REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże » Świat » Azja

Azja

Orientalna orgia smaków

Anna Bugajska 25-08-2011, ostatnia aktualizacja 25-08-2011 23:31
Kompleks  Marina Bay Sands: liczący 57 pięter hotel, najdroższe kasyno świata  i muzeum sztuki
autor: Anna Bugajska
źródło: Fotorzepa
Kompleks Marina Bay Sands: liczący 57 pięter hotel, najdroższe kasyno świata i muzeum sztuki
źródło: Rzeczpospolita

Mieszkańcy Singapuru jedzenie kochają nade wszystko. Jeśli akurat nie jedzą, to planują następny posiłek

Po wyjściu z samolotu natychmiast jestem mokra. Temperatura: 37 st. C, wilgotność: 96 proc. Z kolei w autobusie, który wiezie nas do hotelu, jest 18 st. C, więc marznę na kość. I tak już będzie – lepki upał w plenerze, zabójczy chłód we wnętrzach. Singapurczykom wyraźnie nie przeszkadza ta amplituda równie odczuwalna, jak miejscowe rozporządzenia w kwestii czystości.

Prawo "higieniczne", zakazujące m.in. śmiecenia i żucia gumy, musi tu być egzekwowane restrykcyjnie, bowiem czystość Singapuru zdumiewa. O ile można się jej spodziewać w dobrych hotelach, o tyle zaskakuje na ulicach i na bazarach.

Ulica pod dachem

Kiedyś wielu wyspiarzy żywiło się w ulicznych budkach, ale urzędnicy uznali, że prymitywne kioski nie spełniają wymogów sanitarnych. Przeniesiono więc je do tzw. hawker centers – zadaszonych centrów z ulicznym jedzeniem, zapewniających dostęp do bieżącej wody.

Hawker centers niemal przez całą dobę pełne są amatorów tradycyjnych potraw z makaronu i ryżu oraz mięs i ryb. Solidne porcje kosztują tam 3 – 4 dolary singapurskie (ok. 7 – 10 zł). Spotykają się tam wszyscy: robotnicy, studenci, eleganccy finansiści. – W Singapurze zawsze chodzi o jedzenie – mówi Wee Tee Wong, tryskająca humorem przewodniczka. – U mnie podłoga w kuchni jest czysta jak stół, bo nie gotuję w domu. Po co, kiedy mam taki wybór w mieście?

Jedzenie w Singapurze to też murowany temat rozmów: na spotkaniach towarzyskich, w pracy, w windzie z sąsiadami. Jak pogoda w Anglii. – Kiedy kończymy śniadanie, już myślimy o tym, co zjemy wieczorem – śmieje się Alicia Lee z Singapore Tourist Board.

Spotykamy się, a jakże, przy kolacji. Tym razem – w Imperial Herbal, cenionej chińskiej restauracji, w hałaśliwym centrum handlowym. Reputacja lokalu to zasługa nie tylko jedzenia, ale i porad, jakich udziela tam lekarz tradycyjnej chińskiej medycyny. Pomarszczony i chudy jak patyk specjalista w znoszonym czarnym garniturze podchodzi do każdego stolika i kładzie na nim na chwilę suszony wołowy ogon i pudełko suszonych mrówek. Pierwsze ma zapewniać męską potencję, drugie – dodaje wigoru i gwarantuje długą młodość. Medyk doradza, co powinniśmy zamówić, przyglądając się naszym twarzom i tęczówkom. Zarzuca nas masą pytań w singlish – chińskim angielskim: języku, z którego Singapurczycy (a 77 proc. z nich to Chińczycy) są niezmiernie dumni.

Kiedy jedzenie wjeżdża na obrotową tacę na stole, okazuje się, że starczyłoby go przynajmniej na kilka posiłków. Na początek oczyszczający krew niby-suflet z białka jajka kurzego, potem wzmacniający rosół, następnie potrawa z ogórków morskich (galaretowatych strzykw) i kilku rodzajów grzybów, które jak żywe wymykają się nam spomiędzy pałeczek. Później duszone płetwy rekinów i talerz gotowanych na parze warzyw... i tak bez końca.

Nie znaczy to jednak, że Alicia i inni mieszkańcy państwa-miasta poprzestają na kuchni związanej z własną kulturą. – Spontanicznie decydujemy, gdzie będziemy jedli – tłumaczy młoda mężatka. – Jednego wieczoru mamy apetyt na coś chińskiego, drugiego na specjały indyjskie, a kolejnego – na malajskie. Kuchnia to spoiwo naszego wielonarodowościowego społeczeństwa.

Jeśli to rzeczywiście kuchnia spaja kultury Singapuru, jest to nadzwyczaj skuteczny łącznik. Dowód? South Bridge Road, ulica w Chinatown, gdzie niedaleko siebie stoją świątynie buddyjska, hinduistyczna i meczet.

Kolejnego wieczoru trafiamy do restauracji Banana Leaf w Małych Indiach, jak miejscowi nazywają tę dzielnicę. Tłumy tu także nieprzebrane, nie stoimy w długiej kolejce tylko dzięki obrotności Wee Tee. Dostajemy stół na piętrze, obok grupy młodych ludzi różnych ras, którzy świętują przy dzbanach singapurskiego piwa Tiger.

Kelnerki w sari podają dania, które jemy z liści bananowca. Lądują na nich kolejne potrawy z mis i półmisków: piekielnie ostry kurczak vindaloo, wieprzowina tandoori, ryby gotowane wraz z głowami w korzennym sosie. Do napojów dostajemy oszronione szklanki, choć przy tak rozszalałej klimatyzacji trunki nie mają szans się ogrzać, nim je wypijemy.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

"Dogodne podróżowanie" - priorytet Chińczków

Jak podał chiński Państwowy Urząd Turystyki, w 2011 r. wartość inwestycji związanych z rozwojem turystyki w tym kraju wyniosła 423 mld dolarów >>