Piotr Zychowicz: Kto wyzwolił Polskę

aktualizacja: 01.08.2010, 21:16
Piotr Zychowicz
Piotr Zychowicz
Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Spokojnie słuchamy, gdy rosyjscy historycy powtarzają, że Polska została wyzwolona przez ZSRR w 1944 roku. A jak byśmy reagowali, gdyby historycy z Niemiec twierdzili, że armia Trzeciej Rzeszy wyzwoliła Kresy w roku 1941?

Podczas II wojny światowej Polska miała dwóch wrogów: Niemcy i Związek Sowiecki. Oba te państwa najechały i rozebrały między siebie Rzeczpospolitą w 1939 roku, oba stosowały wobec Polaków ludobójcze metody. Gdy Niemcy mordowali polską inteligencję w Palmirach, Sowieci strzelali w tył głowy polskim oficerom w Katyniu. Po okresie, kiedy obowiązywało zawarte przez gen. Sikorskiego polsko-sowieckie porozumienie (lipiec 1941 – kwiecień 1943), Stalin powrócił do otwartej antypolskiej polityki.
Armia Czerwona, zajmując ziemie polskie w latach 1944 – 1945, torowała drogę sowietyzacji. Polska została ujarzmiona, odebrano jej połowę terytorium, a kolejne tysiące jej obywateli zostały zamordowane przez NKWD. Bierność Sowietów wobec Powstania Warszawskiego nie była przypadkowa. Stalin rękami Hitlera pozbył się ludzi, którzy mogliby stawić opór realizacji jego planów. W 1945 roku jednego okupanta zamieniliśmy na drugiego.
[srodtytul]Wspólna wersja [/srodtytul]
Wszystko, co napisałem powyżej, wydaje się oczywiste, ale niestety nie dla rosyjskich historyków. Świadczy o tym przebieg wideokonferencji polskich i rosyjskich naukowców na temat stosunku bolszewików do Powstania Warszawskiego, jaką zorganizowała w miniony piątek agencja RIA Novosti. Stronę rosyjską reprezentowali Nikołaj Wasiliew, Walerij Makowskiej i Wiktor Gawriłow z Akademii Wojskowej Rosji oraz Albina Noskowa z Rosyjskiej Akademii Nauk.
Poglądy, jakie zaprezentowali Rosjanie, wprawiły ich polskich rozmówców i obecnych na konferencji dziennikarzy w zakłopotanie. Niewiele różniły się bowiem od tego, co o powstaniu mówiła komunistyczna propaganda. A więc szeregowi żołnierze AK bili się dzielnie, ale padli ofiarą politycznych, "niemoralnych" kalkulacji swojego dowództwa. Dowództwu miało zaś chodzić o przechwycenie władzy w Polsce i wykołowanie PKWN. Armia Czerwona oczywiście chciała powstaniu przyjść z pomocą, ale nie mogła, bo była zbyt zmęczona i musiała odpocząć. Poza tym Polacy nie raczyli poinformować Stalina o swoich planach – przekonywali rosyjscy historycy.
Niezwykle charakterystyczny był również używany przez nich język. Z uporem powtarzali, że Polska została "wyzwolona" przez Związek Sowiecki, oraz przypominali o kilkuset tysiącach bolszewickich żołnierzy, którzy zginęli, walcząc z Niemcami na polskiej ziemi, za co powinniśmy być im wdzięczni. Gdy mówili o reżymie sowieckim – który ma przecież na swoim koncie kilkadziesiąt milionów zamordowanych Rosjan – używali zaimków "my", "nasz".
W tej sytuacji bardzo niepokojący wydaje się apel prof. Walerija Makowskieja, aby Polacy i Rosjanie (rozumiem, że miał na myśli siebie i podobnie myślących kolegów) usiedli do stołu i spróbowali napisać nową, wspólną wersję historii. Taka deklaracja musi niepokoić, bo nie da się przecież znaleźć kompromisu między prawdą a propagandą. Efektem takiego zabiegu będzie co najwyżej półpropaganda lub – jak kto woli – półprawda. Ani jedno, ani drugie nie jest warte zachodu.
[srodtytul]Jak z Niemcami [/srodtytul]
Niestety, w Polsce coraz częściej pojawiają się propozycję, aby tzw. problemy historyczne w stosunkach polsko-rosyjskich rozwiązywać za pomocą mechanizmów, jakie pozwoliły przezwyciężyć podobne problemy w stosunkach polsko-niemieckich. Uważam taki pomysł za wielce ryzykowny. Niemców od Rosjan w kwestii stosunku do totalitarnej przeszłości dzielą bowiem lata świetlne. Wyobraźmy sobie bowiem następującą sytuację: jakaś niemiecka instytucja organizuje wideokonferencję polskich i niemieckich historyków dotyczącą zajmowania ziem wschodnich Rzeczypospolitej przez Wehrmacht w czerwcu 1941 roku. Czyli wyrzucania z Polski czerwonego okupanta rękami brunatnego (dokładna odwrotność sytuacji z lat 1944 – 1945).
Jaka byłaby reakcja Polaków, gdyby ci niemieccy historycy – reprezentujący państwowe instytucje naukowe – używali wobec działań Trzeciej Rzeszy na Kresach terminu "wyzwolenie"? Jaka byłaby reakcja, gdyby domagali się od nas wdzięczności za daninę krwi, jaką tysiące niemieckich żołnierzy złożyło, aby "oswobodzić" Lwów, Wilno i Białystok spod bolszewickiego jarzma?
Byłby to absurd, bo oczywiste jest, że Wehrmacht wypędził Sowietów z Kresów nie dla dobra Polski, ale aby "poszerzyć przestrzeń życiową dla Niemców" na Wschodzie. Taką konferencję zresztą trudno sobie wyobrazić, bo nikt poważny w Berlinie podobnych tez by nie forsował. I właśnie dlatego to, co niegdyś udało się z Niemcami, nie uda się obecnie z Rosjanami.
[srodtytul]Polskę wyzwolili Polacy [/srodtytul]
Czy więc dyskusja z Rosjanami (mam tu oczywiście na myśli oficjalnych historyków kreujących politykę historyczną państwa rosyjskiego, a nie niezależnie myślących opozycyjnych intelektualistów) w ogóle nie ma sensu? Wprost przeciwnie. Rozmawiać trzeba, choćby po to, by druga strona mogła poznać nasze stanowisko i argumenty. Dopóki jednak nie odrzuci ona sowieckiej spuścizny, obawiam się, że efekty takich rozmów będą niewielkie.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Jest tylko jedna sytuacja, w której w odniesieniu do triumfalnego marszu Armii Czerwonej przez Polskę można używać określenia "wyzwolenie" bez wkładania go w cudzysłów. Chodzi oczywiście o niemieckie obozy koncentracyjne. Placówki te – choć część z nich NKWD natychmiast uruchomiło na własne potrzeby – rzeczywiście zostały przez Sowietów wyzwolone. Na pewno jednak nie została wyzwolona Polska. Polskę wyzwolili sami Polacy. 45 lat później – w 1989 roku.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE