, gnębić czy, jak wskazuje na to jego imię, nieustannie zakłócać spokój. Tak naprawdę nie wiadomo nawet, kim był i czy nazwa osady wzięła się właśnie od jego imienia. Jedno jest pewne – jeśli żył, miał tu zapewne wiele do roboty.
On tak, my nie do końca – ale przecież o to właśnie chodzi. Co można robić w Mięćmierzu? Można liznąć sztuki – to już wiemy. Można dobrze zjeść w tutejszej gospodzie i popić kawą lub zimnym piwem. Ale uwaga – spieszmy się, po południu może zabraknąć pierogów.
Można obejrzeć wiatrak – doskonale widać go z Albrechtówki. Trafił tu z Bałtowa nieopodal Puław. Nie on jeden jest zresztą z importu – Mięćmierz ma charakter skansenu, a wiele z tutejszych domów przeniesiono z innych miejscowości. Tam, groziło by im unicestwienie. Tu pasują jeden do drugiego, razem tworząc malowniczą wioskę wyrwaną poprzednim wiekom.
Można pójść na spacer w dowolną z czterech stron świata. Cztery polne drogi spotykają się przy osłoniętej gontem studni i krzyżowo rozchodzą we różnych kierunkach.
Można wreszcie plażować – zresztą jeśli wybierzemy niewłaściwą drogę do naszego spaceru, to nawet choćbyśmy nie chcieli, na plaży skończymy. A tam piasek i rzeka.
Wisła na wysokości Kazimierza jest szeroka i majestatyczna. Ma wiele ciekawych zakoli, zagłębień i kamienistych tam. I jest mocno eksploatowana, a ruch motorówek i statków turystycznych zagraża tutejszemu środowisku. Między innymi właśnie dlatego w 1991 roku w okolicy powstał rezerwat przyrody Krowia Wyspa o powierzchni ponad 62 hektarów. Nazwa może być trochę myląca – bo nie o trzodę tu chodzi, a o ptaki i ochronę ich miejsc lęgowych. Owszem, kiedyś wypasały się tu krowy, bo trawy miały pod dostatkiem. Dziś wyspą rządzą jednak ptaki. Spotkać tu można głównie ptaki wodne i błotne, takie jak: bataliona, rycyka, kulona, ostrygojada, brzegówkę, czajkę, pliszkę żółtą, cyrankę, cyraneczkę, brodźca piskliwego, brodźca krwawodziobego, siweczkę rzeczną, siweczkę obrożną, płaskonosa, cztery gatunki mew, rybitwę zwyczajną, rybitwę białoczelną. Pomiędzy nimi od czasu do czasu widać samotnego wędkarza. To zasługa bogatych łowisk, które dodatkowo urozmaica rzeczka Chodelka kończąca swój bieg na wysokości Krowiej Wyspy.















