Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Modernizacja MSZ

Fotorzepa
Od dwóch lat przygotowujemy MSZ do tego,by – jak równy z równym – mogło nawišzać konkurencję z zachodnimi partnerami, którzy swoje dyplomacje budujš od wieków – pisze ambasador RP w Danii
Wdyskusjach o polskiej dyplomacji zbyt często mieszajš się pojęcia: raz rozumiemy pod tym terminem „politykę zagranicznš”, a za chwilę „służbę zagranicznš”. Od ponad 20 lat debata o stanie dyplomacji jako narzędziach realizacji polityki zagranicznej jest zakładnikiem polemiki, z koniecznoœci mocno partyjnej, o samej polityce zagranicznej, a czasami nawet szerzej – o strategii rozwoju państwa lub jej braku. Przez 20 lat te nieliczne debaty o polskiej służbie zagranicznej grzęzły z reguły w pojęciach – powiedziałby Herbert – „prostych jak cepy”. Gdy jedni pisali o polskiej służbie zagranicznej jako „zdominowanej przez agenturalnych absolwentów MGIMO”, inni w czambuł potępiali „kompletny brak doœwiadczenia i przygotowania” u dyplomatów, którzy wstšpili do niej po 1989 roku, choćby ci mieli œwietne dyplomy, znali kraje i języki. Gdy tygodniki opinii sprawozdawały nieœmiało przez lata o wyjštkowo podłym budżecie MSZ, wpływowe gazety popularne donosiły o „zbytkach i luksusach” w postaci zakupu do reprezentacyjnych pomieszczeń resortu paru zabytkowych mebli lub… urzšdzeń do parzenia kawy. Taki charakter polemik o kondycji polskiej dyplomacji tworzył klimat, w którym propaństwowe i długofalowe budowanie nowoczesnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych niepodległej Rzeczypospolitej było karkołomne, jeœli nie niemożliwe. Stšd nie ma się co dziwić, że przez dziesięć lat, do 2008 roku, nie potrafiono rozsšdzić, gdzie w ramach rzšdu ulokować oœrodek koordynacji spraw najpierw akcesji, a potem członkostwa w UE. Że przez lata tolerowano brak funduszy na promocyjne i lobbingowe działania dyplomatyczne.
[srodtytul]Służyć obywatelom[/srodtytul] Jeszcze kilka lat temu standardy organizacji i finansowania dyplomacji Czech lub Węgier wydawały się nam niedoœcigłe. Budżet MSZ wcišż nie mógł przekroczyć 0,4 procent wydatków państwa, do dzisiaj pozostajšc – mimo ewidentnego wzrostu w ostatnich trzech latach – na poziomie szeœciokrotnie niższym niż w dwa razy tylko bogatszej od nas Hiszpanii. Przez lata zastanawiano się, czemu do konkursów na stanowiska w MSZ na jedno miejsce staje tylko trzech kandydatów, w większoœci nie najlepszych, a nie kilkunastu czy kilkudziesięciu jak w innych krajach. Czemu nie ma pieniędzy na nowe budynki ambasad w Brukseli, Berlinie, Mińsku czy Kijowie albo na nowoczesne systemy informacji. Czemu wnętrza naszych ambasad i rezydencji przypominajš o guœcie epok Gierka czy nawet póŸnego Gomułki... Dopiero kilka lat temu zwiększyła się œwiadomoœć, że w kraju bezpiecznym już członkostwem w UE i NATO dyplomacja służy do załatwiania, chociaż nie zawsze bezpoœrednio, spraw obywateli. Uzyskiwania dla nich lepszych porozumień gospodarczych z zagranicš, walki o unijne fundusze, przecierania szlaków naszej kulturze i eksportowi, chronienia w razie potrzeby emigrantów i turystów. Narosło poczucie, że jakoœć takiej dyplomacji to nie efekt kilku decyzji personalnych na górze, ale budowy nowoczesnych struktur. Że bez silnej dyplomacji nie wygramy polskiej szansy w UE i NATO, gdzie zasadnie chcemy należeć do rozgrywajšcych. [srodtytul]Dobry klimat dla sanacji[/srodtytul] Klimat dla sanacji polskiej służby zagranicznej pojawił się w 2007 roku wraz z nowš koalicjš rzšdzšcš i nowym szefem resortu. Ale chęć wsparcia programu modernizacji dyplomacji, prawdziwego przeniesienia jej w XXI wiek, wykazało wtedy wielu uczestników debaty politycznej (i publicystów) od lewa do prawa, niezależnie od rozpadu wczeœniejszego konsensusu w sprawie samej polityki zagranicznej. Powszechne stało się przekonanie, że ambasador RP w ważnym kraju musi w końcu mieć fundusze na częste zapraszanie ministrów na lunch. A potem na to, by o wnioskach z rozmowy poinformować szefostwo MSZ szybko i bezpiecznie. Od trzech lat przeprowadzamy program unowoczeœniania polskiej dyplomacji. Nie ma jeszcze powodu do wielkiej fety, ale sporo już dokonaliœmy. Jak słusznie zauważył niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” Dariusz Rosiak, przede wszystkim udała się redefinicja roli Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zwieńczyło jš 1 stycznia 2010 roku połšczenie z UKIE, doprowadzajšc do przejęcia przez MSZ zasadniczej odpowiedzialnoœci za koordynację polityki członkostwa Polski w UE. Podkreœlmy (bo zauważa się to rzadko), że ustawa leżšca u podstaw powstania „nowego MSZ” zawiera elementy radykalnie zmieniajšce organizację prowadzenia polityki zagranicznej, zrywajšc niewidoczne więzi z Polskš czasów PRL czy republikš resortowš. To dlatego projekt ustawy poparły i partie koalicji, i SLD, a œp. prezydent Lech Kaczyński, mimo różnych podszeptów, jej nie zawetował. Po dziewięciu miesišcach funkcjonowania nowego resortu widzimy, że faktycznie stał się on lepszym narzędziem ochrony naszych interesów w Europie i na œwiecie, że nie spełniły się czarne scenariusze masowej ucieczki pracowników byłego UKIE. Nie stałoby się tak, gdyby nie reformy przeprowadzone w MSZ w latach 2008 – 2009, które ponad 99 procentom pracowników UKIE ułatwiły decyzję o pozostaniu w nowej strukturze. Samo propaństwowe nastawienie wielu z nich pewnie by nie wystarczyło, gdyby nie wiara w możliwoœć autentycznej kariery, nieblokowanej przez koteryjne układy, gdyby nie wczeœniejsze (prawie) wyrównanie poziomów płac w obu urzędach, czy zwielokrotnione możliwoœci udziału w szkoleniach. Dowodów na sens zmian jest więcej. Rewolucja informatyczna w dyplomacji jest zjawiskiem bez precedensu w naszej administracji. Każdy dyplomata polski w kraju i zagranicš dysponuje smartfonem oraz bezpiecznym notebookiem. Umożliwia to efektywnš pracę z dala od urzędu i daje przewagę informacyjnš nad konkurencjš. W budynku MSZ na Szucha stworzono całkowicie zachodni model zarzšdzania kryzysowego i zbudowano ultranowoczesne centrum operacyjne. Zdały one swój pierwszy egzamin w tragicznych godzinach i dniach po tragedii 10 kwietnia… [srodtytul]Reformy z głowš[/srodtytul] Œrodki na promocję Polski, lobbing i reprezentację zwiększono od 2008 r. kilkakrotnie. Szybko nadrabiamy sięgajšce dziesištków lat zaniedbania w infrastrukturze. Stworzono nowe placówki, np. Konsulat Generalny w Winnicy oraz instytuty polskie w Brukseli i Madrycie. Dla Stałego Przedstawicielstwa przy UE kupiono i remontuje się budynek w centrum Brukseli, największy obiekt wœród wszystkich naszych przedstawicielstw na œwiecie; na ostatniej prostej jest budowa największego polskiego konsulatu – we Lwowie. Po tych kosztownych inwestycjach w 2011 r. rozpocznie się budowa nowej ambasady w Berlinie. O 100 proc. zwiększono pierwsze wynagrodzenia najmłodszych pracowników MSZ – po to, by do dyplomacji przycišgać ludzi młodych, zdolnych i ambitnych. Reformowaliœmy i oszczędzaliœmy – ale z głowš. Zlikwidowaliœmy setki stanowisk za granicš, jednak głównie wœród prostszych etatów pomocniczych (po co wysyłać z Polski kierowców do Budapesztu czy sprzštaczki do Azji). Zlikwidowaliœmy kilkanaœcie placówek w miejscach niekoniecznie ważnych dla naszych interesów. Ale jednoczeœnie starczyło nam œrodków na personalne i infrastrukturalne wzmocnienie wielu ambasad, zwłaszcza o roli regionalnej. To w nich np. tworzymy działy księgowoœci obsługujšce kilka placówek – a w mniejszych liczne etaty księgowych likwidujemy. Powstajš mobilne konsulaty, np. konsul z Los Angeles jedzie na Alaskę z laptopem i skanerem i pobiera dane biometryczne do paszportów. Lada chwila uruchomimy nowy, całkowicie zintegrowany portal serwisów internetowych MSZ, zarówno centrali, jak i najmniejszych nawet placówek. Dzisiejsze MSZ RP zaczyna być strukturš i zespołem ludzkim zdolnym do uniesienia ambitnej polityki państwowej. To, czy mamy już takš politykę, czy może musimy jš dopiero stworzyć, czyli jakiej naprawdę Polski chcemy w horyzoncie 20 – 30 lat, jest tematem dla polityków, ekspertów i opinii publicznej, a nie przedmiotem dywagacji urzędników. Naszym zadaniem jest stworzyć sprawny urzšd i postawić go do dyspozycji wybranych przez naród. W latach 2008 – 2010 przygotowywano MSZ do nawišzania konkurencji jak równy z równym z zachodnimi odpowiednikami, których częœć swoje dyplomacje buduje nieprzerwanie od setek lat, kumulujšc doœwiadczenia, œrodki materialne i zdolnoœci intelektualne. Bez rozbiorów, wojennych masakr, komunistycznych deformacji. Teraz, w dobie zapowiadanych cięć budżetu, z dalszš realizacjš programu modernizacji MSZ mogš pojawić się trudnoœci. Dlatego tak ważny będzie klimat debaty o polskiej służbie zagranicznej. Jeœli będzie się on odwoływał do faktów i realnych porównań, a nie mitów, jeœli będzie nastawiony na konsensus w budowaniu narzędzia majšcego z definicji służyć różnym rzšdom – mamy szansę pójœć dalej mimo przeszkód. Jeœli ponownie ulegniemy logice argumentów prostych jak cepy – nie dziwmy się, gdy konkurencja europejska i œwiatowa znowu zacznie nam uciekać. Autor, od wrzeœnia br. ambasador RP w Danii. W MSZ od 1991 roku. Był m.in.wiceministrem spraw zagranicznych (2005 – 2007) oraz dyrektorem generalnym służby zagranicznej (2007 – 2010), odpowiedzialnym za program modernizacji MSZ [i]Tekst wyraża prywatne poglšdy autora, które nie muszš się pokrywać ze stanowiskiem MSZ[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL