Aplikacje/egzaminy

Aplikanci adwokaccy bez pracy

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Jest jeszcze czas, by zamiast prób antagonizowania środowiska podjęto rzeczywistą współpracę w celu wspólnego przeprowadzenia koniecznych reform – uważa adwokat, członek Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie
Gdyby ktoś jeszcze kilka miesięcy temu powiedział, że władza wykonawcza swoją troskę o los aplikantów adwokackich wyrazi, zaskarżając do Sądu Najwyższego uchwałę Naczelnej Rady Adwokackiej w sprawie parytetów na Krajowy Zjazd Adwokatury w 2010 roku, na pewno zostałby posądzony o żart. Komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości z 3 lipca 2010 r. nie pozostawił jednak wątpliwości. Władza domagała się obligatoryjnego udziału aplikantów adwokackich – z prawem zabierania głosu – w pracach organów samorządowych: Naczelnej Rady Adwokackiej i okręgowych rad, uzależniając od tego wycofanie skargi na uchwałę NRA w sprawie parytetów.
Szczytna idea troski o los kandydatów do zawodu adwokata nie powinna jednak przejawiać się ministerialną ingerencją w organizację pracy samorządu zawodowego. Samorządność polega bowiem na tym, iż to samorząd w granicach ustawowych bez ingerencji zewnętrznych czynników kształtuje swoje własne funkcjonowanie. Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, aby w każdym posiedzeniu organów adwokatury obligatoryjnie uczestniczyły osoby niebędące członkami tego organu. To organ powinien decydować kiedy i kogo zaprosi na swoje posiedzenie, a dobrym prawem każdego gościa jest prawo zabierania głosu. Postawione wówczas ultimatum utwierdza w przekonaniu, iż wypowiedź w sprawie troski o los aplikantów adwokackich, tak jak wcześniejsze inicjatywy, w tym pomysł przymusowego łączenia samorządów, stanowił kolejną próbę skonfliktowania środowiska w myśl zasady divide et impera.
Tymczasem zachodzi pilna potrzeba wykazania rzeczywistej troski o losy aplikantów, którzy w przyszłości, po zdaniu egzaminu, współkształtować będą adwokaturę. Troska ta powinna przejawiać się staraniami, by aplikanci mogli wykonywać zawód, do którego się przygotowują. Zapewnienie pracy dla szybko rosnącej rzeszy adwokatów wymaga między innymi: doprowadzenia do realnego zwiększenia popytu na usługi prawne, spowodowania spadku kosztów i ryzyka prowadzenia działalności adwokackiej, doprowadzenia do urynkowienia taksy adwokackiej i zreformowania zasad ponoszenia opłat za czynności adwokackie z urzędu oraz przeciwstawienia się planom uchwalenia ustawy o państwowych egzaminach prawniczych – ewidentnie dyskryminującej aplikantów i adwokatów kosztem tzw. doradców prawnych. [srodtytul]Fałszywe statystyki[/srodtytul] Ministerstwo Sprawiedliwości, uzasadniając rzekomy istotny wzrost zapotrzebowania na usługi prawne, wskazuje m.in. na statystyczny wzrost ilości nowych spraw wpływających do sądów. Niestety, urzędnicy pewnie nawet nie wiedzą, iż duża część spraw odnotowanych jako nowe to w istocie te same sprawy, które wcześniej zostały zwrócone przez sąd bez wezwania do uzupełnienia braków formalnych. Fatalne zmiany procedury w sprawach cywilnych z lat ubiegłych mszczą się istotnym zafałszowaniem statystyk, od których prawnikom niestety nie przybywa pracy. Rzesza świeżo upieczonych adwokatów budujących dopiero swoją pozycję zawodową nie spotka się więc z rzeczywistą falą zapotrzebowania społecznego na ich usługi. Słusznie więc samorząd adwokacki obawia się, iż brak popytu na wystarczającym poziomie uniemożliwi młodym adwokatom start zawodowy na własny rachunek. Prowadzenie działalności adwokackiej to także ponoszenie kosztów. A te w działalności prawniczej należą do jednych z najwyższych. Świeżo upieczony adwokat, niemający własnych klientów ani ugruntowanej renomy na trudnym, bo wielce konkurencyjnym rynku, niespotykający się z szumnie zapowiadanym popytem na jego usługi nie ma szans na uruchomienie własnej działalności prawniczej. Trzeba to pilnie zmienić, by młodzi, liczeni w tysiącach, dopiero wchodzący na rynek adwokaci i radcowie prawni mogli być nie tylko (w najlepszym razie) pracownikami w cudzych kancelariach, ale by mieli zapewnioną możliwość startu i pracy na własne nazwisko. By osiągnąć ten cel, wystarczą często niewielkie zmiany prawa, choćby zrównanie pozycji strony reprezentowanej przez adwokata z pozycją strony działającej bez adwokata. Zmniejszenie ryzyka wykonywania działalności prawniczej powoduje spadek kosztów jej prowadzenia, a tym samym poszerzy się dostępność usług i zwiększy krąg potencjalnych klientów. [srodtytul]Urynkowić taksę[/srodtytul] Kwestią najbardziej delikatną, bo dotykającą sfery finansów, jest wysokość tzw. taksy adwokackiej. Służy ona dwóm celom: przede wszystkim stanowi podstawę zasądzania od przegrywającego zwrotu kosztów procesu na rzecz wygrywającego proces (a nie na rzecz adwokata) oraz, w drugiej kolejności, ustaleniu wysokości wynagrodzenia za pomoc prawną świadczoną z urzędu. Rozporządzenie w tej sprawie, pochodzące z 2002 roku, mimo inflacji (łącznie ok. 17,6%) i zmiany realiów rynkowych od dnia jego wejścia w życie znowelizowane zostało w 2005 r. Ówczesny rząd, w duchu nagonki na adwokaturę, zmniejszył wysokość stawek. Zapomniał jednak, że kwoty zasądzane od przegrywającego służą zwrotowi kosztów już poniesionych przez stronę wygrywającą. Zmniejszenie wysokości stawek spowodowało zwiększenie różnicy między rzeczywiście ponoszonymi kosztami adwokackimi a kwotą, na której zwrot klient może liczyć w razie wygranej. Tymczasem przegranie sprawy powinno wiązać się z obowiązkiem pokrycia pełnych, rynkowych kosztów. Gdy klient ma szansę odzyskać od swojego przeciwnika jedynie część poniesionych kosztów, to oczywiste jest, że w niejednej sprawie nie skorzysta z pomocy adwokata nie dlatego, że go na to nie stać, ale by nie tracić pieniędzy. Inaczej wyglądałby rynek usług prawnych, gdyby wygrywającemu sprawę zagwarantować zwrot kosztów na poziomie rynkowym. Obecne rozwiązania zniechęcają więc do korzystania z pomocy adwokata, bo i tak w razie wygranej klient nie odzyska poniesionych kosztów w pełnej, rynkowej wysokości. Przy okazji przepisy stanowią niepotrzebną zachętę do procesowania się, bo sankcja dla przegrywającego za niesłuszne prowadzenie sprawy nie jest bolesna. [srodtytul]Opłaty za urzędówki[/srodtytul] Wreszcie sprawa wysokości kosztów zastępstwa procesowego z urzędu. Dziś poziom stawek za tę usługę częstokroć nie pozwala adwokatowi pokryć kosztów świadczonej usługi. Dziura w budżecie państwa nie napawa optymizmem co do możliwości zwiększenia poziomu tych opłat. Ale dlaczego w przepisach nie ma rozwiązania, w którym klient korzystający z pomocy adwokata z urzędu ponosiłby określoną część kosztów pomocy prawnej? Dlaczego Skarb Państwa ma fundować każdemu pełne koszty pomocy prawnej z urzędu, skoro klienta często stać na częściowe ich opłacenie? Takie wspólne współfinansowanie kosztów prowadzenia sprawy z urzędu może stanowić wyjście z sytuacji nieobciążające budżetu państwa. [srodtytul]Zmiany organizacyjne[/srodtytul] Ułatwienie wykonywania zawodu wiąże się nie tylko z przyspieszeniem rozpoznawania spraw, ale również z dostępem do informacji dotyczących prowadzonych spraw. W każdym sądzie powinno dojść do takiego usprawnienia pracy sekretariatów, aby obsługa adwokata, jak każdego innego klienta, następowała sprawnie, szybko, od ręki. Skoro czas to pieniądz, w interesie młodych prawników zaczynających samodzielnie wykonywać zawód jest to, by nie tracili czasu na bezproduktywne oczekiwanie na swoją kolejkę. Od kilku lat politycy różnych opcji politycznych obiecują młodym adeptom prawa, że po odbyciu aplikacji zdobędą świetnie płatny zawód. Niedługo przyjdzie więc politykom rozliczyć się z tych obietnic. Jeśli rząd nic nie uczyni w tym kierunku, okaże się, że aplikanci zostali oszukani. Jestem przekonany, że samorząd zawodowy, zatroskany losem swoich członków, bez różnicy: adwokatów i aplikantów, podejmie współpracę we wprowadzaniu potrzebnych zmian. [ramka] [b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/10/25/aplikanci-zostana-bez-pracy/#respond]Skomentuj ten artykuł[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL