Rozmowa "Rz"
Dziennikarze sami ocenią swoją pracę
W Krajowej Radzie nie jesteśmy politykami, ale urzędnikami – twierdzi Jan Dworak nowy szef KRRiT
Wkrótce wejdzie w życie nowa ustawa medialna, która kończy kadencje obecnych władz mediów publicznych. Mamy też nową Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, której jest pan przewodniczącym. Jakie będą te nowe media publiczne?
Jan Dworak: Chciałbym oczywiście, aby były lepsze niż dotychczas, ale to zależy od wielu osób i instytucji. Media to wielki organizm, z jednej strony techniczny, z drugiej – zanurzony w kulturze, polityce, ekonomii. KRRiT może robić to, na co pozwala nam ustawa.
To nie tak mało. KRRiT wyłoni nowe władze mediów publicznych.
Mamy stworzyć regulaminy wyboru rad nadzorczych i zarządu. Musimy nie tylko wybrać ludzi, ale nakreślić przedtem właściwe mechanizmy ich wyłonienia..
Do tej pory też były konkursy, pan zresztą jeden z nich wygrał i został w 2004 r. prezesem TVP. Co było z nimi nie tak?
To był konkurs wielostopniowy, w pierwszej fazie kompetentna firma badała nasze umiejętności zawodowe i predyspozycje psychologiczne. W drugiej fazie w radzie nadzorczej spierały się osoby o różnym rodowodzie – bardziej politycznie, mniej merytorycznie.
Pan taki konkurs wygrał. Dzięki ocenom politycznym?
Takich ocen nie unikniemy i nie ma co obrażać się na rzeczywistość. Politycy będą chcieli wpływać na proces wyboru władz mediów publicznych. Taka jest natura władzy. Tyle tylko, że są różni politycy, różnie ją rozumieją i różne stawiają sobie cele. Z tym wiąże się odpowiedź, na ile potrafią się ograniczać.
Potrafią?
Ja teraz słyszę: nie powinno być straszliwego przechyłu i upolitycznienia. Media publiczne mają być neutralne wobec walki wyborczej. Tyle.
Od polityków PO?
Od różnych ludzi, takie jest dość powszechne oczekiwanie.
Słyszałam w Sejmie, że PO, SLD i PSL podzieliły się kanałami w TVP.
Nic o tym nie wiem. Wiem natomiast, że teraz w mediach jest koalicja PiS – SLD. To jest aż nadto widoczne. W Sejmie były prowadzone rozmowy, to jasne, było przecież czterech kandydatów na dwa miejsca w Radzie, ale nic nie wiem o podziale wpływów w mediach.
Dzięki temu porozumieniu doszło do przegłosowania małej nowelizacji ustawy medialnej w Sejmie, wymieniającej władze mediów publicznych.
Politycy od tego są, by skutecznie przeprowadzać swoje zamiary. Ale angażowanie się w takie rozmowy nie jest przedmiotem mojej pracy. Ja dostałem zadanie, które opisane jest w konstytucji i ustawach, także tej uchwalonej ostatnio i zrobię to najlepiej, jak potrafię.
Ustawa była krytykowana, m.in. przez pana i przez tzw. środowisko twórców, do którego zresztą pan należy.
Trzeba dyskutować i krytykować, kiedy można wpłynąć na kształtujące się dopiero prawo. I gdy jest się człowiekiem, który nie podjął zobowiązań, które ja podjąłem.
Nie czuje pan, że ma pan za dużo władzy? Twórcy krytykowali, że zgodnie z nową ustawą wskazywani przez polityków członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji będą mieli wpływ na ramówki.
Nie mam poczucia, że mam za dużo władzy. Mam duże zrozumienie dla tego, w jakich warunkach prawnych i ekonomicznych pracują radio i telewizja, czego potrzebują i jeśli ustawodawca zapisał taki obowiązek, to będziemy to robili z jak najlepszą wiarą, żeby mediom nie szkodzić, ale pomagać. Zawsze mając jednak w centrum uwagi interes publiczny, interes widza.
Bez przechyłu politycznego?
Będę zabiegał, by takiego przechyłu nie było.
Mimo że w KRRiT nie ma przedstawiciela jednej partii?
Nie chcę już do tego wracać. Mówiłem, że rozmawiałem o tym, by był w radzie przedstawiciel PiS. To się nie udało. Teraz ważne jest, jak będziemy pracować. Nie łudzę się, że znajdę zrozumienie u wszystkich polityków. Już byłem atakowany przez PiS za to, że jestem reprezentantem PO, bo należałem do tej partii sześć lat temu.













