REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże » Świat » Azja

Azja

Łowcy głów zapraszają

Monika Witkowska 03-09-2010, ostatnia aktualizacja 03-09-2010 11:45
Dwuletni orangutan podchodzi do strażnika i doprasza się, by wziął go na ręce i przytulił. Potem zmienia się w aktora i robi różne pozy i miny
autor: Monika Witkowska
źródło: Fotorzepa
Dwuletni orangutan podchodzi do strażnika i doprasza się, by wziął go na ręce i przytulił. Potem zmienia się w aktora i robi różne pozy i miny
źródło: Rzeczpospolita
Górę Kanibalu ludzie uważają za świętą
autor: Monika Witkowska
źródło: Fotorzepa
Górę Kanibalu ludzie uważają za świętą

– Mieliśmy zasady. Kobiet i dzieci nie skalpowaliśmy! – mówią potomkowie łowców głów. Ich dziadowie czaszki ofiar preparowali i wieszali jako trofea pod sufitem chat

Jedną z takich chat z kolekcją 42 czaszek można zobaczyć w skansenie. Skansen leży na obrzeżach Kota Kinabalu. Myli się ten, kto, przylatując do tej stolicy malezyjskiej prowincji Sabah na Borneo, liczy na dziką dżunglę i zapomniane przez cywilizację plemiona. Bardziej dziko jest w południowej, indonezyjskiej części tej trzeciej co do wielkości wyspy świata (po drugiej wojnie światowej brytyjskie wcześniej Borneo Północne przyłączyło się do Malezji, a dawna część holenderska weszła w skład Indonezji). Okolice Kota Kinabalu to obecnie dobrze rozwinięty turystycznie rejon. W luksusowych hotelach wypoczywają zarówno Azjaci, jak i Europejczycy. Wśród tych ostatnich niemało Rosjan, dla których Borneo to ostatnio modny kierunek wycieczek.

W ducha rzuć mięsem

Rodzimi mieszkańcy prowincji Sabah to 32 grupy etniczne, których tradycje można poznać w tzw. Wiosce Kulturowej Mari-Mari (tak w jednym z lokalnych języków brzmi słowo „witamy”). Najwięcej zainteresowania wzbudzają półnadzy przedstawiciele plemienia Murut, z głowami zdobionymi piórami bażantów. To właśnie ich nazywa się łowcami głów. To nic, że polowania na ludzi i preparowanie czaszek zostały oficjalnie zakazane już w 1910 roku. W czasach II wojny światowej zwyczaj był kultywowany za cichym pozwoleniem władających wyspą od XIX wieku Brytyjczyków, którym nie przeszkadzało, że ofiarami byli japońscy intruzi (Japończycy zajęli wyspę w marcu 1942 roku). Łowcy głów polowali na nich za pomocą zatrutych strzał wydmuchiwanych przez bambusowe rurki.

Dzisiaj takie strzelanie to atrakcja każdego pokazu dla turystów. Ja też próbuję sił, ale do celu nie trafiam. Może to efekt wypitego wcześniej montoku – wina ryżowego podawanego w naczyniach z bambusowych łodyg. Na Borneo z bambusa robi się wszystko, także konstrukcje domów. Najsłynniejsze są tzw. długie domy (longhouse'y), których nazwa jest jak najbardziej uzasadniona, jako że w niektórych mieściło się nawet sto ciasnych pokoików. Ich mieszkańcy nie tylko noce spędzali wspólnie, ale i całe dnie. Wspólnie też gotowali na ognisku rozpalanym przy użyciu bambusowych patyków.

Dzięki opowieściom przewodników zaczynamy się orientować w tutejszych podziałach etnicznych. Najliczniejsi są Kadazandusuni, dawniej utrzymujący się głównie z uprawy ryżu. Drudzy co do liczebności są Bajau, przybyli na Borneo mniej więcej pięć wieków temu z Filipin. Ze względu na ich zamiłowanie do koni nazywani są „kowbojami Wschodu”. Są też Irranumi, trudniący się w dawnych czasach piractwem, a także słynący z tatuaży lud Iban. Malunki na skórze stanowiły dawniej rodzaj kroniki. W czasie II wojny światowej byli tacy, którzy uwiecznili na swoim ciele… samolot! Wielkiego „żelaznego ptaka”, którego widzieli pierwszy raz, wzięli za tajemnicze bóstwo.

Czasy się zmieniły, potomkowie łowców głów chodzą w T-shirtach i korzystają z telefonów komórkowych, ale mnóstwo wierzeń przetrwało, także pośród mieszkańców miast. Nasz kierowca, chłopak kulturalny i wykształcony, a przy tym, jak deklaruje, praktykujący chrześcijanin, twierdzi, że często widzi duchy. – Nie mają twarzy. Kiedy się zbliżają, można poczuć ich zapach – opowiada. Najwięcej duchów jest wokół grobów. – Kiedy jadę rowerem koło cmentarza i wiozę mięso, czasem czuję, że robi mi się ciężko. Rzucam wtedy za siebie kawałek mięsa i duch zostawia mnie w spokoju – zdradza. Inny miejscowy opowiada nam o balan-balan, jak nazywa latającą głowę pachnącą krwią i mającą zdolność zamieniania ludzi w różne postacie. Jak się ustrzec przed złymi duchami? Iść do szamana, powiesić w drzwiach domu limonkę albo stanąć pod drzewem, na którym jest dużo świetlików. Łowcy głów wykorzystywali w takich sytuacjach swoje trofea. Jeśli uznali, że ktoś rzucił na nich urok, ścierali kawałek czaszki ofiary i wypijali z wodą.

Śmierdzące piękno

Jedną z największych atrakcji prowincji Sabah jest znajdująca się około 80 km od stolicy góra Kanibalu. Ludzie uważają ją za świętą – wierzą, że zamieszkują ją bóstwa oraz duchy zmarłych. Na wszelki wypadek, żeby przeprosić za zakłócających spokój turystów wspinaczy, raz w roku składają ofiary z kurczaków.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

"Dogodne podróżowanie" - priorytet Chińczków

Jak podał chiński Państwowy Urząd Turystyki, w 2011 r. wartość inwestycji związanych z rozwojem turystyki w tym kraju wyniosła 423 mld dolarów >>