YoTube pod kontrolą KRRiT

aktualizacja: 27.01.2011, 03:15
Katarzyna Szymielewicz
Katarzyna Szymielewicz
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Rząd próbuje uregulować udostępnianie multimediów w sieci – zwraca uwagę prezes Fundacji Panoptykon

Do ustawy [link=http://akty-prawne.rp.pl/Dokumenty/Ustawy/2004/DU2004Nr253poz2531.asp]o radiofonii i telewizji[/link] rząd chce wprowadzić ryzykowne zmiany, tj. poddać nadzorowi Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji tzw. nielinearne usługi audiowizualne świadczone przez Internet.
[b] Zobacz [link=http://www.rzeczpospolita.pl/pliki/prawo/pdf/druk_3812_2011.pdf]rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz niektórych innych ustaw (PDF)[/link].[/b]
Chodzi tu o specyficzny rodzaj materiału audiowizualnego, który klient sam wybiera (kupuje) i ogląda w dowolnym czasie (“na żądanie”). W tej kategorii nie powinien się znaleźć amatorski materiał wideo umieszczany w sieci przez innych użytkowników, który można za darmo obejrzeć. Celem regulacji jest niewątpliwie poddanie większej kontroli działalności profesjonalnych dostawców filmów i programów telewizyjnych. Jednak wprowadzenie w życie projektowanych przepisów oznaczałoby konieczność skontrolowania całej produkcji audiowizualnej w Internecie, w tym amatorskiej. Nawet jeśli można przypuszczać, że zupełnie nie o ten efekt rządowi chodziło, z taką sytuacją mielibyśmy do czynienia ze względu na nieprecyzyjne przepisy.
Projekt zakłada takie samo traktowanie usług linearnych, czyli klasycznego, ciągłego programu telewizyjnego, i nielinearnych – zindywidualizowanej oferty, w której znajdują się tylko audycje wybrane przez klienta i z której może on skorzystać w dowolnym czasie. W wypadku usług nielinearnych klient po prostu wybiera z katalogu dostawcy to, co go interesuje, zamawia, płaci i ogląda w wybranym przez siebie czasie. Rząd uznał, że skoro te dwa rodzaje usług są dostarczane przez profesjonalistów i w zasadzie mogą nie różnić się co do “zawartości” (na żądanie klient będzie mógł uzyskać większość audycji transmitowanych w klasycznej telewizji), powinny podlegać takim samym ograniczeniom i analogicznej kontroli ze strony KRRiT. Taka logika nie uwzględnia jednak fundamentalnej różnicy w relacji między użytkownikiem Internetu i dostawcą zindywidualizowanych usług z jednej strony a telewidzem i masowym nadawcą z drugiej. Co więcej, nie uwzględnia też społecznych, prawnych i ekonomicznych kosztów, jakie trzeba ponieść, żeby skutecznie poddać kontroli jakikolwiek wycinek ludzkiej aktywności w Internecie.
Po pierwsze pojawi się obowiązek wpisu do wykazu usług i uiszczenia opłaty wpisowej. Dostawcy usług medialnych na żądanie, świadczącemu je bez wpisu do rejestru, będzie grozić kara pieniężna. Po drugie KRRiT otrzyma uprawnienie do odmowy wpisu, gdy dostarczane usługi medialne będą poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa, porządku czy zdrowia publicznego. Wreszcie nielinearne usługi medialne będą podlegać zakazowi nawoływania do nienawiści oraz innym, pozytywnym obowiązkom (np. wprowadzanie ułatwień dla osób niepełnosprawnych czy promowanie produkcji krajowej) na takich zasadach jak tradycyjny program telewizyjny.
Zazwyczaj w wypadku nowych koncepcji regulowania Internetu działania polskiego rządu pozostają w ścisłym związku z polityką Unii Europejskiej. Tak jest i tu. Potrzeba nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji wynika z obowiązku wdrożenia tzw. dyrektywy audiowizualnej (2010/13/WE). Jednak tym razem to nie Unia wymaga od Polski twardych decyzji regulacyjnych wobec nowego sektora usług. Wspomniana dyrektywa wyraźnie pozostawia w gestii państw członkowskich decyzje co do sposobu uregulowania takich usług jak “telewizja internetowa na żądanie”. Co istotne, w jej preambule czytamy: “żaden przepis dyrektywy nie powinien zobowiązywać do wprowadzania nowych systemów koncesjonowania lub administracyjnego zatwierdzania jakiegokolwiek rodzaju usług medialnych”. A zatem wszelkie decyzje polskiego rządu w tym zakresie są autonomiczne. Z zakresu komentowanej regulacji zostały wyraźnie wyłączone m.in. programy radiowe rozpowszechniane wyłącznie w systemach teleinformatycznych, strony internetowe prywatnych użytkowników, blogi, fora dyskusyjne, korespondencja elektroniczna oraz elektroniczne wersje gazet i czasopism. Jednak gdy chodzi o Internet, samo nazwanie typów treści nie rozstrzyga kontrowersji co do rzeczywistych granic regulacji. Pojęcia takie jak “blog”, “strona internetowa prywatnego użytkownika” czy “forum dyskusyjne” są nieprecyzyjne i niezdefiniowane. Od którego momentu transmisja treści przestaje mieć charakter “prywatny”, a zaczyna być nielinearną usługą audiowizualną w rozumieniu projektu ustawy? Czy stały kanał organizacji pozarządowej lub osoby prywatnej utworzony w serwisie YouTube to jeszcze rodzaj blogu czy już nielinearna usługa mediana? Na takie pytania projekt nie daje odpowiedzi.
Co więcej, zaproponowana lista wyłączonych treści nie wyczerpuje form amatorskiego (prywatnego) rozpowszechniania materiałów audiowizualnych w Internecie. Przede wszystkim wyłączeniu nie podlegają prywatne nagrania publikowane w komercyjnych serwisach społecznościowych, takich jak wspomniany YouTube. A przecież to one stanowią dziś najpowszechniejszą formę udostępniania nagrań wideo przez indywidualnych użytkowników Internetu. Jeśli rzeczywiście okazałoby się, że udział w tego typu serwisach zostanie potraktowany przez KRRiT jako świadczenie nielinearnych usług medialnych, z dnia na dzień powstanie ogromna szara strefa i rażący obszar nieskuteczności obowiązującego prawa.
Aby ocenić, czy dany materiał nie podlega obowiązkowi rejestracji albo nie narusza narzuconych przez ustawę wymogów co do “jakości”, organ taki jak KRRiT musiałby skontrolować wszystkie serwisy internetowe kierowane do polskich użytkowników, zawierające treści audiowizualne. To jest zadanie oczywiście niewykonalne bez pomocy technologii i zautomatyzowanych rozwiązań, takich jak analiza zawartości pakietów przesyłanych przez sieć. W przeciwieństwie do sygnału telewizyjnego Internet ma tę specyfikę, że dostęp do możliwości przesyłania pakietów jest w zasadzie nieograniczony. Każdy użytkownik, który zapragnie umieścić własne nagranie w sieci, może to zrobić choćby na komercyjnych portalach społecznościowych.
Ze względu na tę specyfikę i ilość materiału audiowizualnego dostępnego w Internecie poddanie nowego rynku usług medialnych ścisłej regulacji nieuchronnie doprowadzi do filtrowania ruchu w sieci. A tym samym naruszenia jednej z podstawowych zasad funkcjonowania Internetu – neutralności sieci.
Narzucenie prawnych ograniczeń także na niekomercyjnych twórców i dystrybutorów, którzy wobec niejasnych granic regulacji zostaną poddani kontroli KRRiT, może mieć dalekosiężne skutki dla rozwoju tego specyficznego sektora. Sformalizowanie niekomercyjnej, amatorskiej i społecznej twórczości audiowizualnej może wywrzeć mrożący efekt na elastyczność, otwartość i kreatywność właściwą internetowej produkcji. Obserwujemy tworzenie się społeczności twórców niekomercyjnych oraz niespotykany przyrost amatorskich materiałów multimedialnych, z których czerpią także profesjonalni usługodawcy.
Nadregulacja tego nowego segmentu rynku może przynieść szkodę wszystkim zainteresowanym: użytkownikom, których pozbawi się dostępu do legalnych treści (filtrowanie zawartości pakietów jest mechanizmem z gruntu niedoskonałym, stąd nieuniknione jest pomyłkowe blokowanie treści legalnych) i twórcom – pozbawionym możliwości dystrybucji swoich utworów. Najprostszą drogą ucieczki może się okazać nowa szara strefa, w której już nikt nie będzie przestrzegać obowiązującego prawa.
[i]Projekt opracowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego 4 stycznia przyjęła Rada Ministrów. Następny etap to przekazanie go do Sejmu.
Fundacja Panoptykon zajmuje się zagadnieniami prawa i praktyki nadzoru nad społeczeństwem[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE