Maroko
Powrót do przeszłości
Maroko. Konia z rzędem temu, kto wszedłszy w labirynt uliczek medyny, wyjdzie z niej tą samą bramą. Ale w średniowiecznej części Fezu najlepsze, co można zrobić, to się zgubić
W zasadzie zamiast o koniu, lepiej byłoby wspomnieć o mule, bo to ciągle, jak przed wiekami, najlepszy środek transportu w najstarszej dzielnicy Fezu, zwanej el Bali. Nic innego nie jest w stanie wjechać z towarem między uliczki, których ściany dzieli nieraz mniej niż metr. Każdego dnia pracuje tu prawie półtora tysiąca mułów i osłów. Przenoszą na swoich grzbietach skóry, tkaniny, naczynia, chleby, a czasem piramidy skrzynek z wodą i colą. Za nimi podążają właściciele, po uliczkach kręcą się handlarze, mieszkańcy oraz grupki nieco zlęknionych turystów, na których spieszący się w interesach miejscowi co rusz pokrzykują: „Balek, balek!", czyli „z drogi!".
Bo medyna – czyli arabska starówka – w Fezie to nie jest wyłączona z życia dzielnica, pielęgnowana na potrzeby turystów. To otoczone murami, ciasne, kipiące życiem miasto w mieście, jakby żywcem przeniesione ze średniowiecza. To istniejący od ponad tysiąca lat ogromny warsztat, w którym od świtu do zmierzchu pracuje ponad 35 tys. rzemieślników.
Miętowa herbata
Można doń wejść przez jedną z kilku bram, np. słynną Bou Jeloud, a potem dać się ponieść ludzkiemu nurtowi. Będą na nas patrzeć zaciekawione oczy dzieci i mężczyzn, sączących mocno posłodzoną herbatę z miętą, narodowy napój marokański. Ale przede wszystkim będziemy nieustannie zachęcani, namawiani i nagabywani do zrobienia zakupów w każdym z tysięcy stoisk kryjącego się w uliczkach medyny wielkiego bazaru. Trzeba albo oddać się szałowi zakupów, co z przyjemnością czyni wielu przybyszy z Europy, albo nauczyć się odmawiać w uprzejmy, acz zdecydowany sposób.
To trudna sztuka, bo jest na czym oko zawiesić – stoiska tekstylne mienią się różnokolorowymi wzorami chust i dżelab (tradycyjnych strojów wierzchnich dla obu płci), półki połyskują kolorowymi bamboszami w wersji damskiej i męskiej, ze stoisk z lokalnymi kosmetykami unosi się zapach olejku pomarańczowego, arganowego i piżma. Handlujący przyprawami natychmiast budzą zainteresowanie każdego, kto spędził choćby kilka godzin w kuchni. Do tego dochodzą stoiska z ceramiką, z której słynie Fez.
Króluje tażin, czyli tradycyjne arabskie naczynie z pokrywą w kształcie stożka, służące do pieczenia mięs na rozżarzonym węglu, występujące na bazarach w wersji użytkowej, ale coraz częściej w formie ozdobnych miniatur dla turystów.
Tażin to także nazwa potrawy z mięsa lub warzyw przygotowanej w tym naczyniu, która jest tym dla Marokańczyków, czym schabowy dla Polaków. Można jej spróbować w większości stoisk gastronomicznych rozlokowanych w medynie.
Mieszanka zapachów
Intensywność zapachów to nieodłączny składnik marokańskiej (i w ogóle arabskiej) rzeczywistości. Przez wąskie uliczki medyny (jest ich w el Bali – uwaga – dziewięć tysięcy) zapach poprowadzić nas może do małej piekarni, gdzie w tradycyjnym piecu wyrabia się chleby, na targ rybny (silne wrażenia gwarantowane) lub owocowy, gdzie odurzają dojrzałe melony.
Po zapachu możemy też trafić do słynnych garbarni, gdzie skóry poddaje się obróbce w sposób, w jaki robiło się to w czasach, kiedy Polska była rządzona przez Piastów. Mniej więcej w centrum medyny znajdują się słynne garbarnie Chouwara (Szawara). Trudno je dostrzec z poziomu ulicy, bo wciśnięte są między domy, dlatego najlepiej spojrzeć na nie z góry, z jednego z otaczających garbarnię sklepów z gotowymi wyrobami skórzanymi. Już okoliczni sprzedawcy postarają się, byśmy do nich trafili.
Garbarnia Szawara wygląda z lotu ptaka jak gigantyczna paleta malarza. Bosostopi robotnicy balansują na krawędziach kadzi z barwnikami, taplając w nich płaty skór, a następnie suszą je na słońcu.
Jak przed wiekami kolory uzyskuje się tu z naturalnych substancji: pomarańczowy to henna, niebieski – indygo, zielony z mięty, a żółty, najdroższy, z szafranu. Liście mięty pełnią też w garbarniach inną funkcję – podsuwa się je pod nos turystom, których zwala z nóg unoszący się nad garbarnią silny zapach amoniaku, stosowanego do usuwania włosów ze skór.
Życiowa konieczność















