Opinie
Studenci oczekują więcej od uczelni
- Studencie, licz punkty
- Studenci dzienni utrzymują zaocznych?
- Rektor zdecyduje, czy uczelnia podpisze umowę ze studentem
- Przewodnicząca KRASP: umowy ze studentami to biurokracja
- Studenci za umowami z uczelniami
- Bez umowy z uczelnią student nie musi płacić
- Zanim podpiszesz umowę z uczelnią
- Umowa dba o interesy studentów dziennych
- Rektor z konkursu to mit
- Uczelnie prywatne kontra nieprzychylny rząd
Podpisując umowę ze szkołą wyższą, w naszych realiach prawnych student jedynie akceptuje cennik – podkreśla w rozmowie specjalista w dziedzinie prawa i instytucji szkolnictwa wyższego Marcin Chałupka
Ostatnia nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym mająca poprawić jakość kształcenia budzi dużo wątpliwości. Różnie interpretowane są m.in. przepisy o odpłatności i zawieraniu umów.
Marcin Chałupka specjalista w dziedzinie prawa i instytucji szkolnictwa wyższego: Podstawowym źródłem kłopotów jest sama legislacyjna ingerencja państwa w rynek kształcenia wyższego. Ustawodawca, wskazując np., kto, za co i kiedy może pobierać opłaty, ryzykuje, że każdy uczestnik gry na zaburzonym przepisami rynku będzie odczytywał je korzystnie dla siebie. A im więcej szczegółowych regulacji, tym większe pole do ich różnych interpretacji. Szkolnictwo wyższe nie jest żadnym wyjątkiem. „Biegunka legislacyjna" dotyka wielu dziedzin życia społeczno-gospodarczego w Polsce. Tysiące osób tworzy kolejne przepisy, interpretuje, poprawia, kontroluje ich stosowanie, naciąga, omija, zmienia i w ogóle podejmuje mnóstwo nieproduktywnych biurokratycznych działań, najczęściej na koszt podatnika.
A obywatel nie ma możliwości za tym nadążyć, a tym bardziej zrozumieć odpowiednio wcześnie, jak wpłyną one na jego decyzje lub ich skutki.
Przepis przejściowy, dokładnie art. 29, który miał wskazać, kto podlega nowym przepisom dotyczącym opłat, jest niejasny. Od jego interpretacji zależy sytuacja finansowa studentów i uczelni. Co w nim jest kontrowersyjnego?
Zgodnie z nim studenci przyjęci przed 1 października 2011 r. oraz w roku akademickim 2011/2012 studiujący bez opłat za kształcenie na więcej niż jednym kierunku nie wnoszą opłat „za drugi kierunek", a płacący za kształcenie wnoszą opłaty na dotychczasowych zasadach do końca okresu studiów przewidzianego w planach i programach. Kontrowersja dotyczy znaczenia pojęcia „na dotychczasowych zasadach". Termin „wnoszenie opłat" występował dotychczas w art. 44 ust. 1 pkt 4 (sposób wnoszenia opłat przez cudzoziemców), art. 94 ust. 5 (niedoszłe dotacje dla uczelni niepublicznych na pokrycie części opłat wnoszonych przez studentów i doktorantów stacjonarnych), art. 192 ust. 4 pkt 6 (nostryfikacja) i wreszcie w art. 269 (przepis przejściowy dla ustawy z 2005 r.). W nowym znaczeniu to „wnoszenie opłat" pojawia się dopiero w dodanym nowelizacją art. 170a, który wprowadza limitowanie korzystania z zajęć oraz podejmowania i kontynuowania studiów „bez wnoszenia opłat". I to z tymi regulacjami w pierwszej kolejności identyfikowałbym przejściowość z art. 29.
Z art. 29 wiąże się spór o katalog opłat zakazanych. Czy jego wprowadzenie to sukces studentów?
Samorządy studentów podnosiły, że opłaty za egzaminy poprawkowe to czerpanie przez uczelnie korzyści z własnych porażek dydaktycznych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznało je za nieuprawnione. Mimo to nie poprzedziło nowelizacji dostatecznie konsekwentnym wsparciem studentów w obronie przed tymi opłatami. A szkoda, bo mający chronić żaków art. 99a paradoksalnie inspiruje interpretacje niekorzystne dla tych przyjętych przed jego wejściem w życie.
Jak więc go rozumieć? Czy art. 99a i zawarte w nim zakazane opłaty zmieniają dotychczasowe zasady „wnoszenia opłat"?
Już na pierwszy rzut oka art. 99a dotyczy „pobierania" opłat, a nie ich „wnoszenia". Proponuję uznać, że jedynie wprost potwierdza to, co wcześniej z ustawy wynikało, lecz do niektórych uczelni słabo docierało: nie wszystko może być (ale i nie mogło przed nowelizacją) świadczeniem cywilnoprawnym. Uznając, że norma wyrażona w art. 99a nie jest nowa, ale jedynie bardziej dosłownie napisana, można wnioskować, że artykuł ten nie zmienia „dotychczasowych zasad" wnoszenia opłat, tylko wskazuje wprost, za co uczelnie publiczne i niepubliczne nie mogą pobierać opłat.
Dlaczego w pojęciu „dotychczasowe zasady" nie mieszczą się opłaty za egzaminy poprawkowe?
Trudno uznać dopuszczenie do egzaminu czy rejestrację na kolejny rok lub semestr, czyli czynności administracyjne wynikające z regulaminu studiów, za świadczenie cywilnoprawne. Opłaty za czynności administracyjne określa prawo powszechnie obowiązujące, np. rozporządzenie o opłacie rekrutacyjnej, czy przepisy określające opłatę za wydanie dyplomu, a nie uczelniane. Nie wszystko musiało być przed nowelizacją wprost zakazane, by uznać, że nie za wszystko można pobierać opłatę. Nie było i nie ma np. zakazu pobierania opłat za wydanie decyzji o przyznaniu stypendium socjalnego, a jednak z systemu prawa taki zakaz wynika jednoznacznie. Uczelnie publiczne mogą pobierać opłaty za usługi wskazane w art. 99. Niepubliczne co prawda mogą szerzej zdefiniować świadczone przez siebie usługi, ale także podlegają kodeksowi cywilnemu. Czy np. opłatę za wydanie decyzji można uznać za cywilistycznie dopuszczalną? W moim przekonaniu – nie. To, że w art. 99a się jej nie zakazuje, nie wystarczy, by ją uznać za dopuszczalną.















