Piłka nożna
Mistrzostwa świata w zaciskaniu pasa
W najbliższych latach kluby piłkarskie czeka rywalizacja, do której nie były przyzwyczajone: kto więcej oszczędzi.
Kłopoty finansowe dosięgły nawet takich potęg jak Liverpool i Chelsea Londyn. Roman Abramowicz – według szacunków – stracił na kryzysie ok. 20 mld dolarów. Jeśli ma się na koncie jedynie 3 mld dolarów, a do utrzymania również jachty, kosztujące 200 mln dolarów rocznie, to na czymś trzeba oszczędzać. Wypadło na klub.
Mniej miliardów
Trener Luiz Felipe Scolari usłyszał, że nikogo tej zimy nie będzie mógł kupić, chyba że wpierw kogoś sprzeda. To nie koniec. Szef skautów Frank Arnesen już musiał zwolnić 15 z 35 ludzi, którzy wyszukiwali młodych piłkarzy i to mimo tego, że wyniki ich pracy oceniano bardzo dobrze. – Pierwsze, na czym się oszczędza, to sponsoring sportowy. On przecież nie jest niezbędny, to taka wisienka na torcie. Asseco obiecało Prokomowi, że przez pewien czas będzie sponsorowało koszykówkę, ale jak umowa się skończy, to się wycofają – mówi Tomasz Redwan, specjalista od marketingu sportowego.
Chelsea nie jest jedyna. Liverpool, by ratować frekwencję na stadionie, obniżył ceny biletów o kilka funtów – więcej, niż wynikało z redukcji VAT dokonanej przez brytyjski rząd. Problemy z liczbą kibiców ma większość zespołów Premiership. Liverpool musiał zawiesić również prace przy budowie nowego stadionu.
Chelsea szuka oszczędności również w wynagrodzeniach piłkarzy. Michael Ballack, który negocjuje przedłużenie kontraktu, ma zarabiać krocie tylko w przypadku dużej liczby występów na boisku i zwycięstw drużyny. Niemiec ma 32 lata i często leczy kontuzje. W Polsce ten manewr chciała zastosować Legia, która zaproponowała podobne warunki Edsonowi. Brazylijczyk też skończył 30 lat i często narzekał na zdrowie. Negocjacje zakończyły się pożegnaniem piłkarza. Oszczędna nie chciała być Wisła Kraków, która, by skusić Łukasza Gargułę, zaoferowała mu podobno roczne zarobki w wysokości 350 tys. euro.
Oszczędność albo śmierć
Wszyscy przygotowują się na nadejście kryzysu finansowego. Nawet najbogatsi zaczynają oszczędzać, koniec z życiem na kredyt. Długi klubów angielskiej Premiership ocenia się na ok. 3 mld dolarów, a sponsorzy to w wielkiej części giganci sektora finansowego czy ubezpieczyciele, którzy dziś są w tarapatach. Rosyjskie CSKA wprowadza drastyczny plan oszczędnościowy, a jego dyrektor wprost mówi, że bez tego klub nie przetrwa. – Na wszystkim można zaoszczędzić. Wysokość kontraktów, przeloty i przejazdy, hotele oraz wynajmowane mieszkania – to może i musi być tańsze – ocenia Siergiej Kuszczenko. – Młodzi zawodnicy mogą mieszkać po dwóch czy trzech w jednym mieszkaniu lub można im wynajmować kawalerki.
Podobne kłopoty mogą mieć niedługo piłkarze Serie A. W prezesie Fiorentiny odezwał się duch Robin Hooda. Diego Della Valle zapowiedział, że obniży pensje swoim zawodnikom, bo nie może patrzeć, jak jego piłkarze zarabiają krocie, podczas gdy większość kibiców boryka się z problemami finansowymi. – Musimy zmienić ten system, a kryzys nam w tym tylko pomoże. Możemy zapoczątkować nowy trend w Europie, który przyjmie się i w innych ligach – straszy Della Valle. Kryzys zagląda już na Litwę i do Czech, a więc do krajów, z którymi nasze kluby mogą się śmiało porównywać. – Kłopoty dotknęły czeskiego futbolu, czego objawem jest obniżanie zarobków – powiedział czeski agent piłkarski Pavel Zika. Na Litwie tuż przed Bożym Narodzeniem odwołano nawet kilka meczów pierwszej ligi koszykówki – dyscypliny, która jest tam dużo popularniejsza niż piłka nożna. Kluby zaprotestowały przeciw proponowanej przez rząd podwyżce podatków, twierdząc, że stawia to ich działalność na granicy opłacalności.
Szukać wielu źródeł
Co może stać się w Polsce? Specjaliści twierdzą, że najtrudniejszy dla gospodarki będzie rok 2009. Boleśnie mogą odczuć to zwłaszcza deweloperzy, a wśród sponsorów kilku klubów naszej ekstraklasy są firmy z branży budowlanej. Problemy mogą mieć nawet najsilniejsi. – Jeżeli jakikolwiek podmiot jest w 80 proc. uzależniony od jednego źródła finansowania, zawsze jest narażony na kłopoty. Na świecie wkład sponsora wynosi średnio ok. 20 – 30 proc. – twierdzi Redwan.








