Rzecz na Nowy Rok
Pan Bóg jest Toskańczykiem
Polacy, gdyby mieli po temu możliwości, gremialnie wyjechaliby nad Arno , gdzie – jak sobie wyobrażają na podstawie przeczytanych książek – nie robi się nic innego tylko popija chianti
Frances Mayes, która autobiograficzną opowieścią „Pod słońcem Toskanii” wywołała lawinę książek o tym regionie Włoch – w Empiku odnosi się wrażenie, że co drugi tytuł dotyczy Toskanii, a co trzeci Umbrii – podsumowując swoje 20 lat życia w Italii, stwierdza: „Urządziłam sobie tutaj dom właściwie mimochodem, to raczej owo miejsce mnie zagarnęło i ukuło na własny obraz i podobieństwo”.
Inną z książek zatytułowała ta pisarka już bez najmniejszych niedomówień: „Bella Toskania”. Podobne „ochy” i „achy” biją w oczy z okładek niezliczonych dzieł autorów, którzy swoim entuzjazmem dla wszystkiego co toskańskie postanowili podzielić się z czytającą mniejszością ludzkości. Na tym tle wyróżnia się retoryką pytanie zawarte w tytule kryminału Michaela Boecklera „Kto chciałby umrzeć w Toskanii?”. Wiadomo, że każdy.















