REKLAMA

Arktyka i Antarktyda

Grenlandia od świtu do świtu

Magdalena Kozmana 22-05-2008, ostatnia aktualizacja 22-05-2008 06:36
źródło: Rzeczpospolita
źródło: Rzeczpospolita
źródło: Rzeczpospolita

Początek lata, a my, opatuleni w grube kombinezony, podziwiamy góry lodowe na Morzu Grenlandzkim

Na niewielkim cyplu na południe od kręgu polarnego,nad fiordem Sermilik, urządziliśmy sobie piknik. Eskimoski przewodnik Dines Mikaelsen częstuje nas gotowanym mięsem niedźwiedzia polarnego , suszonym wieloryba i solidnymi porcjami skóry narwala. – Tego niedźwiedzia upolował mój ojciec na północy Grenlandii, to prawdziwy przysmak – zachwala.

Najbardziej smakuje nam jednak świeżo wędzony halibut, zajadam się też skórą narwala, która maczana w sojowym sosie przypomina smakiem sushi z bardzo tłustej ryby.

Lodowe góry i telefony komórkowe

Siedzimy w starej osadzie eskimoskiej, Dines nazywa to miejsce Ajangi Dpa. Dwa wieki temu mieszkała tu rodzina Inuitów (Eskimosów), ale po ich domu została tylko niewielka niecka służąca nam teraz za miejsce pikniku. O dalekiej przeszłości przypomina kamienny grobowiec na drugim końcu cypla. Nikt nie zakłóca spokoju tego miejsca, na horyzoncie nie widać nawet ptaków. W ostrym lipcowym słońcu lśnią majestatyczne szczyty lodowych gór, czasem tylko po morzu przetacza się głuchy grzmot. To pęka góra, a wtedy fale mocniej uderzają o brzeg naszego cypla.

Długi na 100 km fiord Sermilik oddziela wyspę Ammassalik od stałego lądu Grenlandii Wschodniej. Ta część kraju, choć oddalona zaledwie o dwie godziny lotu od Rejkiawiku, pozostaje dziewiczym terenem omijanym przez masową turystykę i koncerny przemysłowe. Wybrzeże liczące 2,6 tys. km zamieszkuje zaledwie 3,5 tys. ludzi, z tego dwie trzecie żyje w mieście Tasiilaq – stolicy regionu Ammassalik.

Region ten był nieznany praktycznie do końca XIX stulecia. Z powodu trudnego dostępu do wybrzeża duńska kolonizacja rozpoczęła się na wschodzie Grenlandii znacznie później niż na zachodzie. Tutejsi Eskimosi zajmują się jak dawniej rzemiosłem i polowaniami. Ale od Duńczyków przejęli już sposób ubierania, maniery i najnowsze urządzenia – telefony komórkowe, terenowe samochody i motorówki z GPS.

Polowanie na foki

Nasz przewodnik Dines bardzo dobrze mówi po angielsku, często oprowadza turystów po regionie Ammassalik. Tego ranka wyruszyliśmy z nim i jego pomocnikiem, 16-letnim Miki z miasta Tasiilaq, na polowanie na foki. W ich małej motorówce znalazło się miejsce dla czterech osób – Johna, Brendana, Aluna i dla mnie.

Moi towarzysze zbierają dla Europejskiej Agencji Środowiska materiały o ociepleniu klimatu. W Grenlandii Wschodniej są już trzeci raz. Co roku powracają na wyspę podnieceni możliwością przeżycia nowych przygód. – To jak wyprawa na Dziki Zachód – mówi Amerykanin John.

Polowanie na foki okazało się znacznie trudniejsze, niż sądziliśmy. Przez cały ranek nie zobaczyliśmy ani jednej. Miki często pokazywał czarne punkty na horyzoncie, ale najczęściej foka zdążyła się skryć w wodzie, zanim się zbliżyliśmy.

Dopiero po południu dopisało nam szczęście. Na dużym kawałku kry Miki wypatrzył małą foczkę. Nasza łódź sunęła powoli w jej stronę, sama podobna do dryfującego po morzu kawałka lodu. Przyczailiśmy się na dnie motorówki i tylko Dines patrzył przed siebie, kurczowo trzymając sztucer. Wyczekiwał, aż podpłyniemy do celu na odległość strzału. Potrzebował ich aż trzech, zanim głowa zwierzęcia opadła bez życia na śnieg.

Miki zwinnie wyskoczył z łódki i szybko znalazł się przy martwej nerpie. To najmniejszy gatunek fok zamieszkujących Morze Grenlandzkie, łatwo je poznać po ciemnych obręczach na szarym grzbiecie. Chłopiec delikatnie przesunął dłonią po brzuchu foki, sprawdzając, czy rzeczywiście nie bije jej już serce. Na jego twarzy można było odczytać wzruszenie i dumę. Myśliwi w milczeniu wciągnęli upolowaną fokę na pokład łodzi. – Na dziś koniec. Wracamy, tamtej drugiej daruję życie – obwieścił, wskazując głową na majaczący w morzu kształt.

W piłkę grają chłopcy i dziewczęta

Rocznie w Grenlandii Wschodniej w czasie polowań ginie 10 tys. fok, jednak Eskimosi nigdy nie polują na zwierzęta dla rozrywki. Focze mięso od wieków stanowi podstawę tutejszej kuchni, a skóry są wykorzystywane do produkcji okryć, czapek i toreb. To, czego człowiek nie może wykorzystać, oddaje psom ciągnącym zaprzęgi.

Poprzednia
1 2 3 4
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Dziki Zachód z pingwinami

Koniec świętego spokoju na Antarktydzie. Coraz więcej turystów chce zdobywać biegun a w powietrzu wisi konflikt o ogromne złoża ropy >>