Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Polacy protestujš raczej w sieci niż na ulicy

Protest przed domem generała Jaruzelskiego w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. W tym roku zgromadził kilkaset osób
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Na uliczne demonstracje przychodzš małe grupy. W Internecie petycje podpisujš tysišce ludzi
W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego przed domem generała Jaruzelskiego w noc z 12 na 13 grudnia zgromadziło się niespełna tysišc osób. – I tak było nas rekordowo dużo – mówili ludzie, którzy na protest pod dom generała przychodzš od lat. Zaledwie po ok. 2 tys. ludzi przyszło 11 listopada w Warszawie na Marsz Niepodległoœci i zorganizowanš przez lewicowe œrodowiska kontrmanifestację. I to mimo że o obu imprezach media mówiły przez kilka tygodni. – To z pewnoœciš największa manifestacja narodowej prawicy od wielu lat. Cieszę się, że tak wiele różnych œrodowisk potrafiło się zjednoczyć, by uczcić bohaterów walki o niepodległoœć Polski – mówił Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej. Zadowolenia z liczby przeciwników "faszystowskiej demonstracji" nie kryli też organizatorzy kontrmarszu z "Porozumienia 11 listopada".
Czy majš się czym chwalić? W podobnych imprezach w Niemczech bierze co roku udział kilkadziesišt tysięcy ludzi. [srodtytul]Na ulicach pusto [/srodtytul] W porównaniu z Europš Zachodniš Polacy wyjštkowo niechętnie wychodzš na ulice. – Duża częœć społeczeństwa uważa, że ich udział w procesach społecznych, wpływ na to, co się dzieje w kraju, sš znikome. Dlatego często, choć niektóre zdarzenia mogš ich bulwersować, ograniczajš się do internetowego protestu – uważa dr Maria Nowina-Konopka, ekspert ds. demokracji w sieci. Nawet goršce spory œwiatopoglšdowe nie wycišgnš ich z domu. W trakcie głoœnego sporu o krzyż na Krakowskim Przedmieœciu odbyły się manifestacje zwolenników i przeciwników. Każda zgromadziła po kilka tysięcy osób. Dla porównania, w ubiegłym roku w Hiszpanii na ulice Madrytu wyszło niemal milion ludzi, protestujšc przeciwko wprowadzanym przez rzšd ułatwieniom w dokonywaniu aborcji. Również protesty polskich zwišzkowców wypadajš blado na tle demonstracji ich europejskich kolegów. W ubiegłorocznym proteœcie stoczniowców wzięło udział kilka tysięcy zwišzkowców. Podobnie było we wrzeœniu, kiedy w stolicy protestowali zwišzkowcy z budżetówki. Tymczasem we Francji przeciwko rzšdowej reformie emerytalnej na ulice miast wyszło protestować ponad milion ludzi (według zwišzkowców nawet 3,5 miliona). Do tego była to nad Sekwanš już szósta demonstracja w cišgu miesišca. Setki tysięcy zwišzkowców wychodzš także regularnie na ulice włoskich miast. – Na pewno nie jest tak, że społeczeństwo stało się uœpione, obojętne. W sytuacji rosnšcego kryzysu ludzie nie chcš się angażować w uliczne akcje, skupiajšc się na walce o przetrwanie, o pracę – przekonuje "Rz" Janusz Œniadek, były przewodniczšcy "Solidarnoœci". – Ale jeœli zostanie przekroczona pewna granica, społeczny wybuch może nastšpić. Oby taka sytuacja nie miała miejsca. – Dziœ jest taki czas, że kto pokaże się na ulicznym proteœcie, zwłaszcza wymierzonym w grupę trzymajšcš władzę, musi się liczyć z konsekwencjami, np. ryzykiem utraty pracy. Stšd ludzie bojš się publicznie manifestować swoje poglšdy – twierdzi Piotr Lisiewicz, lider poznańskiej Naszoœci. Znana z zabawnych happeningów Naszoœć to ostatnia z licznych w latach 90. młodzieżowych organizacji, które o polityce mówiły językiem ulicznych pikiet, demonstracji i happeningów. Ale, inaczej niż jeszcze dziesięć lat temu, na akcje Naszoœci, mimo medialnego rozgłosu, obecnie przychodzi garstka osób. – Dla tych, którzy mimo wszystko chcš coœ robić, bezpiecznym substytutem ulicznych akcji stał się Internet – mówi lider Naszoœci. [srodtytul]Broniš œwišt z Kevinem [/srodtytul] Internetowe protesty, apele i petycje œwięcš dziœ triumfy. Ponad 48 tys. internautów wzięło udział w akcji "Polsat zabił Œwięta – w tym roku nie będzie Kevina". W portalu Facebook podpisywali protest przeciw usunięciu ze œwištecznej ramówki powtarzanej co roku komedii o chłopcu, który na œwięta zostaje sam w domu i broni go przed złodziejami. "Kevina co roku oglšda ponad 5 milionów widzów. Dla niektórych jest to ważniejszy element œwišt niż choinka czy karp" – alarmowali. Akcja przyniosła sukces: Polsat film wyemituje. Ale internauci organizujš też znacznie poważniejsze protesty. Ponad 115 tys. użytkowników sieci podpisało się pod petycjš przeciwko używaniu przez amerykańskie media okreœlenia "polskie obozy koncentracyjne". Autorzy petycji – działacze Fundacji Koœciuszkowskiej, amerykańsko-polonijnej organizacji oœwiatowej – zbierali podpisy za poœrednictwem strony internetowej, ale też specjalnego profilu na Facebooku. Apel podpisał podczas swojej wizyty w Waszyngtonie również prezydent Bronisław Komorowski. – Akcja odniosła spektakularny sukces, ale gdyby jej organizatorzy chcieli zorganizować w tej sprawie ulicznš manifestację, zapewne przyszłoby góra kilkaset osób – ocenia Wojciech Polaczek, dawniej lider słynšcej z barwnych happeningów krakowskiej Ligi Republikańskiej. – Ludziom znudziły się uliczne akcje, wypalili się ich liderzy, olbrzymia częœć życia politycznego przeniosła się do sieci. Polaczek przypomina, że nawet głoœne w ostatnim czasie akcje – przeciwników pochowania prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu czy zwolenników Palikota protestujšcych przeciwko krzyżowi na Krakowskim Przedmieœciu – organizowane były za pomocš Internetu. [srodtytul]To efekt lenistwa?[/srodtytul] – Człowiek zawsze robi tak, by się jak najmniej zmęczyć, a manifestowanie w sieci nie wymaga zachodu. Dlatego Internet staje się coraz częstszš formš wyrażania swoich poglšdów – tłumaczy dr Ireneusz Siudem, psycholog społeczny. Może dlatego tak popularny jest portal petycje.pl, za pomocš którego można nie tylko przygotować protest, ale i nie wychodzšc z domu i nie poœwięcajšc wiele czasu, zebrać podpisy poparcia. Za poœrednictwem portalu można wesprzeć m.in. protest przeciw naruszaniu ustawy o ochronie praw zwierzšt w schronisku w Kielcach (28 tys. podpisów) lub pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu (9 tys.) albo domagać się wprowadzenia zakazu importu produktów z fok (20 tys.). – Internauci stali się siłš, która w pewien sposób potrafi wpłynšć na politykę. Ale na pewno sieć nie skanalizowała ulicznych protestów. W sytuacjach zagrożenia bytu ludzie wyjdš na ulice – twierdzi dr Maria Nowina-Konopka.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL