Finanse
Turystyka to biznes
Wcale nie globtroterzy żądni odwiedzenia zabytków i obcowania z piękną przyrodą przynoszą największy dochód naszej branży turystycznej. Gros pieniędzy zostawiają u nas firmy, które przysyłają pracowników w delegacje, organizują tu kongresy i szkolenia.
W logo Polskiej Organizacji Turystycznej widnieje rysunek gór, morza i drzewa. Nic dziwnego, bo gdy myślimy o turystyce, przed oczami stają nam maszerujący z wielkimi plecakami globtroterzy, dzika przyroda, zamki i zabytki, wokół których kłębią się cudzoziemcy z aparatami fotograficznymi. Wydawać by się mogło, że to właśnie oni, a zwłaszcza pieniądze, które u nas zostawiają, składają się na przychody z turystyki, jakie w 2009 r. wyniosły 9,511 mld dolarów. Nic bardziej błędnego. To turysta biznesowy trzyma na nogach polską branżę turystyczną. To dzięki niemu funkcjonują hotele, restauracje i centra kongresowe – przyznali zgodnie uczestnicy debaty dotyczącej polskiej turystyki biznesowej, jaką 15 listopada br. zorganizował „First Class” wspólnie z „Rzeczpospolitą”.
Przeciętny turysta-globtroter przyjeżdżający do Polski nie szuka najdroższych kwater restauracji i rozrywek. Przeciwnie. Na ogół wystarcza mu nocleg za 30-40 zł, plik kuponów zniżkowych i jedzenie z niedrogich barów.
- Jesteśmy skazani na turystykę biznesową – zauważył w związku z tym Aleksander Pietyra, dyrektor hotelu Novotel Warszawa Airport oraz prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. – Musimy tylko wiedzieć, jak to wykorzystać – dodaje. Jego branża mocno odczuła ubiegłoroczny światowy kryzys gospodarczy. Hotele obsługujące biznesowe imprezy i kongresy podpisały zdecydowanie mniej kontraktów. - Chcąc przyciągnąć klientów, wiele obiektów czterogwiazdkowych schodziło z ceną do poziomu hoteli ekonomicznych – przyznał prezes Pietyra. – Co więcej, wciąż niestety na rynku funkcjonują te niższe ceny, mimo, iż obłożenie hotelowe w tym roku wyraźnie się już zwiększyło - dodał.
Hotele luksusowe nie miały jednak innego wyjścia. Wiele firm – zaciskając pasa – ograniczyło swoim pracownikom możliwość korzystania z luksusowych obiektów na rzecz tych tańszych.
- Firmy zachodnie ustalają gradację hoteli, do których wysyłają swoich pracowników. Zwykle kadra najwyższego szczebla jeździ do hoteli pięciogwiazdkowych, a ci z niższych szczebli do mniej luksusowych. Jednak od ubiegłego roku prezesi nie nocują już w hotelach najdroższych, lecz w czterogwiazdkowych – stwierdził prezes Instytutu Turystyki Krzysztof Łopaciński.
Według niego, wiele – zwłaszcza mniejszych firm – w ogóle znacznie ograniczyło wyjazdy służbowe pracowników na rzecz korzystania z nowoczesnych narzędzi komunikacji – jak wideokonferencje czy Skype.
- Jest to jednak raczej przejściowa sytuacja niż znaczący trend, bo wiele firm przyznaje, że przez monitor komputerowy nie można nawiązać osobistych relacji koniecznych przy robieniu interesów, na przykład podać sobie ręki czy choćby napić się piwa – przyznaje prezes Łopaciński.
Turysta biznesowy – w przeciwieństwie do tego, który przyjeżdża do Polski po to tylko, by zwiedzać i zostawia tu „jednorazowe” dochody – „przynosi” pieniądze nawet po wyjeździe. Choćby dlatego, że kontrakty, które w międzyczasie pozawierał, dopiero wtedy zaczynają procentować. Według danych Polskiej Organizacji Turystycznej, podczas jednodniowej wizyty do Polski turysta biznesowy zostawiał w 2009 r. średnio 355 dolarów.
- To pięć razy więcej niż wynoszą wpływy z przyjazdów młodzieży – przyznał Rafał Szmytke. prezes POT. - Turystyka biznesowa to najbardziej lukratywna część ze wszystkich działów turystki – dodał.
Choć wpływy z turystyki biznesowej liczone w dolarach amerykańskich wyraźnie spadły nie tylko w roku ubiegłym, ale już w roku 2008, to jednak w przeliczeniu na złotówki, ich poziom od kilku lat pozostaje zbliżony ze względu na mocno wahający się kurs amerykańskiej waluty w owym okresie. Istnieje jednak szansa, że wskaźnik ten w najbliższych latach będzie rósł – nawet jeśli dolar będzie stabilny.
Optymistą w kwestii rozwoju zaplecza dla polskiej turystyki biznesowej jest Maciej Grelowski, przewodniczący Rady Głównej BCC i zarazem były prezes Orbisu. - Infrastruktura turystyczna w Polsce bardzo się poprawiła – twierdzi Grelowski. – Każde duże miasto ma ofertę dla biznesu, centra konferencyjne, hotele. Takich obiektów powstaje zresztą coraz więcej.















