Społeczeństwo

Lębork stolicą telewizji

W muzeum w Lęborku można oglądać wystawę poświęconą historii telewizji
Fotorzepa, Piotr Wittman
To nasz Kopernik – mówi burmistrz o „ojcu telewizji” Paulu Nipkowie. I wyprawia mu huczne urodziny
– Prostota i przebłysk geniuszu – Stanisław Jagła, teleradiomechanik z Wielkopolski, podziwia wynalazek przedwojennego niemieckiego uczonego.
Urodzony w Lęborku (wówczas Lauenburg) przed 150 laty Paul Nipkow stworzył urządzenie do przesyłu obrazu, które wyprzedzało myśl techniczną o pół wieku. – Rzecz wymagała wiedzy nie tylko o fizyce, ale i fizjologii człowieka. Klucz do telewizji tkwi w bezwładności ludzkiego oka. Odbiór obrazu telewizyjnego to przecież w jakimś sensie złudzenie – następujące szybko po sobie nieruchome obrazy widzimy jako ruchome, i to te, które już fizycznie zdążyły zniknąć – tłumaczy Jagła, który stworzył replikę takiego urządzenia.
I przywiózł je do Lęborka na Pomorzu, który w tym roku po raz pierwszy tak hucznie obchodzi rocznicę urodzin Nipkowa. – W powojennej Polsce, choć korzenie i osiągnięcia Nipkowa nie były tajemnicą, to jednak nie była to wiedza powszechna i eksponowana – mówi Włodzimierz Klata, burmistrz 35-tys. Lęborka. – Postanowiliśmy to zmienić. Przecież Paul Nipkow to taki nasz Kopernik. Dlatego na 150-lecie miasto przygotowało w ten weekend wiele imprez: od lekkich i przyjemnych, jak festyn uliczny z popularnonaukowymi ciekawostkami (np. pokazy robotów) i koncertem zespołu Łzy, po oficjalne, jak uroczysta sesja samorządu, odsłonięcie tablic informacyjnych w kształcie telewizora w miejscach związanych z naukowcem (m.in. szkoła i cmentarz ewangelicki, na którym spoczęli rodzice Nipkowa), seminarium naukowe czy okolicznościowa wystawa w muzeum. – Marzy nam się otwarcie muzeum telewizji – zdradza burmistrz. [srodtytul]Mały obrazek, ale ruchomy[/srodtytul] To dzięki opatentowanej w 1884 r. tarczy Nipkowa szkocki inżynier John Baird w 1924 r. mógł stworzyć pierwszy na świecie działający system telewizyjny, a cztery lata później przesłać transmisję telewizyjną z Europy do obu Ameryk. Jak działało urządzenie Nipkowa? Jagła uruchamia swoją replikę. Tarcza jest zrobiona z blachy drukarskiej. Ma 30 cm średnicy i 32 dziurki. Przez nie puszcza symulowany przez komputer impuls odwzorowujący widoczek z drzewkami. Z drugiej strony tarczy ruchomy obrazek. Niewielki, centymetrowy. Ale jednak. 62-letni dziś Jagła wspomina, że „tarczą Nipkowa” zachwycił się już jako nastolatek, gdy czytał „Horyzonty techniki”. Replikę szykował pół roku specjalnie na pokaz z okazji 150. rocznicy urodzin uczonego. – To mój hołd dla niego – podkreśla. [srodtytul]Miał swoją ulicę[/srodtytul] Nipkow urodził się w 1860 r. w kamienicy przy obecnej ulicy Młynarskiej. Pochodził ze znanej w mieście rodziny piekarzy i piwowarów. W Lęborku się wychował i skończył męską Szkołę Elementarną. Do gimnazjum poszedł w Wejherowie, gdzie zaczął pracę nad elektrycznym teleskopem. Potem wyjechał do Berlina studiować fizykę na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma. To tam stworzył słynną tarczę umożliwiającą przetwarzanie obrazu w impulsy elektryczne. Niemcy zawsze doceniali jego dorobek. Obecna ulica Targowa w Lęborku przed wojną nazywała się Nipkowstrasse. Po wojnie lęborczanie próbowali go odkrywać kilkakrotnie. Po raz pierwszy w 1983 r., przy okazji 100-lecia telewizji, kiedy nieżyjący już badacz historii miasta Roman Szmelter doszperał się kaszubskich korzeni Nipkowa. Ale mimo publikacji w jednym z ogólnopolskich tygodników sprawa ucichła. – To był czas, kiedy jeszcze trwała zimnowojenna atmosfera – tłumaczy burmistrz. Później o Nipkowa upomnieli się tamtejsi inżynierowie. Zapytali specjalistów, czy rzeczywiście można go uznać za wynalazcę telewizji. – Jeden z poważnych profesorów umniejszał rangę wynalazku Nipkowa, za to bardzo podkreślał wkład polskich specjalistów w rozwój telewizji – opowiada Włodzimierz Klata. – Rzeczywiście, polskich prac nad przesyłem obrazu nie można nie doceniać, szczególnie tych przedwojennych, ale taka odpowiedź to był dowód, że ówczesne polskie środowisko naukowe nie paliło się do tego, by chwalić Niemca. W 1989 r. panował już inny klimat i lęborskim inżynierom udało się dopiąć swego. W 1990 r. na kamienicy przy Młynarskiej zawisła pamiątkowa tablica. Nawiązali też pierwsze kontakty z naukowcami z Niemiec i rodziną Nipkowa. Na dobre jednak Lębork odkrył go pięć lat temu. [srodtytul]W grze i w powieści[/srodtytul] Włodzimierz Klata, z wykształcenia fizyk, nie ukrywa, że od razu dostrzegł, iż Nipkow i jego dorobek to nie tylko karta w historii nauki, ale szansa na promocję miasta. – Na Uniwersytecie Gdańskim zamówiliśmy opracowanie planu promocyjnego, który miał przybliżyć – najpierw mieszkańcom Lęborka, potem wszystkim Polakom – postać uczonego – zaznacza. Zaczęło się od konkursów szkolnych, rok temu odbył się pierwszy piknik naukowy. Dziś Lębork żyje telewizją. Tą pionierską i tą współczesną. Dwudniowe, piątkowo-sobotnie uroczystości rocznicowe nazwano „Świętem telewizji”. Zaproszenia na nie dostali m.in. krewni Nipkowa, niemieccy historycy, przedstawiciele władz, Związku Mniejszości Niemieckiej i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Po oficjalnych spotkaniach będą mogli zagrać w grę planszową inspirowaną tarczą Nipkowa. Przypomina popularnego chińczyka, tyle że pionki wędrują po tarczy wzdłuż ulic Lęborka, mijając co godniejsze zapamiętania miejsca. Albo zagłębić się w lekturę „Klątwy Nipkowa”. – Ktoś kiedyś głośno pomyślał: A może by tak wydać jakąś książkę o Nipkowie? I się stało – mówi burmistrz Klata. Sensacyjno-przygodową powieść napisał Arkadiusz Niemirski, następca Zbigniewa Nienackiego w kreowaniu przygód popularnego „Pana Samochodzika”. Ukazała się w kwietniu w 5-tysięcznym nakładzie, ale podczas „Święta telewizji” ma szczególną promocję. – Zeszliśmy się we właściwym miejscu i czasie, bo chodził mi ten Nipkow po głowie od czasu, gdy pisałem „Zagadkę kaszubskiego rodu” i o nim coś wspomniałem – mówi pisarz. – A że fascynują mnie wszelcy odkrywcy, naukowcy i dziwacy, pomyślałem, że to jest dobra postać do powieści. Niemirski mówi, że zakopał się w archiwach i nieco znudził. – Aż przeczytałem tam jedno zdanie, dla którego wysiłek był wart. Ale nie powiem jakie, bo nie wszyscy jeszcze czytali, a zdradziłbym sedno intrygi. „Klątwa Nipkowa” dzieje się współcześnie, także w Lęborku, ale akcja nawiązuje do tajemnicy z przeszłości. Jest zbrodnia, miłość, komisarz z sekcji ścigania przestępstw przeciwko dziedzictwu narodowemu, urodziwa archiwistka i zagraniczni przestępcy. – To oczywiście fikcja literacka, ale oparta na wydarzeniach historycznych – precyzuje autor. I przyznaje, że postać komisarza wzbogacił o wiedzę i cechy rzeczywistego oficera Komendy Głównej Policji, z którym konsultował kulisy policyjnej pracy. [srodtytul]Lud pracujący w Belwederze[/srodtytul] W muzeum w Lęborku można oglądać wystawę „Historia transmisji obrazu. Pierwsze telewizory”, na którą ściągnięto dokumenty nawet z niemieckich archiwów. Są – ściągnięte z innych muzeów – prototypy odbiornika telewizyjnego, w tym jeden polski z lat 40., wielkości pralki automatycznej, za to w drewnie i stylu art deco. Oraz m.in. polsko-radzieckie telewizory Wisła A i Wisła B. I duma wystawy, eksponat własny i wyjątkowy – Belweder z 1957 r., pierwsza w pełni polska konstrukcja. – To rodzynek, bo wciąż działa – mówi Błażej Gibuła z lęborskiego muzeum. A na ekranie Belwederu – nie mogło być inaczej – odcinek Polskiej Kroniki Filmowej z 1957 r. i ówczesne kłopoty z zaopatrzeniem w paliwo ludu pracującego miast i wsi. Na „Święcie telewizji” nie mogło także zabraknąć naukowców. Do Lęborka zjechali nie tylko biografowie Nipkowa i historycy, fizycy, specjaliści z dziedziny technologii telewizyjnych, ale też filozofowie i socjologowie. A wśród tematów seminarium jest np. „Rola, miejsce i znaczenie hermeneutyki ruchomego obrazu”. – Pozornie nie ma to związku z Paulem Nipkowem, ale skoro to on wynalazł sposób na transmisję obrazu, a my dziś jesteśmy w ciągłym kontakcie z obrazem, np. poprzez filmy w telewizji, to rodzi to konsekwencje, nad którymi warto się zastanowić, żeby lepiej poznać siebie – mówi autor prelekcji dr Łukasz Androsiuk z Akademii Pomorskiej. W wielkim uproszczeniu chodzi o to, że liczy się interpretacja, jaką widz temu obrazowi nadaje. Salutujący „Szeregowiec Ryan” dla jednych będzie symbolem patrioty, dla kogoś innego – uosobieniem twardziela. Dr Sebastian Zdończyk, też z Akademii Pomorskiej, miał krótko opowiedzieć „Jak telewizja zmieniała świat”. Na seminarium nie dojechał z przyczyn osobistych. – Szkoda – podkreśla. – Bo to temat szalenie interesujący i bardzo na czasie. Wystarczy powiedzieć, że np. w USA czas oglądania telewizji wzrósł do tego stopnia, że przeciętny Amerykanin po przyjściu z pracy dosłownie wrasta w fotel przed swoją plazmą. A my przecież doganiamy świat i coraz częściej także u nas pilot do telewizora staje się prawdziwym insygnium władzy. Kto ma pilota, ten rządzi w domu, czyż nie? [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=p.kobalczyk@rp.pl]p.kobalczyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL